Autor, dawny ideolog unijnego pierwiastka, zdaje się przesuwać na ich pozycje. Przyjmować przeświadczenie, że dla nowych niemiecko-francuskich porządków nie ma dziś rozumnej alternatywy. Nawet jeśli uzasadnia się je nie dziarskim pokrzykiwaniem o postępie, a antydemokratycznym duchem Hobbesa.
Jeśli nie słychać fanfar, to dlatego, że ci polemiści czytają głównie siebie, więc Cichocki będzie długo pokutował w ich głowach jako "wstecznik". Jak kiedyś Robert Krasowski czy Cezary Michalski. Na dokładkę on sam nie stawia kropki nad i. Może powiedzieć: ja tylko referuję stan spraw.
Zaczyna zestawieniem racji: tych, którzy są zaniepokojeni nowym, "antykryzysowym" kształtem Unii Europejskiej, i tych, którzy nowego porządku bronią w imię bezpieczeństwa. Kończy jednak konkluzją: "Gdzie szukać ratunku? Jedyną odpowiedzią dzisiaj jest, jak się zdaje, autorytatywnie, choć praworządnie zarządzany obszar rozwoju i stabilności, którego projekt już kreśli le Groupe de Francfort". Mielibyśmy więc znowu triumf nieuniknionego? "Wolność to uświadomiona konieczność" – kto to powiedział, koteczku?
Cichocki stawia też pytania o niewiadome nowego projektu. Mają one jednak charakter raczej techniczny. Można by kolejnego deterministę spytać, czy wie, jakie inne konsekwencje ma jego chłodny flirt z czymś, co nazywa "oświeconym absolutyzmem". Nowa Europa nie będzie aksjologicznie nawet neutralna.
Mnie wystarczy, że dawny doradca Lecha Kaczyńskiego ma rację w jednym: na drugiej szali, naprzeciw stabilności, mamy wolność. Wartość nie absolutną wprawdzie, ale samoistną i ważną. Tylko że dla niego to już tylko wartość godna odnotowania, nie obrony. Tak by wynikało z wystudzonej analizy.
Cichocki ma rację jeszcze w czymś: gdy w kancelariach Merkel i Sarkozy'ego wykuwa się coś na kształt zwartego programu, po drugiej stronie mamy na razie postawę, niepokój. Skądinąd w Polsce wyrażany i przez tak ostrożnych polityków jak Paweł Kowal, polityczny przyjaciel Cichockiego. Ja chciałbym, aby ów niepokój był programem, ale nawet jeśli długo nie będzie, jest cenny.
Opóźnianie "nieuniknionego" to zbożne zadanie. Zwłaszcza gdy jest na dokładkę zbieżne z polskim doraźnym interesem, skoro dla naszej gospodarki euro to dziś bardziej zagrożenie niż szansa. Jak napisał poeta: "To wcale nie wymagało wielkiej odwagi nasza odmowa niezgoda i upór". To ta niezgoda i upór są racjonalne.
Autor jest publicystą tygodnika "Uważam Rze"