Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie czynniki przyczyniają się do globalizacji obaw społecznych, które manifestują się w codziennych dyskusjach?
- W jaki sposób historycznie zmieniał się zakres tematów poruszanych podczas świątecznych spotkań rodzinnych?
- Jakie zjawiska informacyjne, ekonomiczne i egzystencjalne wzajemnie się przenikają, tworząc obecny krajobraz wyzwań?
- Jakie mechanizmy wpływają na działania polityków w kontekście rosnących oczekiwań społecznych?
- Czy obecna frustracja społeczna może doprowadzić do istotnej rekonfiguracji krajowej sceny politycznej?
- Dlaczego współczesny świat uniemożliwia izolowanie się od globalnych wydarzeń i ich skutków?
Niedziela Palmowa. Piękne słońce. Katedra Santuario de Guadalupe w centrum Dallas, w Teksasie. Przed wejściem tłumy ludzi, trwa msza. Zaczyna się Wielki Tydzień. Wokół supernowoczesne wieżowce w centrum 8-milionowej, dwujęzycznej (angielsko-hiszpańskiej) metropolii Dallas-Forth Worth. Przejeżdżam obok katedry w taksówce, której kierowca – wiele taksówek w Dallas jest już zrobotyzowanych, ale ta akurat nie – pyta mnie o to, skąd jestem i co tu w zasadzie robię. Gdy rozmowa schodzi na bieżącą politykę, pojawia się pytanie, czy skutki wojny z Iranem są odczuwalne w Polsce. Odpowiadam, że tak i podaję przykłady – ceny paliwa, wpływ blokady Cieśniny Ormuz na handel. I myślę wtedy, że w Teksasie i w Polsce ten Wielki Tydzień jest pod tym akurat względem zaskakująco podobny: inflacja, geopolityczna niepewność, ropa po ponad 100 dol. za baryłkę, a w kontekście AI – pytania o zawodową przyszłość. Te tematy pojawią się przy wielkanocnych stołach zarówno w Polsce, jak i w Teksasie, który jako samodzielne państwo znalazłby się w pierwszej dziesiątce światowych gospodarek. Zaciera się więc ostatecznie granica między tym, co lokalne, a tym, co globalne. Nie tylko dzięki algorytmom serwisów społecznościowych. I nie tylko dla polityków.
Wielkanoc: splątanie informacyjne, ekonomiczne i egzystencjalne
O tym, że jest to nietypowa Wielkanoc, decyduje kilka czynników. Kiedyś przy wielkanocnym stole rozmawiało się o tematach ściśle lokalnych. Później – po tym, jak narodziły się media masowe – o krajowych i czasami światowych. Teraz, z jednej strony oczywista jest globalizacja gospodarki, bo inaczej premier Donald Tusk nie musiałby sięgać po – również politycznie – kosztowną interwencję na rynku paliw w Polsce. Z drugiej, w wyniku przeniesienia się debaty na platformy społecznościowe nastąpiła globalizacja mediów. Donald Trump przemawiał w Białym Domu, Donald Tusk na konferencji prasowej w KPRM, a Przemysław Czarnek na stacji benzynowej: to wszystko mieści się na ekranie telefonu. I ten telefon – aż nazbyt często – jest w ręku na wielkanocnym śniadaniu. Nawet jeśli starsi odbiorcy – o czym pisałem przy okazji Bożego Narodzenia – korzystają z innych mediów niż młodsi, to świat coraz bardziej pogrąża się w globalnych algorytmach.
Czytaj więcej
Kolejni liderzy niemieccy wydają się sparaliżowani kryzysami. Kiedy Niemcy nie mogą czegoś zaplanować – najlepiej na wiele lat do przodu, to nie po...
A na to wszystko nakłada się – zarówno w Teksasie, jak i w Warszawie – lęk egzystencjalny, który generują AI, robotyzacja i automatyzacja pracy. Zwłaszcza w klasie średniej, która – jak pokazują liczne badania i raporty – jest na to zagrożenie szczególnie narażona. W Polsce miasta szykują się na transformację pracy opartej o BPO (Business Process Outsourcing), którego konsekwencje są dziś nieprzewidywalne.
