Reklama

Felieton Piotra Zaremby o filmie Uwikłanie

Dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Filmowców Polskich obejrzałem kilka tygodni przed premierą film "Uwikłanie" Jacka Bromskiego. To adaptacja wydanej w roku 2007 powieści Zygmunta Miłoszewskiego. Powieści, która była dla mnie objawieniem.

Jako świetny kryminał, który pochłonąłem w dwa dni, zabierając ją w podróż do parlamentu w Strasburgu. Czytałem w samolocie, w pokoju hotelowym, nawet podczas jedzenia obiadu, choć to nieeleganckie. Kilka zwrotów akcji, wiele zaskoczeń, bezkonkurencyjne zakończenie.

Ale "Uwikłanie" było też objawieniem z powodu, który wyziera już z tytułu. To, zdradzając nieco wątek, który w powieści pojawia się gdzieś w połowie, nie tylko historia uwikłania w pojedynczą zbrodnię, której tajemnicę rozwikłujemy z autorem jak z Agatą Christie. To również historia uwikłania w najnowszą historię. Morał nienatarczywy, lecz wyraźny był taki – nie zgubimy PRL, jego brudnych tajemnic i dawnych zbrodni.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama