Konrad Szymański: Wynik wyborów do PE nie przynosi rewolucji w UE

Kiedy w 2019 r. Polska współtworzyła nowy układ władzy w UE, PiS nie mógł skonsumować politycznej koniunktury. Powodem były strategiczne tarcia w Zjednoczonej Prawicy na tle relacji w UE. Dziś koniunktura polityczna jest lepsza, ale dylemat ten sam.

Publikacja: 19.06.2024 04:30

Parlament Europejski

Parlament Europejski

Foto: Adobe Stock

Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego – wbrew apokaliptycznej retoryce przed wyborami – nie przynoszą rewolucji w politycznej architekturze Europy.

Parlament Europejski skręca w prawo

Tradycyjne partie, odpowiedzialne za unijne status quo, utrzymały arytmetyczną większość w PE, ale szczególnie europejska chadecja (EPL) musi przemyśleć ten wynik. Przyrost mandatów przyniósł jej bowiem – jak w Polsce – skręt w prawo i punktowe podważenie logiki „frontu europejskiego”.

Ustalenie kluczowych personaliów w UE nie skończy gry o realne konsekwencje wyników europejskich wyborów. Ewentualne przesunięcie Unii na prawo będzie się wykuwało przy okazji uzgadniania planu prac KE i w poszczególnych głosowaniach nad konkretnymi projektami.

W przeciwieństwie do parlamentów krajowych w Brukseli nie ma trwałego podziału na koalicję i opozycję. Nie ma tam tym samym stałej większości, a partie nie są wewnętrznie aż tak zdyscyplinowane. Gdyby były, Ursula von der Leyen w 2019 roku powinna otrzymać 444 głosy, a otrzymała tylko 383 i to przy wsparciu posłów spoza koalicji – głównie Fideszu i PiS.

Czytaj więcej

Kluczowa decyzja UE w sprawie odbudowy przyrody. Sprzeciw polskiego rządu

Dziś podobna skala niesubordynacji w gronie EPL, S&D i Renew oznaczałaby upadek kandydatury Ursuli von der Leyen w PE, gdzie kandydatka na przewodniczącą KE musi wkrótce uzyskać 361 głosów poparcia. Dzisiejszy PE odrzuciłby lub poważnie skorygował dyrektywę o odbudowie zasobów przyrodniczych, którą kolanem przepchnięto właśnie przez Radę UE.

Nowa dynamika polityczna nie będzie rewolucją. Ale to właśnie ewolucyjne przesuwanie UE na prawo jest bezpiecznym rozwiązaniem z polskiego punktu widzenia. Rewolucja mogłaby oznaczać destabilizację Europy w czasie wojny, większe cięcia budżetu UE, ograniczenia wspólnego rynku czy w końcu zatrzymanie procesu rozszerzenia, który jest dziś bardzo ważnym wymiarem polityki wobec Ukrainy.

Proces przesunięcia UE na prawo nastąpi, o ile chadecja utrzyma siłę, by dokonywać prawicowej korekty, i znajdzie do tego odpowiedzialnych partnerów w innych ugrupowaniach prawicy, by budować alternatywną większość.

Polsce wiatr sprzyja

Taka prawicowa ewolucja sprzyja polskim interesom w UE. Polityka UE będzie jeszcze bardziej skoncentrowana na ochronie granic, co jest ważne dla kraju zarządzającego granicą zewnętrzną UE, poddanemu rosyjskim hybrydowym atakom w tej sferze i jednocześnie ogólnie niechętnemu migracji.

W obszarze klimatu, gdzie mamy poważny problem z nierównym rozłożeniem kosztów transformacji, większy nacisk na konkurencyjność gospodarki UE może przynieść korekty polityki klimatycznej i większe wsparcie dla Polski. Okazją będzie np. ustalenie celu redukcyjnego na 2040 rok oraz nowy budżet UE.

Najważniejszym wyrazem zmiany politycznej będzie projekt wieloletnich ram finansowych na lata 2028–2034, który powinien powstać do czerwca 2025 i być zaprezentowany w czasie polskiej prezydencji. Tu też ewolucyjna zmiana polityczna jest bezpieczniejsza dla Polski.

