Aresztowany dziennikarz „Wall Street Journal” pozostawiony sam sobie

Bezprawnie aresztowany dziennikarz „Wall Street Journal” Evan Gershkovich jest przetrzymywany w cieszącym się złą sławą rosyjskim więzieniu Lefortowo.

Publikacja: 13.04.2023 03:00

Evan Gershkovich

Evan Gershkovich

Foto: Dimitar DILKOFF / AFP

Byli więźniowie w Lefortowie, ich prawnicy i rodziny opisują ascetyczny budynek zaprojektowany z premedytacją tak, aby więźniowie czuli się w nim zapomniani przez cały świat. Przesłuchania zaczynają się od metalicznego dźwięku. Strażnicy patrolujący setki cel w rozległym ośrodku na obrzeżach Moskwy pobrzękują kluczami, aby zasygnalizować, że więzień jest eskortowany z celi do pokoju przesłuchań. Inni pstrykają palcami na korytarzach, gdzie cały czas słychać buczenie jarzeniówek, ostrzegając, że w zasięgu wzroku nie powinno być żadnych innych więźniów i jak najmniej personelu.

Cele przesłuchań są w większości puste, z wyjątkiem drewnianego stołu, kilku krzeseł, szarego sejfu i kalendarza ściennego FSB. Okno wychodzi na pusty dziedziniec. – Nigdy nikogo nie widać, jesteś zupełnie sam – mówi Andriej Sołdatow, analityk ds. bezpieczeństwa i dziennikarz, który był kilkakrotnie przesłuchiwany w Lefortowie, zanim wyemigrował do Londynu. – Nie słychać żadnych dźwięków, nic… To naprawdę może doprowadzić człowieka do szału.

Zarzuty są niedorzeczne

Evan Gershkovich, reporter „Wall Street Journal”, trafił do Lefortowa, w którym w przeszłości przetrzymywano znanych więźniów, w tym radzieckiego pisarza Aleksandra Sołżenicyna oraz kilku organizatorów zamachu stanu z 1991 r. 31-latek jest pierwszym zagranicznym dziennikarzem oskarżonym przez Rosję o szpiegostwo od czasów zimnej wojny.

Czytaj więcej

Aresztowany w Rosji dziennikarz "WSJ" został oficjalnie oskarżony o szpiegostwo

Aby zrozumieć, jak obecnie wygląda życie Evana, „WSJ” przeprowadził rozmowy z byłymi rosyjskimi i amerykańskimi więźniami w Lefortowie, prawnikami, którzy regularnie ich odwiedzali, oraz historykami, którzy opisują to ponure miejsce jako niemal część rosyjskiej i sowieckiej tradycji. Ten sterylny obiekt został celowo zaprojektowany tak, aby więźniowie nigdy się nie widywali, a efekt kompletnej izolacji sprawia, że Lefortowo jest trudne do zniesienia psychicznie.

Trevor Reed, weteran amerykańskiej piechoty morskiej, który w zeszłym roku spędził cztery dni w Lefortowie, twierdzi, że było to najsurowsze z sześciu więzień, w których był przetrzymywany podczas trzech lat z dziewięcioletniego wyroku. Został skazany za napaść na rosyjskiego funkcjonariusza policji: zarzut, któremu zaprzecza.

Trevor wspomina, jak w jego głowie wciąż obecna była jedna nurtująca go myśl: „Dlaczego nikogo tu nie słychać? Dlaczego nikogo nie widać?”. – Byłem tak odizolowany, że nawet nie wiem, czy gdybym zaczął krzyczeć, inni więźniowie mogliby mnie w ogóle usłyszeć. Za każdym razem, wchodząc do więzienia, nie widzisz po prostu nikogo.

Prawnicy Evana dostali zgodę, aby się z nim zobaczyć, dopiero sześć dni po zatrzymaniu. „Stan zdrowia Evana jest dobry. Jest wdzięczny za wsparcie z całego świata” – napisała we wtorek redaktor naczelna „WSJ” Emma Tucker w e-mailu skierowanym do wszystkich pracowników. „Będziemy kontynuować nasz apel o natychmiastowe uwolnienie Evana”.

„WSJ” stanowczo zaprzecza, jakoby Evan Gershkovich był szpiegiem i nie przyznawał się do winy podczas zamkniętej rozprawy sądowej, która niedawno się odbyła, jak podaje rosyjska państwowa agencja informacyjna TASS. Evan przebywał w Rosji z wizą dziennikarską i posiadał akredytację prasową wydaną przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. – Te zarzuty są niedorzeczne. Evan nie jest szpiegiem – powiedziała we wtorek rzeczniczka prasowa Białego Domu Karine Jean-Pierre.

