Proponuję więc poddać pod dyskusję inne formy, które nie tylko dookreślałyby charakter, ale wręcz wskazywały na cechy osobowe naszych parlamentarzystek.

Poślica – wyrażenie być może na pozór brzmiące mało elegancko. Poseł – poślica jak oseł – oślica, ale językowo logicznie i jak najbardziej zasadnie. Najbardziej pasuje do parlamentarzystek konsekwentnych w swym uporze.

Posłuszka – pani poseł lubiąca zgodę i spokój. Trudno oczekiwać od niej wystąpień tak bardzo samodzielnych i niezłomnych, że w jakimkolwiek stopniu mogłyby stać w poprzek oczekiwaniom klubu, a zwłaszcza przewodniczącego czy prezesa.




Posłużka – gatunek prawie nieistniejący, obejmujący parlamentarzystki, które traktują pracę w Sejmie jako służbę narodowi.

Posłowczyni – wyróżnia się konsekwencją w działaniu, „co mówi, to czyni". Bywa bardzo aktywna i wierna twierdzeniu, że każdą deklarację należy poprzeć czynem. Niestety, bliska jest jej zasada, że czyn uświęca środki.

Posełka – najbardziej logiczna forma żeńska rzeczownika poseł. Niestety, rzadko używana, bo nie wiedzieć czemu kojarząca się z wyrazem osełka. Przeciwnicy rzeczownika posełka niepotrzebnie stawiają sprawę na ostrzu noża.

Posłandronka – pani poseł, która wprawdzie mówi to, co myśli, ale ponieważ nie zawsze myśli, więc po prostu plecie androny.

Posłaniaczka – rodzaj parlamentarnej pieniaczki. Lubiąca zwracać na siebie uwagę nie tylko na mównicy, ale też w ławach poselskich. Często bywa na głodzie (zwłaszcza gdy nie mówi) i wtedy rzuca się na sałatki, które szczególnie smakują jej podczas obrad sejmowych.

Posłowina – określenie dobrotliwe, parlamentarzystka, o której mówi się z ciepłem i nieukrywaną sympatią (taka parlamentarna poczciwina). Określenie może być też negatywne, gdy kobieta nadużywa napojów wyskokowych, zwłaszcza win. Najgorsze, rzecz jasna, są wina Tuska.

Posłusznica – rodzaj posłuszki, bardziej ortodoksyjna i wręcz masochistyczna. Na zdjęciu rentgenowskim kręgosłup prawie niewidoczny.

Pospieszynka – uchwalająca ustawy w szybkim trybie nocnym.

Poślanka – charakteryzuje się wyjątkowym uporem.

Posładonka – określenie już archaiczne, bo dotyczące pani poseł wywodzącej się z PO za kadencji Donalda Tuska.

Poszydło – tytuł dziedziczny. Określa szczególnie doświadczoną poseł, mającą za sobą karierę wysokiego urzędnika państwowego, odpowiednio nagrodzonego. Określenie wypowiadane być musi z pełną powagą przy całkowicie nieruchomej górnej wardze.

Posłakarolinka – wersja gwarowa, śląska, spod Gogolina.

Posłaliszka – kobieta, której z pozoru niewinny uśmiech nie wróży niczego dobrego. Usłyszeć z jej ust komplement, to tak jak być publicznie sponiewieranym.

Posłonka – kobieta, dla której posłowanie stanowi osłonkę dla zupełnie innej działalności.

Posłanówka – pani poseł u progu kariery parlamentarnej, nieobciążona nadmiarem obowiązków, ale też nieskażona podstawową wiedzą dotyczącą funkcjonowania parlamentu. Jeśli wyróżnia się urodą i nieśmiałością, budzi instynkt opiekuńczy, niejeden poseł, zwłaszcza z macierzystego klubu, chętnie pospieszyłby jej z serią bezpłatnych korepetycji. Jeśli zaś niewiedzę i brak doświadczenia chce nadrobić temperamentem, skazana jest na niewybredne epitety, których choćby z okazji przypadającego właśnie 8 marca nie wypada mi przytaczać.