Czym dla polityki obronnej była agresja rosyjska na Ukrainę w 2014 r. i jej pełnoskalowa odsłona w 2022 r., tym dla dyplomacji jest druga kadencja Donalda Trumpa – zmianą absolutną pola gry. Dziesięć lat temu błyskawicznie zamieniliśmy względnie stabilny lot, w korkociąg nakładających się na siebie kryzysów (covid, agresja hybrydowa na granicy z Białorusią, wojna i fala uchodźcza) i wyzwań (powrót do koncertu mocarstw ponad głowami mniejszych i wymykająca się spod kontroli rewolucja technologiczna). O ile w polityce obronnej chwyciliśmy mocno za stery, o tyle w polityce zagranicznej mamy jeszcze wiele do zrobienia, żeby przestać pikować. Bo co do tego, że pikujemy, nie mam żadnych wątpliwości.
Czytaj więcej
W otoczeniu Donalda Trumpa nie ma nikogo, kto posiadałby głębszą wiedzę lub doświadczenie dotyczą...
Z bastionu Europy, którym się staliśmy, nie zostało nic
Zaraz po ataku Rosjan na naszą granicę z użyciem migrantów w 2021 r. i regularnych sił zbrojnych na Ukrainę pół roku później, Polska wydawała się być centrum spokojnego świata. Kraj przyfrontowy, a jednak bezpieczny. Równie stanowczy w obronie szczelności granicy wschodniej UE i NATO, co skuteczny w przyjęciu bezprecedensowej w historii fali uchodźczej z Ukrainy. Kraj, który miał rację, idąc pod prąd zachodnioeuropejskim partnerom w sprawie Nord Stream i zbrojeń, czego wymownym finałem była ewakuacja z Kijowa w pierwszych godzinach wojny zaskoczonego jej wybuchem szefa niemieckiego wywiadu(!) przez polskich funkcjonariuszy. Wreszcie kraj, który udzielił najszybciej w pierwszej, decydującej fazie wojny największej pomocy walczącej Ukrainie, w tym tworząc pod Rzeszowem jedyny hub dla sprzętu wojskowego z całego świata. Nareszcie zamiast przedmurza, staliśmy się bastionem Zachodu.
Z powyższego nie zostało niemal nic. Częściowo z powodu (nazwijmy to dyplomatycznie) świadomej polityki władz Ukrainy, częściowo kalkulacji i manewrów Niemiec, którym nie podobała się rosnąca rola Polski, ale przede wszystkim z powodu naszych własnych słabości – polaryzacji i niskiej kultury strategicznej. Ich doskonałym przykładem jest spór o nominacje ambasadorskie między prezydentami RP (najpierw Andrzejem Dudą, potem Karolem Nawrockim) a rządem. Donald Tusk, łamiąc konsensus wokół tzw. prezydenckich placówek, który obowiązywał zarówno za Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego, jak i Bronisława Komorowskiego, pozbawił w pewnym momencie Polskę połowy ambasadorów, w tym przy NATO czy w USA.
Czytaj więcej
Czy dojdzie do przełomu w ciągnącym się już od ponad roku sporze o nominacje ambasadorskie? Karol...