Czytaj więcej

Kto będzie kierował UE? W Brukseli nie przesądzono, czy na czele KE stanie Ursula von der Leyen

Polska jest dziś w dobrej pozycji, by wziąć jedną z wymienionych tu tematycznie tek w nowej KE, być może w nowej, mocniejszej formule i w randze wiceprzewodniczącego KE. Obrona, rozszerzenie, rynek wspólnotowy, budżet – wszystko to są sfery kluczowe dla polskich interesów w UE.

To także sprawa konstrukcji samej KE. Teka klimatyczna nie powinna odgrywać roli dominującej wobec konkurencyjności gospodarki czy rolnictwa, jak to było ostatnio. Ewentualna teka obrony – ktokolwiek ją obejmie – może być silnym stanowiskiem z szerokimi kompetencjami w zakresie rynku, polityki przemysłowej, wpływem na pomoc publiczną, wspartym realnymi pieniędzmi.

Jaka zmiana w Unii Europejskiej?

Zmiany potrzebne są także u podstaw politycznej konstrukcji Unii, nie tylko w PE. Destabilizacja polityczna Niemiec i Francji nie jest co do zasady czymś dobrym, ale może w końcu Europa uzna, że potrzebujemy poszerzenia politycznego fundamentu integracji o inne państwa. Może czas uznać, że każdy, nawet cząstkowy, pomysł tych stolic – jak dalsze upowszechnianie głosowań większościowych – nie jest automatycznie zbawienną wizją Europy. Może bardziej odpowiedzialny jest dziś zachowawczy sprzeciw wobec chaotycznego otwierania traktatów, który połączył – mimo różnic retorycznych – PiS, PSL, Konfederację i PO? Mieliśmy rację nie tylko w sprawie Rosji.

Na tym tle Polska wchodzi do nowego rozdania w UE z poważnymi atutami. Mamy bardzo duże delegacje posłów w chadeckiej EPL (PO) i konserwatywnej EKR (PiS). To od mądrej współpracy tych grup będzie zależało realne przesunięcie politycznych akcentów w UE. Liczni polscy posłowie mają tu istotną rolę do odegrania – mogą to utrudniać lub ułatwiać w swoich europejskich obozach. Tylko prawica jest w stanie skorygować politykę klimatyczną, zadbać o wspólny rynek czy kłaść dalszy nacisk na ochronę granic.

Mimo braku rewolucji istotna polityczna zmiana w PE jest możliwa i prawdopodobna. Europejska chadecja (EPL) wygrała te wybory, a nawet poszerzyła reprezentację, ponieważ w wielu krajach – także w Polsce – zaznaczyła skręt w prawo w sprawach migracji i klimatu. Ten kurs będzie teraz zapewne kontynuowany w PE. Jej szef Manfred Weber deklaruje, że „EPL to partia przemysłu i obszarów wiejskich”. Jako mieszkaniec ludowego Wildenbergu w uprzemysłowionej Bawarii powinien być tu osobiście zainteresowany. To oznacza większe napięcia w „europejskiej koalicji”, gdzie socjaliści i liberałowie nie są gotowi na takie korekty. Takie napięcia to szansa dla ugrupowań na prawo od EPL – w tym dla posłów PiS i reszty Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Być może też dla niektórych posłów Konfederacji.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Konflikt w EPP. Manfred Weber wskazuje wiceszefa frakcji ignorując stanowisko Polaków

Wypracowanie roboczych relacji – koalicja formalna nie jest możliwa ani potrzebna – z tą prawicą będzie trudne, ponieważ europejska lewica – trafnie – uznaje taki ruch za zagrożenie dla swojej metapolitycznej dominacji w PE. Ale wiele będzie zależało też od tego, czy chadecja będzie miała z kim współpracować. Plejada różnych partii „prawicy buntu” – mimo wzrostu reprezentacji – nie ma w tej sprawie jednego stanowiska. Wiarygodność tych partii też jest bardzo różna.

