U zarania problemu leży zaniechanie działania przez byłego prezydenta Andrzeja Dudę. Na wnioski ministra Radosława Sikorskiego o odwołanie ambasadorów i mianowanie w ich miejsce innych prezydent nie reagował. Pół biedy, gdyby odmawiał, wówczas minister musiałby zaproponować inne osoby. Minister Sikorski wykorzystał więc sytuację do przepychania swoich kandydatów bez kontroli prezydenta.
Zgodnie z ugruntowaną praktyką minister, po uzyskaniu akceptacji premiera, występuje do prezydenta o akceptację kandydata na ambasadora. Może to robić w bardziej lub mniej sformalizowany sposób, np. wystosowując pismo lub powierzając tę kwestię swemu współpracownikowi, który kontaktuje się z właściwą osobą w Kancelarii Prezydenta. Następnie minister występuje o agrément, czyli nieformalną zgodę państwa przyjmującego na daną osobę, po czym przedstawia kandydata sejmowej komisji spraw zagranicznych. Zwieńczeniem procesu jest podpisanie przez prezydenta listów uwierzytelniających. Zwyczajowo wręcza je minister, który przy okazji omawia z ambasadorem jego zadania na placówce. Zdjęcia z tej małej uroczystości publikowane są na stronie MSZ.
Należy zgodzić się z prezydentem, że minister powinien uzyskać jego akceptację przed wystąpieniem o agrément. Co jednak robić w wypadku zaniechania działań przez prezydenta? Ktoś przecież musi kierować placówką, zwłaszcza gdy jest nieobsadzona przez dłuższy czas. Minister może powoływać chargé d’affaires, w takich wypadkach jednak agrément i opinia komisji sejmowej nie są potrzebne. Chyba że chodziło o przeforsowanie kandydatów bez zgody prezydenta. Plan był dobry, miał się zakończyć hurtowym podpisaniem nominacji przez nowego prezydenta. Pojawił się jednak nieoczekiwany problem – to wynik wyborów prezydenckich.
Teoria turnusów – kto trafił dobrze na placówkę
Wprowadźmy w tym miejscu kontekst historyczny, przypominając dobrze znaną dyplomatom starszej daty teorię turnusów. Otóż głosi ona, że niektórzy dyplomaci dobrze trafili z turnusem, a inni mieli pod górkę. Szczęśliwcy wyjechali na placówkę ok. 1990 r., z której powrócili, gdy władzę w kraju objął SLD. Po kilku latach znowu wyjechali, by wrócić w czasie rządów premiera Leszka Millera i ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza. Jeszcze jeden wyjazd na czas rządów PiS i powrót na zasłużoną emeryturę. Nie zauważyli, by od 1989 r. zaszły jakieś zmiany. Konto zasilone, dzieci wykształcone za granicą, można pisać wspomnienia na temat wprowadzania Polski do NATO i Unii Europejskiej.