Janusz Lewandowski: Federalna UE pod niemieckie dyktando? Nowe strachy na Lachy

Nowy rząd w Polsce chce być konstruktywnym uczestnikiem europejskiej integracji, ale nie może zaakceptować ustrojowej rewolucji, która napędza prawicowy ekstremizm – pisze europoseł po głosowaniu Parlamentu Europejskiego nad propozycją reformy UE.

Publikacja: 26.11.2023 19:01

Janusz Lewandowski: Federalna UE pod niemieckie dyktando? Nowe strachy na Lachy

Foto: Adobe Stock

Znowu straszą. Straszyli w czasie referendum akcesyjnego 2003 r. i część społeczeństwa wystraszyli. Wykupią naszą ziemię i zaleją nasz rynek zachodnią żywnością, niszcząc polskie rolnictwo. Unia to nowe rozbiory. Był to jeden z powodów wstydliwie niskiej frekwencji w referendum – zaledwie 58,85 proc. uprawnionych w dwudniowym referendum 7-8 czerwca 2003 r. przesądziło o dziejowej szansie Polek i Polaków.  

Rzeczywistość zaprzeczyła tym katastroficznym scenariuszom. Nie miejsce tu na wyliczenie wszystkich polskich korzyści, ale – pamiętając o gigantycznych transferach finansowych – wielkim sukcesem okazała się polski eksport na unijnym rynku i jego dodatnie saldo, w tym siedmiokrotny wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych!

Dlaczego UE dyskutuje o zniesieniu weta

Pomimo tego straszenie Unią trwało i przybrało nowy wymiar, gdy polityka europejska stała się zakładnikiem antyniemieckich fobii Jarosława Kaczyńskiego po roku 2015. Węgry Viktora Orbána i Polska Kaczyńskiego, coraz bardziej odległe od standardów unijnej demokracji, stały się kłopotem UE. Szantażując wetem, prowokowały namysł nad zwiększeniem unijnej zdolności do działania, czyli możliwości przezwyciężenia weta przez odejście od zasady jednomyślności. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Superpaństwo? Unii bardziej grozi dezintegracja

Niezależnie od kłopotów wewnętrznych, UE musi reagować na wyzwania zewnętrzne, mnożące się w ostatnich latach. Unia reagowała na krawędzi możliwości traktatów na kryzys finansowy, przekształcając instrumenty powoływane ad hoc w stały Europejski Mechanizm Stabilności oraz inicjatywę Unii Rynków Kapitałowych (2013) i Unii Bankowej (2014). W reakcji na covid dokonywała wspólnych zakupów szczepionek, chociaż służba zdrowia nie mieści się w kompetencjach wspólnotowych. 

Wojna za miedzą sprawia, że pacyfistyczna wspólnota zyskuje wymiar obronny i finansuje dostawy broni dla Ukrainy. Jest to najtrudniejsza próba unijnej solidarności, gdyż oznacza kosztowne gospodarczo i politycznie uniezależnienie od rosyjskich surowców i niemniej kosztowne sankcje. Istotnym motywem do przemyślenia mechanizmów decyzyjnych Unii jest powrót na agendę perspektywy rozszerzenia, zamkniętej od czasu akcesji Chorwacja w roku 2014. Wyzwaniem jest ambitny zamysł przyjęcia dziewięciu krajów w horyzoncie roku 2030, w tym uprzywilejowanej Ukrainy, walcząca za wolność własną i naszą.

Jak usprawnić działanie UE

Są więc powody wewnętrzne, a zwłaszcza geopolityczne, by usprawnić funkcjonowanie wspólnoty. W tej intencji zwołano Konferencję w sprawie Przyszłości Europy, efekty prac której ogłoszono 9 maja 2022 r., wskazując 49 propozycji, które w większości wymagają zmiany traktatów. Z wyraźną zachętą z Berlina i Paryża konkluzje Konferencji podjęto na forum Parlamentu Europejskiego. Efektem jest wspólny projekt zmian traktatowych, sygnowany przez przedstawicieli pięciu frakcji, kontrolujących trzy czwarte mandatów. Składa się z rezolucji oraz aneksu zawierającego szczegółowe poprawki do traktatów. 

Czytaj więcej

Konrad Czarnecki: Reforma Unii znowu nas zaskoczyła. Jaki właściwie pomysł na nią ma Donald Tusk?

Najmniej kontrowersji budzi zwiększenie kompetencji Parlamentu Europejskiego. Miałby zyskać inicjatywę legislacyjną, stać się równorzędnym partnerem Rady Europejskiej w formowaniu  Wieloletnich Ram Finansowych i mieć decydujący głos przy nominacji prezydenta Komisji Europejskiej, przemianowanej na Europejską Egzekutywę (European Executive). Największe kontrowersje budzi odejście od jednomyślności w decyzjach Rady w 65 obszarach, w tym uważanych za wrażliwe – przede wszystkim w polityce zagranicznej i obronnej. Postuluje się rozszerzenie kompetencji wyłącznych Unii o ochronę środowiska, bioróżnorodność i w negocjacjach klimatycznych. A także kompetencji dzielonych w obszarach zdrowia, obrony cywilnej, ochrony granic oraz przemysłu, leśnictwa i edukacji i innych kwestiach, przede wszystkim transgranicznych.                                                                                                                                        

Nie ma klimatu dla rewolucji w Unii

Treść tych propozycji wywołała w Polsce histeryczne reakcje PiS. Słyszymy, że pod dyktando Niemiec rodzi się superpaństwo Europa. To już nie tylko zarażenie przez zachodnią zgniliznę moralną. To zamach na suwerenność Polski. Ton podaje Kaczyński, politycy i TVP nadążają, choć, jak sądzę, z malejącym przekonaniem. 

