Nie od dziś bandyci, seryjni mordercy i najgorsi zwyrodnialcy stają się celebrytami niczym gwiazdy kina czy muzyki. By daleko nie szukać, każdy chyba zna nazwisko Ala Capone czy Charlesa Mansona.
Kiedy się okazało, że mogą zarabiać na swoich zbrodniach, sprzedając np. prawa do biografii książkowej czy filmowej, w USA zabroniono tego w imię elementarnej sprawiedliwości wobec ofiar i ich rodzin. Ale nie mniej ważna była kwestia etyki, dbałość o standardy etyczne w sferze życia publicznego.
Myśl o tym, co w tej kwestii robią Amerykanie, od mniej więcej pięciu lat towarzyszy mi za każdym razem, kiedy zaglądam do księgarni. Piętrzą się tam bowiem kolejne tomy cyklu „Masa o...": kobietach, kilerach, bossach... polskiej mafii. Ostatnio zresztą pojawił się nowy gracz, pani Zielińska, i efektem tego spotkania jest książka „Słowikowa i Masa. Twarzą w twarz".
Kim jest „Masa", czyli Jarosław Sokołowski, wie chyba każdy czytelnik gazet i odbiorca mediów. To najbardziej znany polski świadek koronny, który wsypał swoich kolegów z gangu pruszkowskiego. Pani Słowikowa jest z kolei żoną innego bandyty i sama też siedziała w więzieniu. Książek opisujących dzieje dawno już nieistniejącego „Pruszkowa" wyszło bodaj z dziesięć, i jako że były miesiącami na listach bestsellerów, pewnie sprzedały się w milionowym nakładzie.
Zadałem sobie trud, by jedną z nich przeczytać, i w czasie lektury towarzyszyło mi uczucie zażenowania, a może wręcz wstydu. Masa chwali się swoją wiedzą i przestępstwami, w których uczestniczył, Artur Górski, wysłuchujący jego historii i konfabulacji, jest tym wyraźnie zafascynowany. A potem wszyscy z cenionym niegdyś wydawcą Prószyńskim idą do kasy. To wszystko są, oczywiście, opowieści „leśnego dziadka", bo rzecz działa się wiele lat temu, ale nie mówimy jednak o jakichś sprawach abstrakcyjnych, tylko o konkretnych przestępcach.
Rozumiem, że dla autora i wydawcy nie jest problemem, że „Masa", skruszony gangster, postać po prostu obrzydliwa, wyrósł dzięki nim na gwiazdę, nie jest też pewnie problemem, że teraz trafił do aresztu za wyłudzenia. Ale powinno być. Niestety, żyjemy w kulturze, w której panuje deficyt wstydu.
Autor jest zastępcą dyrektora Programu III Polskiego Radia