Państwa Unii Europejskiej chcą mieć spójny mechanizm, który umożliwi skuteczne i legalne usuwanie z sieci oraz blokowanie wszelkich treści o charakterze terrorystycznym zamieszczanych na różnych portalach – w tym tych największych. Za wydawanie nakazów zobowiązujących dostawców internetu do usunięcia podejrzanych treści w Polsce odpowiedzialny ma być szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nie jest to złe rozwiązanie, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

Gdy władza rozstrzyga, które treści należy natychmiast zablokować, teoretycznie może dojść do nadużyć. Wydaje się jednak, że nawet unijne rozporządzenie to dopuszcza – żeby nie powiedzieć preferuje. Jednym z jego celów jest bowiem jak najszybsze usuwanie treści terrorystycznych, zanim zdążą się rozprzestrzenić po sieci. By zachować pozór praworządności, do projektu wpisano drogę sądową, już po fakcie – trochę jak z sankcjami. Ale co sąd ma kontrolować, gdy decyzja ABW jest wydawana poza procedurą administracyjną?

Europa walczy z terroryzmem inaczej niż USA. Tam sprawą zajmuje się aktualnie Sąd Najwyższy. Amerykańskie prawo chroni platformy, takie jak Google, YouTube czy Twitter przed odpowiedzialnością za to, co zamieszczają na nich użytkownicy. Ale niedawno Reynaldo Gonzalez pozwał Google’a, twierdząc, że platforma za pomocą algorytmów polecała internautom filmy ISIS na YouTubie. Córka Gonzaleza zginęła w ataku ISIS w listopadzie 2015 r. Mężczyzna zapewne w tamtym czasie przeszukiwał internet, używając takiego hasła – co algorytmy zinterpretowały opacznie. W innej sprawie rodzina Jordańczyka zabitego przez ISIS w Stambule zwraca się do sądu o ustalenie, czy Twitter odpowiada z mocy ustawy antyterrorystycznej za udostępnianie filmów ISIS. Ich zdaniem portal, publikując takie treści, podżegał do międzynarodowego terroryzmu.

Czytaj więcej

ABW zablokuje treści w Internecie. Prawnicy mają wątpliwości

Uprawnienia służb specjalnych i to, jak z nich korzystają, powinny podlegać ścisłej kontroli. Realnej, a nie tylko deklarowanej w przepisach. Jedyną formą zewnętrznej kontroli nad cywilnym i wojskowym wywiadem oraz kontrwywiadem jest sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, której szefowie zmieniają się co pół roku, więc w ciągu kadencji będą nią kierować politycy i koalicji, i opozycji.

Ale to za mało. Od dawna postuluje się utworzenie niezależnej instytucji złożonej z autorytetów prawniczych i byłych wysokich funkcjonariuszy służb, do której można by się odwołać, jeśli było się obiektem zainteresowania organów bezpieczeństwa. Jeszcze w 2014 r. Najwyższa Izba Kontroli sygnalizowała, że nadzór nad służbami jest nieefektywny. A ustawa antyterrorystyczna dostarczyła im dodatkowych zadań i nikt na dobrą sprawę nie wie, jak są wykonywane. Słyszymy tylko zapewnienia ministra Mariusza Kamińskiego, że wszystko jest w najlepszym porządku, że służby działają legalnie i skutecznie. Dopiero działająca przy Parlamencie Europejskim komisja ds. zbadania afery związanej z używaniem szpiegowskiego systemu Pegasus zburzyła tę sielankę, pokazując nadużycia, także w organach państwa polskiego. A w sprawie niezależnej komisji w Polsce ciągle cisza.