Powodzenie planu przesunięcia PE na prawo będzie zależało od ich strategicznej postawy. Wejść w warunkową współpracę w wybranych obszarach, by wspierać lepsze rozwiązania w migracji, klimacie, obronności czy konkurencyjności, czy też – jak często bywało do tej pory – obsadzić się w roli partii pustego protestu, autoryzując coraz bardziej ekstremalne uzasadnienia swojej postawy. Taki protest ma wiele zalet – jest zwykle barwny, nierzadko wiralowy i przynosi popularność dla bardziej uzdolnionych posłów-stand-uperów. Ma też jedną wadę – całkowicie pozbawia wpływu na bieg spraw w UE i w efekcie utrwala dominację lewicy. Przed podobnym dylematem – wpływ czy tożsamość – po drugiej stronie sceny stoją Zieloni.

Czynnik polski

We wszystkich tych sprawach potrzebujemy dyskusji w kraju, która się niestety nie odbyła przy okazji kampanii wyborczej. Było w niej dużo o walce – „ze złem”, „o demokrację”, „o suwerenność” – ale akurat o tym, jak Polska ma się zachować w zmieniających się warunkach unijnej gry, nie było nic. A problemem kluczowym nie jest to, co sądzimy o poszczególnych osobach, które zdobyły mandat, ich kwalifikacjach, ścieżce kariery czy zdolnościach językowych. Od tego jest polityczna koordynacja delegacji, by każdego posła ustawić we właściwym kierunku marszu.

Problemem, który zagląda Polsce w oczy, jest brak pomysłu na nasze członkostwo w nowych czasach. Kiedy Polska – nie tak dawno – miała 45 proc. czy nawet 60 proc. unijnego PKB, a wyrównywanie rozwoju było naczelną zasadą UE, polskie funkcjonowanie w UE było proste – niemal „samo szło”. Dziś wchodzimy w nową sytuację – jesteśmy znacznie bogatsi, a UE ma nowe priorytety i problemy – transformacja, innowacje, czyste technologie, handel z Chinami, w końcu wojna i rozszerzenie.

Szczególnie polska prawica musi zdecydować, czy chce pomagać prawicowej ewolucji w Brukseli, czy też swoją absencją w procesach decyzyjnych pomagać... lewicy w utrwalaniu status quo, które podobno jest tak bardzo złe.

Wiele partii buntu – włoska Fratelli d'Italia, czeski ODS, flamandzka NVA, tożsamościowe partie z Finlandii i Szwecji – podejmuje tę grę, urealnia swój język i postulaty, powoli zyskując podmiotowość w Europie.

Czytaj więcej

Polityk PiS: Wynik Kurskiego w wyborach do PE? Recenzja jego telewizji

Jest jedna poważna różnica między Polską a Włochami. Premier G. Meloni (EKR) rządzi w koalicji z Forza Italia (EPL), której szef – następca S. Berlusconiego Antonio Tajani – jest weteranem unijnej chadecji i akuszerem tej warunkowej współpracy. W Polsce polityków EPL (PO) i EKR (PiS) dzieli toksyczność naszego krajowego sporu. Nie zmienia to faktu, że strategiczne interesy polskie będą lepiej chronione, gdy – tak jak w pojedynczych przypadkach poprzedniej kadencji – między EPL a EKR będzie jak najwięcej pola do współpracy.

Kiedy w 2019 roku Polska także współtworzyła nowy układ władzy w UE, PiS nie mógł skonsumować podobnej politycznej koniunktury. Powodem były strategiczne tarcia w Zjednoczonej Prawicy na tle relacji w UE. Dziś koniunktura polityczna jest lepsza, ale dylemat ten sam.

Tak PiS, jak i PO muszą sobie na to strategiczne pytanie odpowiedzieć. Choć dziś można odnieść wrażenie, że trend jest wręcz przeciwny, początek nowego cyklu politycznego w Brukseli to świetny moment, by to spokojnie przemyśleć.

Konrad Szymański

Autor jest członkiem Rady Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Koniec wojny to koniec rządu w Izraelu. Dlatego wojna trwa
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Krzyżak: Puchnący budżet Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czarna dziura w świadomości Zachodu
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Dlaczego kampania w USA jest niczym zastępcze wybory w Polsce
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Kamala Harris może być większym kłopotem dla demokratów niż Joe Biden