Reklama

Marek Kacprzak: Wyborcy PiS wściekajcie się na PiS

Krytykować czy nie krytykować? Oto jest pytanie na miarę bycia wiernym zwolennikiem Prawa i Sprawiedliwości. Sprawa nie jest łatwa. Dylemat bardzo trudny.

Aktualizacja: 21.09.2016 15:15 Publikacja: 21.09.2016 12:15

Marek Kacprzak: Wyborcy PiS wściekajcie się na PiS

Foto: archiwum prywatne

Z jednej strony krytykować władzę, której dało się kredyt zaufania, to jakby stanąć po jednej stronie z tymi, którzy są jej politycznymi przeciwnikami i przyłączyć się do ich krytyki. Z drugiej, nie krytykować, to jakby dawać przyzwolenie na działania, które się wcześniej tak żarliwie potępiało.

W sytuacji takich rozterek, jedyną i rozpaczliwą formą obrony zostaje powtarzanie jak mantry argumentu, że “tamci też tak robili”. Nie biorąc pod uwagę, że taki argument, to właściwie dowód na złożenie broni i robienie dobrej miny do akceptowania złych praktyk, które miały się raz na zawsze skończyć.

Zawód tym większy, że PiS do przejęcia władzy przygotowywało się osiem lat. Przez cały ten czas Polacy słyszeli zapewnienia o gotowości do lepszego rządzenia. Słyszeli je tak często, że w końcu powiedzieli w wyborach “proszę, pokażcie jak to się robi”. Szybko się okazało, że to sławetne przygotowanie jest tylko w deklaracjach. To nie było przygotowywanie się do rządzenia, a tylko przygotowanie do przejęcia władzy. Różnica jest zasadnicza.

Osiem lat to dużo, by skończyć niejedne studia, napisać doktorat, zdać kilka egzaminów. Nawet tych najtrudniejszych. Wystarczyło ten czas przygotowań wykorzystać na prawdziwe przygotowania, na podnoszenie kwalifikacji. Dziś PiS zatrudniając swoich nie narażałby się na krytykę, że zatrudnia “miernych, ale wiernych”. Zatrudniałby fachowców, wytrącając wszelkie argumenty z rąk przeciwników. Przygotowania, to proces trudny, mozolny, wymagający samodyscypliny. Wie to każdy, kto ma aspiracje i ambicje. Po co się jednak wysilać, skoro i tak się dostanie to co się chce, bo się należy.

Dostają i korzystają. A ci, którzy patrzą na politykę albo przeżywają dylematy jak bronić przegraną sprawę, albo z niesmakiem umacniają się w przekonaniu, że nikomu już nie chodzi o służbę, dobro wspólne i inne wzniosłe hasła, a jedynie o to, by wreszcie się odbić, odkuć, dorobić i wykorzystać swój czas najbardziej jak się da. Ważne, by miało to jako takie uzasadnienie w prawie. A jak nie ma, to byle tylko szybko prawo dopasować do potrzeb.

Reklama
Reklama

W obecnej sytuacji, budowania kolejnej odsłony państwa kolesi, układów, i znajomych królika najbardziej krytykować, a wręcz wściekać się powinni wszyscy ci, którzy swoim głosem dali władzę obecnej ekipie. Te kilka milionów ludzi właśnie teraz powinno wykrzyczeć “nie tak to miało być”. To jedyna szansa, że władza się opamięta, że przypomni sobie, dlaczego władzę dostała. Jeśli będzie usprawiedliwiana, że “inni nie byli lepsi”, to umocni to w przekonaniu tych i przyszłych, że można. Stąd prosta droga do tego, że nikt nigdy już nie będzie Polską rządził. Będzie co najwyżej ją wykorzystywał. Szybko i mocno, by zdążyć zyskać dla siebie jak najwięcej, zanim przyjdą następni z jeszcze większym apetytem.

felietony
Jacek Czaputowicz: Jak rozwiązać spór o ambasadorów?
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok
felietony
Marek A. Cichocki: Czy ostatnie 35 lat rozwoju okażą się tylko epizodem w historii Polski?
felietony
Jerzy Surdykowski: Weto prezydenta do DSA. Czy nie lepiej przecie pisać to w klozecie?
Opinie polityczno - społeczne
Hubert Salik: Przejęcie Grenlandii w amerykańskim kinie gangsterskim
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama