PiS na ostatniej prostej w Sejmie sypnęło ulgami: dla pracujących seniorów, dla rodzin z licznym potomstwem, dla prowadzących działalność gospodarczą opodatkowanych według skali PIT. Wcześniej jednak zabrało ulgę dla rodziców samotnie wychowujących dzieci. Henryk Kowalczyk przyznał, że chodzi o powstrzymanie rozwodów osób dobrze zarabiających. Ciekawe, co z dziećmi, których jedno z rodziców zmarło i przez to wychowują się w niepełnej rodzinie? Odliczenie 1500 zł sprawy nie ratuje, a przynajmniej nie w każdym przypadku!

Liczne ulgi, algorytmy obliczania przywileju dla klasy średniej, składka zdrowotna inna przy poszczególnych formach opodatkowania – to tylko komplikuje podatki. A rząd obiecywał, że je uprości. Czy temu służą dokładane ciągle poprawki, o których podatnicy są informowani na Twitterze? A wszystko w pośpiechu i na kolanie.

Czytaj więcej

Ulga dla klasy średniej z pułapką na przedsiębiorców

Wyraźnie pokazuje to ulga dla klasy średniej dla przedsiębiorców rozliczających się według skali podatkowej. Ma przysługiwać osobom z określonymi rocznymi przychodami pomniejszonymi o koszty prowadzenia działalności. Tyle że w przepisach nie ma takiego sformułowania. O kosztach prowadzenia działalności może mówić hydraulik mający firmę czy krawcowa, ale nie prawnik czy doradca podatkowy. On musi być precyzyjny. Najpierw jednak precyzyjny musi być przepis. Tymczasem ten wprowadza nieznane dotychczas pojęcie. W przepisach, owszem, są koszty, ale uzyskania przychodów. A to niekoniecznie to samo. I nie radziłabym używać tych pojęć zamiennie. Bo to się może źle skończyć. Nie dla PiS i rządu oczywiście, ale dla przedsiębiorcy. To on poniesie konsekwencje błędnych rozliczeń. To on będzie musiał zapłacić, i to sowicie, księgowej, by mogła przeprowadzić go przez gąszcz skomplikowanych przepisów z nieznanymi nawet dla niej pojęciami.

Kucharza nie czyni tusza, biały fartuch czy czapka, lecz umiejętności. Prawdziwy kucharz wie, co ma robić. Czego i kiedy dodać. Co zostawić w spokoju, a co zamieszać, gdy trzeba. U kiepskiego wszystko naraz ląduje w garnku.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że tworzenie przepisów Polskiego Ładu przypomina poczynania początkującego kucharza. Rzuca się po kuchni w amoku. Goście zamiast posiłku dostają niestrawności, a on jest zaskoczony krytyką. Przecież się napracował, a talerze nie wyszły z kuchni puste. Tyle że to nie starania są oceniane, ale efekt końcowy. James Joyce pisał, że Pan Bóg stworzył jedzenie, a diabeł kucharzy. U nas chyba polityków.

Czytaj więcej

Klasa średnia drogo zapłaci za przekroczenie limitu choćby o złotówkę