Reklama

Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ

Promocją Polski jako kraju Zachodu powinien być atrakcyjny model „partnerstwa inspirującego” wzorową transformacją i wzrostem PKB, zamiast „partnerstwa pouczającego”, oferowanego przez byłe potęgi europejskie. By tak się stało nasza dyplomacja musi być silna w ośmiu obszarach – pisze Marcin Ociepa, poseł PiS, prezes Stowarzyszenia OdNowa RP.

Publikacja: 10.01.2026 17:34

Marcin Ociepa, w latach 2019-2023 wiceszef MON, a wcześniej resortu rozwoju.

Marcin Ociepa, w latach 2019-2023 wiceszef MON, a wcześniej resortu rozwoju.

Foto: PAP/Marcin Obara

Czym dla polityki obronnej była agresja rosyjska na Ukrainę w 2014 r. i jej pełnoskalowa odsłona w 2022 r., tym dla dyplomacji jest druga kadencja Donalda Trumpa – zmianą absolutną pola gry. Dziesięć lat temu błyskawicznie zamieniliśmy względnie stabilny lot, w korkociąg nakładających się na siebie kryzysów (covid, agresja hybrydowa na granicy z Białorusią, wojna i fala uchodźcza) i wyzwań (powrót do koncertu mocarstw ponad głowami mniejszych i wymykająca się spod kontroli rewolucja technologiczna). O ile w polityce obronnej chwyciliśmy mocno za stery, o tyle w polityce zagranicznej mamy jeszcze wiele do zrobienia, żeby przestać pikować. Bo co do tego, że pikujemy, nie mam żadnych wątpliwości.

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: Czas Kissingerów i Brzezińskich dobiegł końca

Z bastionu Europy, którym się staliśmy, nie zostało nic

Zaraz po ataku Rosjan na naszą granicę z użyciem migrantów w 2021 r. i regularnych sił zbrojnych na Ukrainę pół roku później, Polska wydawała się być centrum spokojnego świata. Kraj przyfrontowy, a jednak bezpieczny. Równie stanowczy w obronie szczelności granicy wschodniej UE i NATO, co skuteczny w przyjęciu bezprecedensowej w historii fali uchodźczej z Ukrainy. Kraj, który miał rację, idąc pod prąd zachodnioeuropejskim partnerom w sprawie Nord Stream i zbrojeń, czego wymownym finałem była ewakuacja z Kijowa w pierwszych godzinach wojny zaskoczonego jej wybuchem szefa niemieckiego wywiadu(!) przez polskich funkcjonariuszy. Wreszcie kraj, który udzielił najszybciej w pierwszej, decydującej fazie wojny największej pomocy walczącej Ukrainie, w tym tworząc pod Rzeszowem jedyny hub dla sprzętu wojskowego z całego świata. Nareszcie zamiast przedmurza, staliśmy się bastionem Zachodu.

Z powyższego nie zostało niemal nic. Częściowo z powodu (nazwijmy to dyplomatycznie) świadomej polityki władz Ukrainy, częściowo kalkulacji i manewrów Niemiec, którym nie podobała się rosnąca rola Polski, ale przede wszystkim z powodu naszych własnych słabości – polaryzacji i niskiej kultury strategicznej. Ich doskonałym przykładem jest spór o nominacje ambasadorskie między prezydentami RP (najpierw Andrzejem Dudą, potem Karolem Nawrockim) a rządem. Donald Tusk, łamiąc konsensus wokół tzw. prezydenckich placówek, który obowiązywał zarówno za Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego, jak i Bronisława Komorowskiego, pozbawił w pewnym momencie Polskę połowy ambasadorów, w tym przy NATO czy w USA.

Czytaj więcej

Spór o ambasadorów pierwszym testem kohabitacji. Będzie restart relacji PO–PiS?
Reklama
Reklama

Polska musi stać się podmiotem, a nie przedmiotem globalnej rozgrywki

Tymczasem świat nie stoi w miejscu, czekając na nasze opamiętanie. Polska musi dziś stanąć w obliczu najgorszych z możliwych scenariuszy: „pokoju” na Ukrainie, który okaże się tylko rozejmem, jeśli Rosja otrzyma koncesje terytorialne, a także nie jednego, lecz dwóch koncertów mocarstw ponad naszymi głowami. Obydwa czynią z Polski przedmiot, a nie podmiot globalnej rozgrywki.

Pierwszy, autorstwa Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii obnaża prawdę o unijnej ambicji tworzenia wspólnej polityki zagranicznej – dla Niemiec i Francji wspólna może być tylko wówczas, gdy to oni ją dyktują, w innym przypadku natychmiast obierają alternatywną ścieżkę relacji dwustronnych.

Drugi, z udziałem USA, Rosji, Chin i Indii, zdaje nas na łaskę relacji z USA. Dziś owszem świetnych, ale dyplomacji nie uprawia się na „dziś”. Tym bardziej, że co do zasady w interesie Polski, jako kraju średniej wielkości, jest ład światowy oparty na prawie międzynarodowym, antykolonializmie i multilateralizmie. Tymczasem państwa coraz częściej sięgają po nagą siłę, mocarstwa ostentacyjnie kreślą strefy wpływów ponad głowami mniejszych państw, a organizacje międzynarodowe wyraźnie słabną. To wyjątkowo niebezpieczna dla takich państw jak Polska kumulacja, której skutkom musimy stawić zręcznie czoła m.in. poprzez nową dyplomację.

