Zdążyliśmy się przyzwyczaić, że to święta choinki i krasnala zwanego dla niepoznaki św. Mikołajem. Przyzwyczailiśmy się też, że szopki z motywami religijnymi wywołują oburzenie u postępowców, więc by nikogo nie urazić, otrzymujemy życzenia świąteczne bez wskazania, o jakie święta chodzi. Ale jesteśmy świadkami dalszych postępów postępu.
Początkowo myślałem, że to taki głupi żart, kiedy grupa lewicowych radnych Koalicji Obywatelskiej w stolicy protestowała przeciwko „religijnemu charakterowi wigilijnego spotkania w radzie miasta". Szybko się okazało, że to nowa forma walki o wolność w zniewalanym przez kaczyzm państwie. Przed świętami wyroiły się informacje o tym, że rodzice protestowali, ponieważ szkolne spotkania wigilijne miały zanadto religijny charakter. A więc – pomyślałem – przybliżyliśmy się do Europy, do prawdziwego wyzwolenia, do zachodnich standardów. Wreszcie wyszliśmy z tego wstrętnego zaścianka, w który wdepnęliśmy 1052 lata temu, gdy Mieszko I zaburzył neutralność światopoglądową państwa Piastów, złamał rozdział państwa od Kościoła i ochrzcił siebie oraz cały dwór. I oto nagle po tym millennium stoimy wreszcie przed historyczną szansą, by naprawić błędy przodków i wywalczyć świeckość. Ale to nie będzie zwykła świeckość, to będzie świeckość na miarę naszych aspiracji. To będzie świeckość, z której będziemy dumni, którą weźmiemy na sztandary.