Zaczyna się od kłamstwa prostego: że nikt nieuprawniony nie może wejść do strefy stanu wyjątkowego. Bo nie mogą tam wchodzić przede wszystkim media i aktywiści próbujący ratować uchodźców. „Nacisk na media jest" – przyznał jeden z policjantów. Miejscowi, nawet jak ktoś zwróci na nich uwagę, pouczani są co najwyżej niedbale przez funkcjonariuszy. Pewien mój kolega ma nawet specjalną torbę z Biedronki na aparat i gumiaki. Chodzi, gdzie chce.

Drugie kłamstwo, to że strefa jest ważna ze względów bezpieczeństwa. Nie jest ważna, bo gdyby była, to zwożeni z całej Polski funkcjonariusze wiedzieliby, gdzie dokładnie przebiega. Policjanci i strażnicy na check-pointach nie wiedzą.

Czytaj więcej

Andrzej Halicki
Europoseł: Dzieci odsyłane do lasu? Pytają mnie "Polacy, co się z wami dzieje?"

– Gdzie tu można stanąć? – pytam pod Krynkami. – Tam dalej – mówi dowódca. – Czyli gdzie, może u zbiegu dróg, 500 metrów dalej? Będzie dobrze? – dopytuję. – Nie wiem – szczerze przyznaje dowódca patrolu.

Inna scena z procesu o naruszenie strefy. – Ta pani powiedziała, że chce jechać do Bobrownik – zeznaje policjant w sprawie zatrzymanej aktywistki. – Nie miałam takiego zamiaru, chciałam jechać w stronę Sokółki (poza strefą) – odpowiada podsądna.

– Nieprawda – mówi policjant. Wkracza sąd: – Czy świadek wie, gdzie są Bobrowniki? W którym kierunku? – Nie wiem – odpowiada policjant. Sprawę odroczono.

Jadąc leśnymi drogami w Puszczy Knyszyńskiej, które są dostępne dla wszystkich, stanowią skróty, którymi poruszają się nawet tiry i oczywiście figurują na mapach, nie sposób się zorientować, czy to już strefa czy nie. Nie ma znaków, tablic, nawet karteczki. Bo przecież miejscowi wiedzą, gdzie są, a media niech się gubią. Tym bardziej uchodźcy.

Czytaj więcej

Ppor. Anna Michalska, rzeczniczka Straży Granicznej
Straż Graniczna: Dwie próby wdarcia się do Polski siłą

Kłamstwo trzecie – zasiane w umysłach widzów przez świetny serial „Wataha", w którym granicy pilnowali nie zawsze uczciwi, ale zawsze świetnie zorientowani w topografii strażnicy. A główny bohater był szlachetny. Tak było w filmie. Przekazujemy słaniającego się na nogach mężczyznę Straży Granicznej. Dzwonimy po karetkę. Dyspozytor pyta: „Gdzie dokładnie jesteście?". – Na drodze do Kuźnicy – ktoś odpowiada. – Ale gdzie dokładnie? – dopytuje pogotowie. Patrzymy na strażników. – Jaki tu jest słupek – ktoś pyta zdaniem z „Watahy". – Co? – dziwi się strażnik. – Jaki słupek?

Pogotowie w końcu zgadza się przyjechać do placówki SG w Kuźnicy, bo łatwiej ją znaleźć niż nas.

Kłamstwo czwarte. To, w które nigdy nie wolno uwierzyć (cytat z nagranej rozmowy). – Pan jest chory, wycieńczony – relacjonują strażnikom aktywiści. – Państwo go zabieracie do placówki w Kuźnicy, tak? Ten pan podpisał pełnomocnictwa i chce złożyć wniosek o ochronę międzynarodową w Polsce. Kiedy mogą zacząć się czynności z jego udziałem? – pytają. – Nie wiem, my tylko mamy go zawieźć do placówki w Kuźnicy – odpowiada chorąży. – Ale nie odeślecie go z powrotem do lasu, nie zostawicie go, nie będziecie przepychać na granice białoruską? – Nie, nie, nie – zarzeka się funkcjonariusz. – Na placówce pewne osoby podejmą pewne decyzje – dodaje. Dopytujemy: – Będziecie się trzymać zgodnych z prawem procedur? – Jak zawsze – odpowiada strażnik.

Czytaj więcej

Zastępczyni RPO: Polska stosuje opresyjne metody

Po trzech dniach rzeczniczka podlaskiej SG informuje o odwiezieniu uchodźcy z powrotem na granicę białoruską.