Kampania trwa już 15 miesięcy. Komunistyczna partia Chin podała pierwsze statystyki, dzięki którym można się dowiedzieć, że liczbę oficjalnych spotkań – czyli w skrócie okazji do niepotrzebnego wydawania państwowych pieniędzy – zmniejszono o 1/4, a same wydatki zmalały o 27 proc. 162 tys. urzędników straciło swoje uposażenia, zlikwidowano także dokładnie 114 418 służbowych samochodów. Antykorupcyjne działania trwały od czerwca 2013 roku do końca obecnego września.
Wszyscy tępią nieuczciwych
Tępiono niepotrzebną biurokrację, niezliczone zjazdy urzędników, roboczogodziny generujące koszty, ale nie przekładające się na konkretne sukcesy dla kraju – wszystko, co miało być niepotrzebne. Zaangażowanie wymagane przez władzę przypominało ogólnokrajowe strategie przewodniczącego Mao. Po czasach wycinania w pień intelektualistów, poetów, myślicieli i rozmaitych zrywów pseudo-technologicznych przyszła pora na poprawę stanu państwowej kasy. Zakazano w końcu szalonego rozdawnictwa lubianych przez Chińczyków ciasteczek księżycowych, którymi obdarowywano (czyli starano się przekupić) urzędników rozmaitego szczebla podczas święta środka jesieni każdego roku.
Ukarano 8200 członków partii. Wytknięto im niezgodne z prawem wykorzystywanie służbowych funduszy jako łapówek. Przeważająca większość (63 z 84 tys.) państwowych urzędników, którzy poza stanowiskiem w administracji pobierali pieniądze także z prywatnych firm, zostało pozbawionych możliwości posiadania podwójnych stanowisk. 74 tys. członków partii spotkała kara za życie ponad stan. Prezydent Xi Jingping nie kryje nawiązań własnej polityki do strategii wyznawanej przez przewodniczącego Mao.
Na urzędników padł blady strach, ponieważ partia wzięła sobie za punkt honoru, żeby wytropić każdego, kto dopuścił się czynów korupcyjnych. Niektóre poszukiwania przypominały historie rodem z kryminałów, znajdowano nawet takich, którzy chcieli ukryć się aż na dalekich wyspach Fiji. Sprowadzano ich do Chin z rodzinami i wykonywano wyroki – wszystko pod hasłem „polowanie na lisy". Żniwo kampanii zwiększało się z każdym miesiącem.
Co dalej z HK?
Antykorupcyjna kampania ChRL stawia pod znakiem zapytania dalsze losy Hongkongu. Była brytyjska kolonia namieszała w imperium prezydenta Xi, który chciałby kontrolować każdą nieprawidłowość. Po ponad 10 dniach intensywnych demonstracji protesty przycichły, a na ulicach zamiast setek tysięcy ludzi znaleźć można zaledwie kilka setek najbardziej zagorzałych przeciwników Pekinu. Jednak, gdy w HK ludzie wychodzili z parasolami, by sprzeciwić się woli Chin, prezydent Xi podejmował w stolicy kilkudziesięciu najbogatszych przedsiębiorców z Hongkongu. Na czele z najbogatszym Azjatą, Li Ka-shingiem, właścicielem wielu kasyn. Pojawiły się także zarzuty, że prawdopodobnie kontynentalne Chiny mogły korzystać z usług lokalnej mafii do wywoływania nastrojów antyrewolucyjnych.