Rosjanie nie mają dziś w Polsce łatwo. Okrutna wojna wszczęta przez ich prezydenta i popierana przez dużą część narodu zepchnęła ich na Zachodzie na margines. Odrodziły się resentymenty, uprzedzenia i historyczne rachunki krzywd, o których w latach 90. myśleliśmy, że przejdą na karty podręczników. Niekończąca się wojna kreuje na dodatek wykorzystywaną cynicznie przez część polityków na Zachodzie psychozę rusofobii.
W Polsce PiS chce ścigać „rosyjskie wpływy”, nie bardzo jasno komunikując, co oznaczają. Czy chodzi tylko o politykę i gospodarkę? A może za chwilę zacznie się piętnować tłumaczy literatury rosyjskiej, ludzi związanych z Rosją rodzinnie czy artystycznie? A może tych, co mają rosyjskie nazwiska? Czemu właściwie nie? W każdej z tych sytuacji można się doszukać rosyjskiego wpływu, choćby sprzed wieków.