Jakoś nie jest mi do śmiechu po lekturze publikacji mediów – ze szczególnym uwzględnieniem komentarzy – o incydencie ze Świdnicy, gdzie nagi mężczyzna spacerujący po osiedlu i robiący zakupy w sklepiku okazał się prokuratorem, a zanim rozpoczął karierę w organach ścigania kandydował z list PiS do samorządu lokalnego. Szyderstwa, hejt na „kadry Ziobry, które nie mają nic do ukrycia” itd.
Czytaj więcej
Nagi mężczyzna spacerujący po osiedlu i robiący zakupy w sklepiku okazał się prokuratorem.
Prawdę mówiąc kariera zawodowa tego człowieka akurat w tym wypadku, dopóki nie będzie wiadomo, co nim kierowało, nie ma zasadniczego znaczenia. Nie mam też najmniejszego zamiaru dokładać mu kłopotów, które – jak się zdaje – nie zaczęły się z chwilą ujawnienia tych nagrań. Problem jest bowiem systemowy: człowiekowi z poważnymi problemami nikt nie pomógł, choć – jak można przeczytać – były one znane już wcześniej.
Bo różne przypadki zdarzają się w wielu profesjach. A takie jak policja, prokuratura, sądownictwo nie są wyjątkami. Obciążenie psychiczne jakie wywołuje służba, która przecież nie polega w większości na obcowaniu z nieposzlakowanej opinii ludźmi, musi pozostawiać ślady w psychice. Znam prokuratora, który aby utrzymać jaką-taką psychiczną równowagę i nie myśleć ciągle o zbrodniach, które badał, po pracy przesiaduje w warszawskim zoo, obserwując życie zwierząt. Ich imiona zna na wyrywki.
Obciążenie psychiczne jakie wywołuje służba, która przecież nie polega w większości na obcowaniu z nieposzlakowanej opinii ludźmi, musi pozostawiać ślady w psychice
Dlatego zamiast budować opowieści o zdegenerowanej nadzwyczajnej kaście, której reprezentanci kradną, oszukują i chodzą nago po mieście, o policjantach, którzy stosują tragiczną w skutkach przemoc wobec obywateli, warto zrobić coś konstruktywnego: poprawić szkolenie i zapewnić pomoc psychologiczną tym, którzy jej potrzebują. Korzystanie z niej nie powinno dyskwalifikować.
Czym innym jest natomiast kwestia odpowiedzialności zawodowej – a niekiedy także karnej – za tego zachowania, które wymagają reakcji sądu. W sprawie świdnickiego prokuratora poinformowały, że czynniki dyscyplinarne rozpoczęły już swoje czynności. A jeśli tak, to można zakładać, że sprawa za jakiś czas trafi przed jakiś organ sądowy. I tu pojawia się kolejny problem, bo jeśli byłaby to Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która jeszcze w tym tygodniu zajmowała się sprawą pewnego obwinionego prokuratora, to mogłaby się ona skończyć w Strasburgu - tak jak dyscyplinarka wydalonej z zawodu prawniczki, której państwo polskie ma zapłacić za to, że sądził ją organ nie spełniający kryteriów sądu przewidzianych w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Przypadek świdnickiego prokuratora pokazuje więc dobitnie, że prawidłowo sąd dyscyplinarny dla zawodów prawniczych jest nam niezbędny. Oraz realna pomoc dla ludzi, którzy znaleźli się w kłopotach.