Niedziela Palmowa. Piękne słońce. Katedra Santuario de Guadalupe w centrum Dallas, w Teksasie. Przed wejściem tłumy ludzi, trwa msza. Zaczyna się Wielki Tydzień. Wokół supernowoczesne wieżowce w centrum 8-milionowej, dwujęzycznej (angielsko-hiszpańskiej) metropolii Dallas-Forth Worth. Przejeżdżam obok katedry w taksówce, której kierowca – wiele taksówek w Dallas jest już zrobotyzowanych, ale ta akurat nie – pyta mnie o to, skąd jestem i co tu w zasadzie robię. Gdy rozmowa schodzi na bieżącą politykę, pojawia się pytanie, czy skutki wojny z Iranem są odczuwalne w Polsce. Odpowiadam, że tak i podaję przykłady – ceny paliwa, wpływ blokady Cieśniny Ormuz na handel. I myślę wtedy, że w Teksasie i w Polsce ten Wielki Tydzień jest pod tym akurat względem zaskakująco podobny: inflacja, geopolityczna niepewność, ropa po ponad 100 dol. za baryłkę, a w kontekście AI – pytania o zawodową przyszłość. Te tematy pojawią się przy wielkanocnych stołach zarówno w Polsce, jak i w Teksasie, który jako samodzielne państwo znalazłby się w pierwszej dziesiątce światowych gospodarek. Zaciera się więc ostatecznie granica między tym, co lokalne, a tym, co globalne. Nie tylko dzięki algorytmom serwisów społecznościowych. I nie tylko dla polityków.