Z danych, do których dotarliśmy, wynika, że w poprzednim roku z armii odeszło ok. 6 tys. żołnierzy zawodowych – najwięcej w czasie ostatnich sześciu lat rządów PiS (dla porównania 2020 r. – 5133 wojskowych). Dodatkowo mundur zdjęło około 5 tys. żołnierzy WOT.

Bilans wypada jednak korzystnie dla wojska, bo jednocześnie armia zawodowa przyjęła około 10 tys. kandydatów oraz mniej więcej tyle samo ochotników do WOT.

Na koniec grudnia mieliśmy zatem 113,5 tys. żołnierzy zawodowych, o 3,5 tys. więcej niż na koniec 2020 r. WOT z kolei liczy teraz 31 tys. osób. Armię czekają jednak jeszcze turbulencje kadrowe, bo najczęściej żołnierze odchodzą ze służby do końca stycznia każdego roku. Zatem z pełnym zamknięciem roku będziemy mieli do czynienia za kilka tygodni.

Czytaj więcej

Bomba atomowa, majtki i whisky, czyli co wyciekło armii

Jakie wnioski płyną z tych danych? Po pierwsze, można uznać, że zmiana systemu rekrutacji do wojska (wielokrotnie pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej”) przyniosła zakładany „umiarkowany” skutek. Werbunek został odbiurokratyzowany i maksymalnie uproszczony.

Po drugie, niepokoi znaczny współczynnik odejść żołnierzy, którzy nie osiągnęli uprawnień emerytalnych, czyli nie wysłużyli w wojsku co najmniej 15 lat (z danych MON za lata 2018–2020 wynika, że to aż 39 proc. odchodzących). Część z nich nie sprawdziła się w wojsku, inni odeszli, bo armia nie spełniała ich oczekiwań. – Wojsko zupełnie inaczej wygląda od środka, a inaczej w czasie akcji PR – mówi „Rz” poseł Paweł Szramka, były żołnierz zawodowy. Słowem: oczekiwania kandydatów „rozjeżdżają się” z żołnierską rzeczywistością.

Po trzecie, niepokoi spory procent odejść ze służby żołnierzy WOT. Z formacji tej odchodzi co roku ok. 15 proc. osób (w 2020 r. – 4309). Część z nich przeszła wprawdzie do służby zawodowej lub rozpoczęła naukę w uczelniach wojskowych, jednak połowa zrezygnowała z powodów osobistych, a także niemożliwości pogodzenia służby z oczekiwaniami pracodawcy. Niewielu wskazywało na niezadowolenie ze szkolenia, niewielki procent został też relegowany z powodów dyscyplinarnych, ale już około 20 proc. odeszło, bo nie spełniali „oczekiwań dyspozycyjności” oraz z powodu nieosiągnięcia zadowalających wyników w szkoleniu.

Czytaj więcej

Dane Wojska Polskiego w sieci. Błaszczak: Nie wyciekły żadne tajne informacje

Nasi rozmówcy – oficerowie służby czynnej i rezerwiści – przypominają, że żołnierze WOT już drugi rok z rzędu realizowali zadania związane ze zwalczaniem pandemii, a pod koniec roku zostali też wysłani do patrolowania granicy. – Kierowanie ich do takich zdań powoduje, że zniechęcają się do służby – słyszymy. – Liczyli na atrakcyjne szkolenie, a zamiast tego wystają godzinami w szpitalach, pobierając wymazy, albo są wysyłani na granicę. Problemem są pracodawcy, którzy niezbyt chętnie patrzą na żołnierza WOT, którego coraz częściej nie ma w pracy – opisuje jeden z rozmówców.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Mariusz Błaszczak zakłada, że zawodowa armia będzie liczyła 250 tys. żołnierzy, dodatkowo ochotnicza WOT – 50 tys. Wprawdzie nie podaje, w jaki sposób chce osiągnąć taki stan liczebny, a także do kiedy, jednak analizując realne tempo wzrostu liczby żołnierzy, można założyć, że osiągnie taki stan za kilkadziesiąt lat. Przypomnimy jednak, że gdy PiS przychodził do władzy, liczba żołnierzy zawodowych wynosiła 96 tys. i nie było wtedy WOT.

Co powoduje, że liczba żołnierzy pomimo kampanii społecznych i reformie werbunku skokowo nie wzrasta? – Wiele zależy od sytuacji na rynku pracy. Dzisiaj jest niskie bezrobocie, a płace w wojsku są mało atrakcyjne, dlatego werbunek odbywa się w trudnych warunkach – opisuje nam oficer rezerwy, który pomaga żołnierzom odchodzącym ze służby w znalezieniu innej pracy. – W jaki sposób można przekonać młodego człowieka, aby wstąpił do marynarki wojennej, gdy ten rodzaj wojsk się nie rozwija – dodaje.

MON stara się tworzyć warunki, aby ci, którzy osiągnęli już uprawnienia emerytalne, zdecydowali się na pozostanie w wojsku, np. jako instruktorzy – obiecuje im specjalne dodatki i wyższą pensję. Takie założenie znalazło się w projekcie ustawy o obronie ojczyzny. Na razie jednak nie widać jakichkolwiek efektów tej propozycji, tym bardziej że ustawa nie weszła w życie i nie wiadomo, kiedy to się stanie.