Beatyfikacja prymasa Stefana Wyszyńskiego i matki Róży Czackiej to najważniejsze wydarzenie w życiu polskiego Kościoła w ostatnich miesiącach. O tym, jak ważną postacią był Wyszyński, nikogo nie trzeba przekonywać. Wielkie dzieło Lasek też nie budzi przecież kontrowersji.
Ale dwie sprawy wydają się kłaść cieniem na tym wielkim święcie. Pierwszą była obecność wśród biskupów uczestniczących w uroczystej mszy beatyfikacyjnej abp. Sławoja Leszka Głódzia, który kilka miesięcy temu został ukarany przez Watykan za tuszowanie nadużyć seksualnych, których mieli dopuszczać się księża jego diecezji. Formalnie abp Głódź żadnego zakazu nie złamał (nie wolno mu uczestniczyć w publicznych uroczystościach w diecezji, w której został ukarany, czyli gdańskiej). Ale sytuacja jest trudna dla wszystkich. To z jednej strony zgorszenie dla wiernych, którzy widzą wśród purpuratów duchownego ukaranego przez Watykan. Poza tym abp Głódź nigdy publicznie nie przyznał się do winy i nie przeprosił za swoje zaniedbania – przypomnijmy, że zarzucano mu m.in. bezczynność wobec księdza, który wykorzystał seksualnie nieletnią. Taka ostentacja podważa zaufanie wiernych wobec Kościoła hierarchicznego, który przekonuje, że z całą stanowczością chce walczyć z pedofilią. Mogą pytać komu wierzyć, prymasowi abp. Wojciechowi Polakowi, który angażuje się w ochronę nieletnich, czy też abp. Głódziowi, który jakby nigdy nic bryluje na beatyfikacji.