Evan Gershkovich jest prawdopodobnie objęty „kwarantanną”, powiedzieli byli więźniowie i prawnicy. To procedura, która zazwyczaj trwa około dwóch tygodni, gdy więźniowie są przetrzymywani w samotności i badani pod kątem zapalenia wątroby typu B bądź innych chorób. Status Evana jako powszechnie znanego już amerykańskiego więźnia może oszczędzić mu najgorszych warunków i traktowania, z jakimi mogą spotkać się rosyjscy więźniowie.

Symbol kontroli nad narodem

Lefortowo, które położone jest wśród pełnych zieleni uliczek spokojnej dzielnicy wschodniej Moskwy, od czasów carskich było świadkiem przetrzymywania tysięcy skazanych: tych oskarżonych o szpiegostwo, dysydentów, pisarzy, rebeliantów i wszelkiego rodzaju więźniów politycznych, jak również bezwzględnych przestępców. Sowieccy więźniowie przetrzymywani w innych zakładach karnych wspominają, jak strażnicy przestrzegali: „Jak będziesz dalej taki uparty, to cię wyślemy do Lefortowa”.

Powszechnie postrzegane jako symbol kontroli państwa nad narodem rosyjskim, Lefortowo jest dziś aresztem śledczym, w którym więźniowie przetrzymywani są przez rok lub dłużej. Wydział śledczy FSB znajduje się w sąsiednim bloku. Funkcjonariusze przemieszczający się między budynkami przesuwają karty dostępu przy grubych drzwiach bezpieczeństwa, które pozostają zamknięte, dopóki ich twarze nie zostaną rozpoznane przez kolegów obsługujących kamery w centrum dowodzenia. Prawie każda osoba, którą więzień spotyka, nawet strażnicy dostarczający jedzenie przez otwór w drzwiach, zgłasza się do FSB.

– Lefortowo jest najbardziej odizolowanym miejscem, a to jest tortura – powiedziała Marina Litwinienko, żona byłego oficera FSB Aleksandra Litwinienki, który spędził tam osiem miesięcy. Po zwolnieniu i emigracji do Londynu Litwinienko został śmiertelnie otruty polonem-210, najprawdopodobniej na zlecenie prezydenta Władimira Putina. – Chcieli go złamać – powiedziała Litwinienko. – Chcieli złowić większą rybę. Chcieli złamać człowieka, aby powiedział to, co chcieli od niego usłyszeć.

Trevor Reed powiedział, że inne rosyjskie więzienia były tak pełne graffiti, że ledwie było dla niego miejsce na wycięcie „U.S. Marine Corps” i „Fuck Putin” w betonowej ścianie, jednak Lefortowo było „przerażająco czyste”.

Po zakończonej kwarantannie więźniowie Lefortowa są często przetrzymywani w celach po dwie osoby. Muszą być jednak bardzo ostrożni, dzieląc się jakimikolwiek informacjami ze współwięźniami, powiedział Ivan Pavlov, prawnik, który reprezentował wielu więźniów Lefortowa, a obecnie mieszka w Niemczech. – Zawsze istnieje ryzyko, że współwięzień donosi FSB.

Rodzinie i przyjaciołom znanych więźniów zazwyczaj nie wolno ich odwiedzać i mogą widywać oskarżonego tylko podczas krótkich wystąpień sądowych. Rosyjska dziennikarka Ksenia Mironowa powiedziała, że nie pozwolono jej odwiedzić męża Iwana Safronowa, byłego doradcy szefa rosyjskiej agencji kosmicznej. Safronow spędził ponad dwa lata w Lefortowie po tym, jak został oskarżony o zdradę w 2020 r. Został uznany za winnego i skazany na 22 lata więzienia.

Więźniowie mają codziennie godzinę poza celą, zwykle na jednym z dziedzińców na dachu, które są niewiele większe od samych cel, nad nimi siatka z żelaznych prętów. Nie są skuwani kajdankami, ale muszą chodzić z rękami skrzyżowanymi za plecami. Strażnicy, uzbrojeni w karabiny automatyczne, spoglądają w dół z pomostu powyżej.

Nazwany na cześć François Le Forta, XVII-wiecznego szlachcica z Genewy, który doradzał rosyjskiemu carowi Piotrowi Wielkiemu, kompleks jest tak owiany tajemnicą, że nie jest jasne, w którym roku został otwarty. Bolszewicy upublicznili Lefortowo jako wzorcowe więzienie, choć wkrótce stało się ono miejscem stalinowskich tortur i egzekucji. – Dopiero w połowie lat 30. XX w. Lefortowo naprawdę ugruntowało swoją reputację jako miejsce grozy – powiedział Giles Udy, brytyjski historyk specjalizujący się w sowieckim systemie więziennictwa.

Sołżenicyn, dysydencki autor relacji więziennej „Archipelag Gułag”, pisał o pomalowanej na czarno celi, oświetlonej dzień i noc przez zwisającą 25-watową żarówkę. Więźniowie, którzy się skarżyli, otrzymywali „rzut karny” w krocze od pułkownika Sidorowa. Innych wpychano do zimnej i mikroskopijnej „celi karnej”.

