Nowy ambasador Polski w Czechach Mirosław Jasiński pełni swoją funkcję od 20 grudnia. 7 stycznia ruszyła procedura jego odwołania.

Jasiński ma opinię człowieka najlepiej ustosunkowanego w Czechach. I to w różnych politycznych konstelacjach, wśród pisarzy, konserwatystów, postępowców, a nawet piratów. Nic dziwnego, że premier Mateusz Morawiecki uznał, że to właśnie on, długoletni szef Polskiego Instytutu w Pradze, pomoże mu rozwiązać sprawę beznadziejną: konflikt z Republiką Czeską w sprawie Turowa.

Jeśli jednak chce się mieć kogoś wiarygodnego dla strony przeciwnej w trudnych negocjacjach, to nie ma co liczyć na zawodowego dyplomatę, ci rzadko legitymują się wspólną historią i aresztami w towarzystwie połowy najpierw czechosłowackiego, a potem czeskiego rządu w latach 90. Taka karta zapewnia unikalne w polityce zaufanie. Rzadko też otoczone są legendą osoby, które mają swój udział w wyprowadzeniu z Polski wojsk radzieckich. W 1991 roku, po decyzji o zjednoczeniu Niemiec, dywizje Armii Radzieckiej stanęły na polskiej granicy, wracając z NRD. Polska zażądała, by w zamian za pozwolenie na przemarsz, do własnych koszar wróciła cała Północna Grupa Wojsk – czyli wszystkie radzieckie oddziały stacjonujące w Polsce. Rosjanie mieli jednak zaproponować Czechosłowacji (jeszcze przed jej rozpadem) wysoką rekompensatę za zgodę na tranzytowy przemarsz jednostek z Niemiec. W ten sposób Polska ze swoim żądaniem zostałaby osamotniona. Wtedy z misją wyruszył właśnie Jasiński. I przekonał braci zza Olzy, że wycofanie wszystkich jednostek radzieckich z regionu jest w interesie i Polski i Czechosłowacji. Tak się bowiem złożyło, że to jego przyjaciele z górskich spotkań w Karkonoszach – pod wodzą Vaclava Havla – także czynnego uczestnika SPCzS – stworzyli demokratyczny rząd. Finał jest znany: Polska podpisała układ, a radzieckie oddziały w ciągu dwóch lat opuściły Polskę.

Czytaj więcej

Ambasador RP w Pradze skrytykował polskie władze za Turów. Zostanie odwołany

Kto więc teraz, kiedy doszło do największego konfliktu między naszymi państwami od zajęcia przez Polskę Zaolzia, miał się podjąć misji rozjemczej? Tylko Jasiński, tym bardziej, że premier wychowywał się we Wrocławiu w cieniu legendy nie tylko ojca, ale i starszych kolegów z NZS czy właśnie Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej. Jeden z jej założycieli, Jarosław Broda, był też członkiem Solidarności Walczącej, a prywatnie jest partnerem życiowym siostry premiera, Anny.

Jasiński potraktował zlecenie poważnie i na początek postanowił oczyścić pole, przyznając się do arogancji i błędów strony polskiej, tak, żeby nowy rząd, który zapowiedział, że będzie prowadził politykę „w duchu Vaclava Havla”, mógł bez obciążeń usiąść z Polakami do stołu i podpisać porozumienie.

Czytaj więcej

Czeski dyplomata: Odwołanie polskiego ambasadora? Dowiedzieliśmy się z mediów

Wywiad, którego Jasiński udzielił Deutsche Welle, usłyszano jednak nie tylko w Pradze, ale i w Polsce. Szczerość ambasadora została natychmiast przez Czechów dostrzeżona. A w kilka godzin po emisji – głowy Jasińskiego zażądała eurodeputowana Anna Zalewska, bardzo bliska współpracowniczka byłej premier Beaty Szydło. Zalewska, uderzając w ambasadora, osiągnęła dwa cele: ustrzeliła człowieka Morawieckiego w Pradze i oddaliła perspektywę rozwiązania konfliktu z Czechami, co byłoby sukcesem premiera. To dowód, że oglądamy schyłek formacji rządzącej: walka z wewnętrzną konkurencją stała się ważniejsza niż rozwiązanie konfliktu, za który mamy zapłacić fortunę w euro.