Sytuacja wygodna jest dla wszystkich, bo winnymi brukselskiego fiaska są David Cameron i Angela Merkel. PO będzie więc przekonywać, że źródłem europejskich kłopotów jest partner Jarosława Kaczyńskiego z europarlamentu, PiS zaś będzie dowodzić, że wszystkiemu winna jest dobra koleżanka premiera Donalda Tuska.
Platforma, by przygotować się do ewentualnej krytyki, wytoczyła już potężne działo – Trybunał Stanu dla Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. I z pewnością ta sprawa również będzie gorącym tematem przyszłego tygodnia. Bo wygląda na to, że przyniesie ona kłopoty samej Platformie. Już teraz partia rządząca podzieliła się na dwa obozy. Jeden – chętny do współpracy z SLD przy osądzaniu zbrodni IV RP i w ogóle chętny do zacieśnienia związków z partią Millera, a nawet do wymiany rządowego koalicjanta: PSL na postkomunistów. Druga grupa się obawia, że mechanizm rozliczania przeciwników politycznych za pomocą Trybunału Stanu to wypuszczanie dżina z butelki. Donald Tusk ponoć nie był zwolennikiem tego wniosku, złapany w Brukseli przez dziennikarzy twierdził, że jest nim zaskoczony, ale też nic nie uczynił, aby powstrzymać nadgorliwych kolegów.