Do tego geopolityka – ropa, Trump i Rosja. Zmiana polega na tym, że prezydent USA destabilizuje sytuację. I nie można już powiedzieć, że „nasza chata z kraja”. Choćby dlatego, że USA sondują sojuszników w sprawie przesunięcia baterii Patriot do Zatoki Perskiej, a Polska jest na dodatek krajem przyfrontowym, gdzie politycy codziennie niemal mówią o wojnie hybrydowej i budują Tarczę Wschód. Wszystko to sprawia, że spotkanie przy wielkanocnym stole staje się dla uważnego obserwatora grupą fokusową. To miejsce, gdzie spotykają się nie tylko nadzieje, ale przede wszystkim lęki.
Czytaj więcej
Prawdziwy podział przy świątecznym stole nie biegnie tylko przez pokolenia, lecz przez media i ich algorytmy. To one utrzymują polityczny duopol pr...
Dostrzegają to badacze opinii publicznej. – Jeśli coś dziś dominuje w głowach ludzi i może pojawić się Wielkanocą, to sytuacja geopolityczna. Nie dlatego, że wszyscy zareagowali na jeden konkretny atak czy jeden konflikt, tylko dlatego, że ten świat chwieje się już od dłuższego czasu. Pandemia stworzyła grunt, na który później padły kolejne lęki i wstrząsy: wojna w Ukrainie, Gaza, napięcia wokół NATO i niepewność związana z Ameryką. Zarówno wyborcy PiS, Konfederacji, Koalicji Obywatelskiej, jak i Lewicy mają dziś wątpliwości wobec Trumpa. Wszyscy w jakimś stopniu widzą w nim figurę chaosu. Co więcej, o Trumpie i nowym porządku międzynarodowym można się przy świątecznym stole spierać na niższym diapazonie emocji niż o politykę krajową – mówi nam Marcin Duma, założyciel IBRiS, analityk. Na tym wszystkim swoje przesłanie na Wielkanoc usiłują oprzeć politycy.
Polityka gotowa na zmianę. I to zasadniczą
Zanurzeni w coraz bardziej zaawansowaną analitykę opartą na AI, dysponujący badaniami sentymentów opinii publicznej w sieci oraz badaniami jakościowymi i ilościowymi polscy politycy – zwłaszcza liderzy dwóch największych partii – muszą zmierzyć się z tą sytuacją. Cały czas są też zakładnikami tak zwanej „doktryny Bielana”, spin doktora PiS. Zgodnie z nią politycy muszą umieć wrzucić coś na świąteczny, bożonarodzeniowy czy wielkanocny stół, by wyborcy mieli o czym rozmawiać, a nie tylko narzekać rytualnie na ochronę zdrowia czy niepowodzenia sportowe reprezentacji w piłce nożnej. Jednak realizacja tego zamysłu staje się coraz trudniejsza, gdy sami politycy obrywają rykoszetem: Tusk ze względu na ceny benzyny, późną reakcję na problem i ogólną atmosferę wojennego lęku, zaś Kaczyński z powodu sklejenia jego własnej partii z Donaldem Trumpem. Gdy są coraz bardziej bezsilni, coraz większa staje się pokusa, by uciec w rytuał: Tusk mówi więc o polexit, a Kaczyński o aferze kłodzkiej.
Czytaj więcej
Wiemy, jak Polacy oceniają wprowadzony przez koalicję rządzącą pakiet CPN (skrót od „Ceny paliwa niżej”), który został przyjęty przez rząd w celu o...