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: W sprawie Wenezueli nie powinniśmy bronić wrogów i atakować przyjaciół

Osiem cech silnej, polskiej dyplomacji

Strategicznym osiągnięciem Zjednoczonej Prawicy w latach 2015-2023 było przekonanie opinii publicznej, a następnie realizacja wzrostu nakładów na obronność, w tym podwojenie liczebności i modernizacja polskich sił zbrojnych. Rosja nie dała nam wyboru. Polska musiała w samoobronie wobec imperialistycznych zapędów Moskwy sięgnąć równocześnie po strategię powstrzymywania (aktywność dyplomatyczna), jak i odstraszania (zbrojenia).

Rzecz w tym, że w ostatnim czasie zagubiliśmy proporcje, gdyż dwukrotnie (docelowo trzykrotnie) większą armię powinna poprzedzać dwukrotnie silniejsza dyplomacja. Silniejsza, czyli jaka?

Reklama
Reklama

I. Ofensywna. Polska spełnia wszystkie kryteria, by wreszcie wyjść z roli odbiorcy cudzych wizji, a stać się ich kreatorem. Tym bardziej teraz, gdy UE cierpi na chroniczny brak przywództwa w obliczu kompromitacji ścisłą i uzależniającą współpracą Niemiec z Rosją (do roku 2022 ) oraz narastającego kryzysu gospodarczego (widmo bankructwa) i politycznego Francji (w której w ciągu ostatnich dwóch lat w Paryżu upadły już cztery rządy). Osie polskiego przywództwa powinny być dwie: atlantyzm i renesans UE.

Doniosłym wyzwaniem Europy i jednocześnie zadaniem Polski jest utrzymanie więzów transatlantyckich. Nawet wbrew niektórym państwom UE i czasem samym Stanom Zjednoczonym. Niewątpliwie dzięki zwycięstwu Karola Nawrockiego, Polska znalazła się w wyjątkowo uprzywilejowanym położeniu państwa uznawanego przez administrację Donalda Trumpa za wzór. I to w sytuacji gwałtownego pogorszenia relacji USA z większością europejskich sojuszników. Rozpad kolektywnego Zachodu, bez względu na to z czyjej winy, byłby jego końcem w wymiarze politycznym, gospodarczym, a w konsekwencji także cywilizacyjnym, gdyż judeo-chrześcijaństwo, czyli nasz sposób życia, znalazłoby się w głębokiej defensywie. Przed Polską stoi zatem historyczne wyzwanie, by rozciągnąć swoje uprzywilejowane relacje z USA na całą UE, nieco pod prąd indopacyficznemu wektorowi polityki Waszyngtonu i wbrew pokusie, by zachować je tylko dla siebie. Pod tym wszakże warunkiem, że to będzie inna niż dzisiejsza UE.

Stąd drugą osią polskiego przywództwa powinna być reforma UE w kierunku projektu realistycznego, a więc Europy Ojczyzn w kontrze do utopii centralizacji Europy. W odpowiedzi na presję polityczną europejskich elit liberalnych dążących do pogłębiania integracji europejskiej kosztem państw narodowych z jednej strony oraz wspomniany wyżej koncert mocarstw z drugiej, powinniśmy wyjść z kontrpropozycją zmiany Traktatu ratującego UE, idącego w kierunku uporządkowania kompetencji Komisji Europejskiej i skupienia się na sprawczości, tam gdzie to możliwe, vide polityka przemysłowa i handlowa. Inaczej rosnąca frustracja społeczeństw europejskich, które nie chcą Unii przeregulowanej i nastającej na ich suwerenność (dodatkowo podsycana przez operacje kognitywne rosyjskich służb specjalnych) rozniesie UE na strzępy, co byłoby katastrofą z perspektywy polskiej racji stanu i wielkim zwycięstwem Rosji. Polska powinna tu grać z państwami Bukaresztańskiej Dziewiątki, Skandynawami, Włochami, Hiszpanią, a przede wszystkim z Francją (o ile zracjonalizuje swoje podejście do tzw. autonomii strategicznej). Strategicznym celem byłaby taka reforma Unii, by mogła do niej wrócić Wielka Brytania.

Czytaj więcej

Prof. Dębski: Agresywna Rosja to dla Polski bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa

II. Globalna. By realnie powstrzymywać Rosję, trzeba „otoczyć ją” pierścieniem dwustronnych sojuszy strategicznych. Na tę swoistą „polską oś”, równoległą do polityki europejskiej oraz relacji polsko-amerykańskich, składać powinny się uprzywilejowane relacje z liderami regionów o podobnym do Polski położeniu politycznym: Wielką Brytanią, Turcją, Arabią Saudyjską, Koreą Południową, Wietnamem i Japonią. Także dlatego, że to państwa kluczowe również z globalnej perspektywy, a więc owa oś będzie również stanowić lewar dla naszych relacji transatlantyckich.