„Jeden otrzymał gorący kleik dopiero trzeciego dnia” – napisał Sołżenicyn. „Przez pierwsze kilka minut byłeś przekonany, że nie wytrzymasz godziny. Ale jakimś cudem istota ludzka rzeczywiście jest w stanie odsiedzieć swoje pięć dni, być może nabawiając się w trakcie choroby, która będzie trwać do końca życia”.

Czerwony dywan

Pierwsze kroki więźniów w Lefortowie prowadzą ich na czerwony dywan. – Przypomniały mi się lata stalinowskie – powiedział Igor Rudnikow, dziennikarz, który spędził w Lefortowie 10 miesięcy w 2018 r. Podobnie jak inni znani więźniowie został powitany przez samą dyrekcję więzienia przy wyłożonym marmurem głównym wejściu. Na pobliskiej ścianie wisi tablica ogłoszeń z portretami umundurowanych pracowników, którzy wyróżnili się specjalnymi zasługami podczas swojej służby. – W Lefortowie Związek Radziecki czuć w powietrzu, on nigdy nie upadł – opowiadał.

Nowo przybyli przechodzą całą procedurę: stojąc w metalowej klatce, zanim oddadzą swoje rzeczy, poddawani są rewizji osobistej. Codziennie o 6 rano budzi ich łomotanie do drzwi celi. W każdej chwili mogą zostać wezwani na wielogodzinne przesłuchania, zaprowadzeni na drugie piętro sąsiedniego budynku, do jednego z ponumerowanych pokoi przesłuchań.

– Zadają wiele biurokratycznych pytań w bardzo powolny sposób. Wydają się być bardzo nieobyci, prości wręcz, ale to tylko gra – powiedział Soldatov, analityk ds. bezpieczeństwa. – Przesłuchujący będą próbowali przeformułować odpowiedzi więźniów na swój własny biurokratyczny język, aby sugerować poczucie winy.

W celach zamontowane są dwie kamery. – Zapewniają one bezpieczeństwo więźniów i dają nam pewność, że pracujący tam strażnicy również nie łamią zasad – powiedział Melnikow, prorządowy rzecznik praw człowieka.

Strażnicy, zawsze gładko ogoleni i w świetnej kondycji fizycznej, z dumą mówią o znaczeniu więzienia dla państwa. Strażnik eskortujący Rudnikowa zatrzymał się, by pokazać mu aulę, i wyjaśnił, że Ławrientij Beria, najdłużej pełniący służbę szef bezpieczeństwa Stalina, używał jej do nocnych przesłuchań przywódców wojskowych poddanych czystkom. Powiedzieli mu, że duch Berii wciąż odwiedza go po zmroku. W tym samym pomieszczeniu strażnicy więzienni oddawali karty do głosowania w wyborach prezydenckich w 2018 r., w których Putin wygrał czwartą kadencję, zdobywając 77 proc. głosów.

– Są bardzo dumni z historii tego więzienia – powiedział Rudnikow, dodając, że jeśli miałby określić Lefortowo jednym słowem, to byłaby to „izolacja”. – To zamarznięte miejsce. W chwili, gdy tam dotrzesz, nie jesteś już osobą z prawami.

Współautorzy: Yuliya Chernova, Kate Vtorygina

12 kwietnia minęły dwa tygodnie od bezprawnego aresztowania amerykańskiego reportera dziennika „Wall Street Journal” w Rosji Evana Gershkovicha, któremu postawiono fałszywe zarzuty szpiegostwa. Poniższy artykuł ukazał się w „WSJ”. Jest on publikowany przez wiele mediów światowych, które w ten sposób chcą pokazać solidarność i przypomnieć, na jakie ryzyko narażeni są dziennikarze w dzisiejszej Rosji.

Byli więźniowie w Lefortowie, ich prawnicy i rodziny opisują ascetyczny budynek zaprojektowany z premedytacją tak, aby więźniowie czuli się w nim zapomniani przez cały świat. Przesłuchania zaczynają się od metalicznego dźwięku. Strażnicy patrolujący setki cel w rozległym ośrodku na obrzeżach Moskwy pobrzękują kluczami, aby zasygnalizować, że więzień jest eskortowany z celi do pokoju przesłuchań. Inni pstrykają palcami na korytarzach, gdzie cały czas słychać buczenie jarzeniówek, ostrzegając, że w zasięgu wzroku nie powinno być żadnych innych więźniów i jak najmniej personelu.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Decyzja sądu nie uniewinnia Romanowskiego. Dowody są twarde
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie polityczno - społeczne
Patriotyzm po polsku. Czym jest polskość w XXI wieku?
Opinie polityczno - społeczne
Sławomir Sowiński: Ukryte polityczne marzenia
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: PSL-u miłe miejsce, po prawej od wejścia do Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Mizeria kancelarii Andrzeja Dudy