Ten oszałamiający koktajl zmęczenia polaryzacją, lęków wojennych i zawodowych przygotowuje grunt na zmianę. Być może tym razem nie będzie nią żadna „trzecia droga”, która zdobędzie poparcie, a później się rozpadnie pod naciskiem duopolu. Raczej okaże się nią zasadnicza rekonfiguracja sceny politycznej. – Rośnie frustracja jałowością sporu politycznego. Nie chodzi o samą ostrość konfliktu, tylko o to, że ludzie nie widzą, by z tego sporu wynikała dla nich jakakolwiek wartość. Polityka coraz częściej sprowadza się do krótkofalowego zaspokajania emocji w serwisach społecznościowych, ale nie przekłada się na realną zmianę w życiu ludzi. Wyborcy, którzy są zanurzeni w mediach społecznościowych, co jakiś czas podnoszą głowę znad telefonu i mówią: właściwie nic się nie zmieniło – mówi nam Marcin Duma. Rozumieją to również reprezentanci sił spoza duopolu: prezydent Karol Nawrocki podpisujący reformę PIP i Lewica, która reformę forsowała – wbrew wszystkiemu i wszystkim, a zwłaszcza premierowi Donaldowi Tuskowi. Sektorowo wykracza to poza logikę zwykłej młócki partyjnej, co było widać w poparciu dla tego pomysłu w różnych grupach elektoratów – od wyborców PiS poza dużymi miastami po wielkomiejską aspirującą klasę średnią, głosującą na Adriana Zandberga. Nic dziwnego, że może trafić na wielkanocny stół jako temat. Ktoś będzie się zastanawiał, czy pracodawca zmieni fikcyjne JDG na etat, inni – czy może teraz będzie wreszcie wystarczająco stabilnie, by założyć rodzinę i liczyć na urlop macierzyński lub tacierzyński. Ale ta reforma to mało jak na ogromne oczekiwania, by politycy wyszli z X, gdzie zajmują się nieśmiesznymi żartami i frakcyjną wojną, a zaczęli rozwiązywać liczne społeczno-gospodarcze problemy – na tyle, ile to jest możliwe. Znaczące, że tej zmiany dokonało w praktyce dwoje polityków młodego pokolenia: prezydent Karol Nawrocki i ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Oboje to 40-latkowie, dobrze czujący, co to znaczy praca na „śmieciówce”, którą idealizują z kolei niektórzy liberalni ojcowie-założyciele III RP jako „elastyczną formę zatrudnienia”.
Rozwiązywanie problemów i zmęczenie obecnymi elitami
Wspólny wielkanocny stół rozpadł się już dawno, tak samo jak wspólnota jako taka. Nie funkcjonuje już nawet jako figura retoryczna – bo zdemontowały go najpierw tożsamościowe media, a później rozjechał walec algorytmów. Każdy zamknięty jest w swojej bańce: albo algorytmów, albo tworzonej przez tożsamościowe media zwane niegdyś tradycyjnymi. A i starsze pokolenia, „wtórnie odkrywające” serwisy społecznościowe, są podatne na radykalizację.
Nie ma już tematów lokalnych, co dobrze pokazuje problem AI czy cen benzyny. Od tego, co dzieje się na świecie – od Cieśniny Ormuz po Dolinę Krzemową – nie da się już uciec, wyłączając telefon czy telewizor. To wszystko naraz kreuje oczekiwanie wobec nowej polityki. – Myślę, że Polacy są dziś zmęczeni elitami politycznymi w szerokim sensie. Widzą bezsilność polityki, rośnie rozczarowanie jej jałowością i dlatego zwiększa się gotowość do realnej przebudowy sceny politycznej – kwituje rozmowę z „Rzeczpospolitą” Marcin Duma.
Czytaj więcej
Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie reformy PIP to koncyliacyjny gest wobec rządu. A tych ostatnio niewiele.
Ale to nie może być zgoda na bierność, pasywność, pesymizm. Zwłaszcza jeśli chodzi o liderów. W Dallas, nie tak daleko od katedry Santuario de Guadalupe, zginął – zastrzelony przez „samotnego strzelca” – prezydent USA John F. Kennedy. Miejsce zamachu to pomnik historii, tłumnie odwiedzany przez Amerykanów nawet w weekendy. „Nasze problemy zostały stworzone przez ludzi, dlatego mogą zostać przez ludzi rozwiązane” – powiedział sam Kennedy, właśnie w kontekście globalnych problemów, które wymagają działania. I być może to będzie wybrzmiewać podczas rozmów przy wielkanocnych stołach, do których Polacy zasiądą nie tylko z nadzieją na Zmartwychwstanie, lecz także na lepsze życie – krok po kroku. A nad tym każdy z nas – zaczynając od premiera i prezydenta – ma swoją kontrolę.