Prawo jest autonomiczne czy jest tylko instrumentem? Odpowiedź nie narzuca się oczywistością. W jakimś sensie jest autonomiczne. Ma własną specyfikę, prawidła, typowe zjawiska. Debata bioetyczna, która na dobre trwa w Polsce od siedmiu lat, przynosi prawu wiele ciekawych doświadczeń. Często moralność i polityka bywają w niej przeciwstawiane prawu. Są trzy płaszczyzny ustaleń: moralna, polityczna i prawna. Wcale nie od początku ich istnienie było dostrzegane. Udało się je wyodrębnić w dyskusji i analizach, aby poczynione rozróżnienie docenić w toku (nieudanych) poszukiwań kompromisu prawnego.

Płaszczyzn moralnej, politycznej oraz prawnej nie powinno się mieszać, ale warto mieć świadomość, że nie są niezależne. Przenikają się wzajemnie. Ustalenia poczynione na dany temat mogą się różnić w każdej z tych płaszczyzn. Widać to dobrze na skomplikowanych przykładach: mrozić embriony czy wyłącznie komórki rozrodcze? I jeśli w prawie przyjąć jako jedyne rozwiązanie dopuszczalność mrożenia gamet, pojawia się szansa pogodzenia poróżnionych w danej sytuacji politycznej. Moralnie i tak rozwiązanie nie będzie satysfakcjonujące, gdyż mrożenie gamet posłuży sztucznej prokreacji. Z perspektywy godności człowieka, którego dostrzega się w embrionie, jest ono jednak lepsze niż mrożenie embrionu.

Gdy rozpoczynałem studia prawnicze, a więc przed 1989 r., przekonywano mnie, że prawo nie ma z moralnością nic wspólnego. Tylko w nauczanym na pierwszym roku prawie rzymskim pobrzmiewała sentencja „Non omne quod licet honestum est" – „Nie wszystko, co dopuszczalne, jest uczciwe". Co dla mnie ciekawe i znamienne: o prawie rzymskim w działaniu, o jego mądrości usłyszałem po raz pierwszy jako chłopiec z drukowanego od lutego 1982 r. pod ziemią „Tygodnika Mazowsze". Czytałem tam: „Quod principi placuit legis habet vigorem" – „co podoba się władcy, ma moc prawa" i nikogo nie musi pytać o zdanie. Łacińskie motto pojawiało się jako oskarżenie w kontekście autorytarnych zachowań ówczesnej władzy socjalistycznej. W zdaniu tym, zaczerpniętym od Ulpiana, znalazł wyraz czysty pozytywizm, choć na wstępie podręcznika dla studentów jurysta pisał: „Jeśli zajmować się prawem, należy najpierw poznać pochodzenie słowa »prawo«. Czerpie ono swe brzmienie od sprawiedliwości, ponieważ – jak trafnie określa Celsus – prawo powinno być sztuką stosowania tego, co dobre i co jest sprawiedliwe". Prawnik Celsus żył sto lat wcześniej. Ulpianowe przekonanie o koniecznym związku między sprawiedliwością a prawem podzielili twórcy kompilacji justyniańskiej z VI w. Umieścili je na początku „Digestów", czyli opasłej antologii pism rzymskiej jurysprudencji. W ten sposób konstatację „Celsusa ius est ars boni et aequi" przekazali europejskiej tradycji prawnej.

Każdy prawnik miewa własną definicję prawa, ale musi pamiętać, że jest ono jedynie instrumentem. Biada temu, kto ulegnie złudzeniu, że ono samo z siebie coś „ekspercko" ureguluje. Kto w to uwierzy, łatwo stanie się instrumentem w rękach tych, co prawem posługują się ze zrozumieniem i sami wyznaczają mu cele. Aż nadto sugestywnie pokazały to próby regulowania kwestii bioetycznych, poczynając od słynnej konwencji z Oviedo przez Polskę podpisanej, ale nie ratyfikowanej nawet w czasach rządu Ewy Kopacz. Zdobyte w związku z wcześniejszymi dyskusjami o ratyfikacji doświadczenie pokazało, że nie da się napisać projektów ustaw dotykających kwestii bioetycznych na podstawie samej wiedzy prawniczej albo jedynie wiedzy medycznej. Wszelako trzeba je przygotowywać, skoro zauważamy na przykład, że genom człowieka – złożony system biologiczny istotny dla ukształtowania ludzkiej tożsamości – nie jest w Polsce prawnie chroniony.

Trzeba formułować dążenia; trzeba wiedzieć, jakie cele ma realizować konkretne unormowanie; trzeba zawsze ustalić, jakie zasady znajdują w prawie odzwierciedlenie. I nie jest tak wyłącznie w kwestiach bioetycznych, lecz w każdej dziedzinie prawa. Praktyka pokazuje, że możemy tylko analizować, przewidywać skuteczność regulacji lub ich efektywność; dalej ich kompleksowość, przydatność do realizacji danych celów, spójność z resztą porządku prawnego, a więc interakcje. Prawo zaś jako wynik kompromisu politycznego będzie odzwierciedlało również moralne przekonania. I tu centralna, gdyż bardzo osobista, kwestia odpowiedzialności za stanowione prawo: nie tylko po stronie polityków, ale i doradzających im ekspertów prawników. To jest także odpowiedzialność moralna.

Autor jest profesorem nauk prawnych, kierownikiem Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ, wykłada na Wydziale Prawa i Administracji UW