Tymczasem problemy narastały lawinowo. Medialna miłość do Platformy czyniła tę partię ślepą na to co się dzieje w tej części Polski, którą zarówno partia jak i media uznawały za nieinteresującą i godną pożałowania. Wraz z nieposkromionym bogaceniem się elit coraz większa część społeczeństwa czuła się odrzucona.

To dlatego nagrania polityków PO przez kelnerów w restauracji „Sowa i przyjaciele” zrobiły takie wrażenie. Potwierdziły niezbicie wyalienowanie czołówki PO. Symbolem stały się ośmiorniczki, ale jeszcze bardziej dewastujące były słowa Elżbiety Bieńkowskiej, że za 6 tys. pracuje tylko idiota albo złodziej. W tamtym czasie 6 tys. było pensją dla większości Polaków nieosiągalną.

Innym dowodem alienacji było wprowadzanie regulacji, które umacniały degresywną stawkę podatkową – im ktoś więcej zarabiał tym płacił mniej. A równocześnie osłabiano ochronę pracowniczą. Regulacje wręcz zachęcały do tworzenia jednoosobowych firm, które świadczyły pracę dawniej etatową. Przedsiębiorcy ponosili mniejsze koszty, ludzie pozornie lepiej zarabiali, równocześnie tracąc ochronę socjalną i finansową w trakcie choroby i uprawnienia emerytalne.

Lista podobnych błędów jest bardzo długa. Otworzyła ona nie tylko drogę PiS do władzy, ale także możliwość zbudowania z TVP maszyny propagandowej rządzącej partii. Chodzi nie tylko o to, że brak zabezpieczeń prawno-finansowych stworzył łatwą drogę do przejęcia mediów publicznych, ale także polityka PO stworzyła bardzo szeroką publiczność gotową na przekaz, który serwuje im Jacek Kurski.

Przejęcie władzy przez PiS było powrotem do polityki realnej. Polityki, która rozpoznaje potrzeby ludzi i je realizuje, nie zaś odpowiada na wykreowany przez siebie obraz medialny. Co więcej była to polityka dotrzymywania obietnic wyborczych, co w polskiej polityce było czymś kompletnie nowym.

Dowodem na to, że polityka PiS odpowiadała społecznym potrzebom jest fakt, że w wyborach w 2019 roku Zjednoczona Prawica otrzymała znacznie więcej głosów niż w 2015 r. Samooszukują się ci, którzy twierdzą, że to efekt propagandy Kurskiego. Gdyby tak było, że decyduje wsparcie mediów, Platforma nie miała prawa przegrać w 2015 r.

Czytaj więcej

Maciej Strzembosz: Zbrodnie obywatela Żulczyka

Problem w tym, że każda władza ślepnie, gdy zaczyna wierzyć we własną propagandę. Prawo i Sprawiedliwość na dodatek ma jeszcze dwie niezmiernie istotne cechy: wywodzącą się z psychiki ich wodza, Jarosława Kaczyńskiego wiarę w mesjanizm swego mandatu sprawowania władzy oraz brak mechanizmów powstrzymujących nieformalnego Naczelnika Państwa przed popełnianiem błędów.

W efekcie kolejna kadencja PiS stała się podręcznikowym przykładem szaleństwa władzy. Jeszcze parę lat temu ktoś taki jak Przemysław Czarnek nie mógłby być ministrem edukacji. Dziś jest. Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia było wprowadzenie stanu wyjątkowego dla poprawienie sondaży. Dziś jest. Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia byłoby, że najbliżsi współpracownicy Premiera RP pracują w spółkach, by więcej zarobić. Dziś jest. Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia byłoby ustalanie obsady stanowisk w Sądzie Najwyższym przez Premiera i Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Dziś jest. Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia było grożenie Unii polexitem przez szefa klubu poselskiego partii rządzącej. Dziś jest.

Za chwilę do znacznej części społeczeństwa dotrze, że polityka, która pozwala dla doraźnych korzyści organizować nielegalne wybory kopertowe; skłóca nas z USA dla partyjnej ambicji wpływu na kolejne medium; podporządkowuje sądy władzy wykonawczej; konfliktuje z Unią Europejską do tego stopnia, że realne staje się wstrzymanie należnych nam pieniędzy – naprawdę zagraża ich bezpieczeństwu i bezpieczeństwu całego państwa.

Pytanie, które napawa mnie niepokojem brzmi: czy po stronie opozycji jest ktoś, kto potrafi opanować wzmożenie moralne i po prostu zaproponować Polakom szereg konkretnych działań, nie ze sfery symbolicznej, ale właśnie ze sfery polityki realnej?

Czy po stronie opozycji jest zrozumienie, że magiczne wezwania do wyjścia do ludzi i wsłuchiwania się w opinię zwykłych obywateli są zaklinaniem rzeczywistości, o ile nie ma się nic konkretnego do zaproponowania? Że zastąpienie programu słowami: nasza władza zrobi to lepiej, jest kompromitujące dla partii istniejącej ponad 20 lat?

Na razie wygląda to słabo. Jeśli bowiem przez lata prowadziło się wyłącznie politykę obliczoną na efekt medialny, politykę wirtualną i symboliczną, trudno nagle zacząć myśleć kategoriami praktycznymi, kategoriami interesów grup społecznych i przełożyć to na powszechnie zrozumiały język obietnicy wyborczej, o której wiadomo, że będzie dotrzymana.

Trudno, ale trzeba. Koniecznie i jak najszybciej.