Droga od propozycji europarlamentu do zmiany traktatów jest jednak daleka. Parlament może zgłaszać propozycje, ale nie ma inicjatywy ustawodawczej. Nawet w nim trwają ostre spory biegnące w poprzek grup politycznych i delegacji narodowych. 

Rozmiękczoną propozycję ledwo przegłosowano 22 listopada 2023 r.: 291 do 274 (większość mojej frakcji była przeciw). Jeśli Rada Europejska uzna ją za stosowną, może większością głosów zwołać konwent, a jego ustalenia będą musiały być ratyfikowane w parlamentach wszystkich krajów członkowskich; w niektórych przypadkach potrzebne będą referenda narodowe. 

Nie ma dziś klimatu dla rewolucyjnych zmian w UE. Integracja rządzi się prawem ewolucji, a nie rewolucji, zgodnie z testamentem ojców założycieli, Schumana i Monneta: „stopniowo tworzyć między Europejczykami możliwie największy interes wspólny”. Lekcje referendum konstytucyjnego oraz brexitu zostały zlekceważone. Z wielu powodów propozycja może okazać się przeciwskuteczna, gdyż żywi eurosceptyczny populizm. Moje proeuropejskie środowisko odbiera ją jako prowokację przed wyborami europejskimi roku 2024. 

Są tam sprawy nieakceptowalne. Jak zmiana traktatów przez cztery piąte Rady i ich ratyfikacja przez cztery piąte parlamentów. Jak zbyt daleko idące odejście od zasady jednomyślności. Jak przeniesienie decyzji o nowych zasobach własnych UE, czyli nowych podatkach, do zwykłej procedury legislacyjnej – przy rozumieniu, że nowe źródła zasilenia budżetu UE są konieczne, by spłacić bezzwrotną część krajowych planów odbudowy po roku 2027. 

Są propozycje dziwne, jak Komisja Europejska, przezwana egzekutywą, licząca 15 osób, przy prawie jej prezydenta do doboru komisarzy. Są postulaty niemądre, jak referendum europejskie w tym samym dniu, co podobnie jak europejskie listy wyborcze może zniechęcić do głosowania i wyborów. Jest stwierdzenie, że „walutą Unii jest euro’’, chociaż dziś to nieprawda, bo wiele krajów ma własną walutę, a Dania zagwarantowała sobie bezterminowe wyłączenie z euro.

Zamieszanie w Parlamencie Europejskim mobilizuje eurosceptyków

Słowem, źle się stało, bo ten pośpiech i radykalizm przesłania świadomość, że zmiany są konieczne, by zwiększyć sprawczość Unii i tym samym jej użyteczność w oczach obywateli. UE wyczerpała moc kreatywnych dostosowań pozatraktatowych, tak jak zdolność sfinansowania wszystkich zadań, w tym szczególnie pomocy dla Ukrainy, w ciasnych ramach Wieloletnich Ram Finansowych 2021-27, uzgodnionych przed pandemią i agresją Rosji na Ukrainę. Źle się stało, bo stawia to w trudnej sytuacji nowy rząd koalicyjny w Polsce, który chce i może być konstruktywnym uczestnikiem europejskiej integracji, ale nie może zaakceptować ustrojowej rewolucji, która napędza prawicowy ekstremizm.

Lekcje referendum konstytucyjnego oraz brexitu zostały zlekceważone

Jak to się zakończy? Zanim zaryzykujemy zmiany traktatowe i referenda, trzeba będzie wypróbować tzw. klauzulę pomostową (passarelle clause), która umożliwia zastąpienie jednomyślności głosowaniem większością kwalifikowaną w Radzie UE i tym samym sprawniejsze podejmowanie decyzji w sprawach powszechnie uznanych za pożądane, najistotniejsze dla użyteczności i bezpieczeństwa wspólnej Europy. Ale to też wymaga jednomyślnej zgody 27 krajów, po pozyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego. Sprowokowane na forum Parlamentu Europejskiego zamieszanie konstytucyjne, mobilizujące eurosceptyków wszelkiej maści, wcale tego nie ułatwi!

Autor jest ekonomistą, europosłem PO i byłym komisarzem UE ds. budżetu i programowania finansowego

Znowu straszą. Straszyli w czasie referendum akcesyjnego 2003 r. i część społeczeństwa wystraszyli. Wykupią naszą ziemię i zaleją nasz rynek zachodnią żywnością, niszcząc polskie rolnictwo. Unia to nowe rozbiory. Był to jeden z powodów wstydliwie niskiej frekwencji w referendum – zaledwie 58,85 proc. uprawnionych w dwudniowym referendum 7-8 czerwca 2003 r. przesądziło o dziejowej szansie Polek i Polaków.  

Rzeczywistość zaprzeczyła tym katastroficznym scenariuszom. Nie miejsce tu na wyliczenie wszystkich polskich korzyści, ale – pamiętając o gigantycznych transferach finansowych – wielkim sukcesem okazała się polski eksport na unijnym rynku i jego dodatnie saldo, w tym siedmiokrotny wzrost eksportu artykułów rolno-spożywczych!

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Tusk wygrał z Kaczyńskim, ograł koalicjantów. Czy zmotywuje elektorat na wybory do PE?
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Wybory do PE. PiS w cylindrze eurosceptycznego magika
Opinie polityczno - społeczne
Maciej Strzembosz: Czego chcemy od Europy?
Opinie polityczno - społeczne
Łukasz Warzecha: Co Ostatnie Pokolenie ma wspólnego z obywatelskim nieposłuszeństwem
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Tusk musi w końcu wziąć się za odbudowę demokracji