III. Antykolonialna. To niezwykle ważny punkt odniesienia w relacjach z wieloma państwami „globalnego południa”, które z nieufnością patrzą na relację z Zachodem właśnie z powodu jego kolonialnej przeszłości, ulegając jednakowoż czarowi dyplomacji publicznej Rosji. Promocja Polski jako kraju Zachodu, ale jednak wolnego od błędów Starej Europy, to atrakcyjny model „partnerstwa inspirującego” wzorową transformacją i wzrostem PKB, zamiast „partnerstwa pouczającego”, oferowanego przez byłe potęgi europejskie. Tym bardziej, że imperialna Rosja jest par excellence krajem kolonialnym, co udowadnia na Ukrainie, czy Białorusi.

Reklama
Reklama

IV. Precyzyjna. Rozliczania według kryterium „dwóch B”, tj. odpowiedzi na proste pytanie, czy dana aktywność czyni Polskę bogatszą (także o własną, tanią energię) lub bezpieczniejszą? To zaś oznacza konieczność podporządkowania dyplomacji ekonomicznej (PAIH) MSZ i rozbudowy polskich ataszatów obronnych łącznie z komponentem służb specjalnych.

Dziś wspomniane wcześniej strefy wpływów mocarstw wymykają się kryteriom geograficznym, gdyż w większym stopniu dotyczą agresywnej polityki gospodarczej, której praktycznym wymiarem są taryfy handlowe, szpiegostwo przemysłowe, wrogie przejęcia, sabotaż wysiłków na rzecz rozwoju wschodzących, przełomowych technologii, ograniczenia w handlu metalami ziem rzadkich i innych elementów łańcuchów wartości. To oczywiste zadanie dla dyplomacji, by Polska była beneficjantem, a nie ofiarą nowego ładu gospodarczego.

V. Świadoma. Najwyższy czas podporządkować Agencję Wywiadu merytorycznie pod MSZ, przy zachowaniu podległości służbowej premierowi (poprzez ministra-koordynatora), dokładnie na takiej zasadzie jak Służba Wywiadu Wojskowego i Służba Kontrwywiadu Wojskowego podlegają MON.

VI. Kadrowa. Trzeba nam szeroko otworzyć drzwi do służby dyplomatycznej dla nowych, świetnie wykształconych i poruszających się w świecie bez kompleksów młodych patriotów, w tym tworzyć klasy dyplomatyczne w liceach, wzorem klas mundurowych.

VII. Dofinansowania. Nadszedł czas na podwojenie budżetu MSZ na budowę, modernizację i ukadrowienie kluczowych polskich placówek dyplomatycznych.

Reklama
Reklama

VIII. Publiczna. Hard power wymaga soft power, by ją poprzedzała lub uzupełniała. Polska musi podnieść indeks siły oddziaływania swojej marki, by skutecznie wpływać na opinię publiczną, a więc decydentów krajów mających znaczenie poprzez dyplomację ekonomiczną, kulturalną, naukową, samorządową i polonijną. Najlepszym jej praktycznym wymiarem powinna być „dyplomacja pomostowa” – budowa wizerunku Polski jako „bridge country”, miejsca spotkań (kongresów, festiwali, szczytów w różnych formatach) między globalnym Zachodem, Wschodem, Południem i Północą.

Dopiero taka polska polityka zagraniczna może pomóc Polsce odegrać rolę lidera Europy, reformatora UE i łącznika między Starym Kontynentem a Stanami Zjednoczonymi. Tylko wówczas będziemy partnerami dla USA, które (co ujawniła nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA oraz National Defense Authorization Act 2026), wypatrują w Europie liderów, nie zaś maruderów. Najwyższy czas, byśmy się w tej roli odnaleźli, gdyż wpływ naszego otoczenia międzynarodowego stał się tak znaczący, że (parafrazując Piłsudskiego) polska dyplomacja będzie albo wielka, albo nie będzie nas wcale.

Autor

Marcin Ociepa

Autor jest politologiem i politykiem. Prezesem Stowarzyszenia OdNowa RP, posłem, wiceprzewodniczącym klubu PiS, członkiem Zgromadzenia Parlamentarnego NATO. W latach 2019-2023 był wiceszefem MON, a wcześniej resortu rozwoju. Autor książki „Wolność i solidarność”

Publicystyka
Jacek Nizinkiewicz: Zgody Karola Nawrockiego z Donaldem Tuskiem nie ma. Ale jedna osoba może ich pogodzić
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Zwolennicy umowy z Mercosurem wygrali. Komu należy pogratulować?
Publicystyka
Aleksandra Pilarczyk: To nie rolnicy powinni protestować przeciw umowie z Mercosurem, ale europejscy konsumenci
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Polska sieje zamęt w sprawie pokoju na Ukrainie
Publicystyka
Jarosław Kuisz: Zmierzch polskiej miłości do Stanów Zjednoczonych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama