Rok po batalii prezydenckiej, która odbywała się w cieniu katastrofy smoleńskiej, i cztery lata po kampanii 2007 roku, temperatura obecnego pojedynku wyborczego w niczym nie przypomina tamtych emocji.
Sześć lat politycznej wojny między PO a PiS wymęczyło obie strony. PiS, spychane do narożnika i przedstawiane jako partia nienawiści, w kolejnej już kampanii stara się zachowywać powściągliwie. A to musi ograniczać dynamizm przekazu. Politycy tej partii nie zdecydowali się dotąd na zbyt wyraźne nawiązywanie do katastrofy smoleńskiej, choć PiS zaprosiło na listy wiele osób, które straciły w tragedii bliskich.