Ikonowicz: PiS-owska sprawiedliwość

Całe oburzenie PiS na przekręty związane z dziką reprywatyzacją nie jest połączone z empatią w stosunku do jej ofiar – pisze działacz społeczny.

Aktualizacja: 18.09.2017 13:33 Publikacja: 17.09.2017 17:42

Ikonowicz: PiS-owska sprawiedliwość

Foto: rp.pl

W Komisji Weryfikacyjnej zajmującej się reprywatyzacją warszawską zasiadają posłowie i działacze społeczni. Jest to ciężka, praktycznie pełnoetatowa praca polegająca na czytaniu i analizowaniu niezliczonych tomów akt, dokumentów, przesłuchiwaniu świadków. Parlamentarzyści za tę dodatkową pracę otrzymują równowartość drugiej pensji poselskiej. Działacze społeczni nie dostają ani grosza. Poświęcając swój czas kosztem pracy zarobkowej, chcąc uczciwie wykonać swą misję, stają przed alternatywą: popaść w jeszcze większe ubóstwo czy uchylić się od tej ważnej dla nich pracy społecznej.

Kiedy zwracamy na to uwagę, politycy PiS tłumaczą się tym, że ustawa powołująca Komisję przewiduje wprawdzie gigantyczne wynagrodzenia dla posłów, ale nie przewiduje choćby minimalnych diet dla społeczników. A przecież kosmetyczna nowelizacja tej ustawy to dla partii rządzącej drobiazg. Nieraz udowadniała, że w ciągu jednej nocy głosowań potrafiła ona przyjąć nie jedną, a kilka skomplikowanych nowych ustaw.

Komisja zajmuje się piętnowaniem winnych i wyjaśnianiem zawiłych przekrętów reprywatyzacyjnych, które pozwoliły garstce cwaniaków uwłaszczać się na wielomilionowym majątku publicznym. I to jej się chwali. Sęk w tym, że nie pomyślano wcale o ofiarach reprywatyzacji.

Dziesiątki tysięcy warszawskich rodzin poniewiera się gdzieś po eksmisjach albo boryka się z absurdalnie wysokimi długami czynszowymi wobec odzyskiwaczy i nikt nic z tym nie robi. Nie podjęto nawet próby zebrania danych o ofiarach i ich aktualnych potrzebach, problemach mieszkaniowych, długach. A przecież bardzo często przekręciarze zdążyli zbyć nieruchomości „nabywcom w dobrej wierze”, którzy wciąż gnębią, nie tylko wysokimi czynszami, swe ofiary, dawnych lokatorów komunalnych. I nawet jeśli wreszcie prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz stawi się albo zostanie przyprowadzona pod eskortą policji przed oblicze Wysokiej Komisji, jeśli kolejni oszuści staną przed sądem i trafią za kratki, to tym ludziom przecież nikt nie zwróci tych lat spędzonych pod presją, wśród zgryzot, szykan i rosnących długów. Tak jak nikt nie wskrzesi Jolanty Brzeskiej.

Ci ludzie jednak wciąż żyją i nic nie stoi na przeszkodzie, by państwo polskie rozpoczęło proces zadośćuczynienia. Skoro były dziesiątki i setki milionów na odszkodowania dla handlarzy roszczeniami, tym bardziej muszą się znaleźć środki na odszkodowania dla ludzi, których władza publiczna oszukała. Najpierw zawarła z nimi umowy najmu gwarantujące płacenie czynszu regulowanego i stosunkowo niskiego, a potem oddała ich jak worki kartofli w ręce czyścicieli kamienic i oszustów.

Wreszcie owo „gonienie króliczka” polegające na rozliczaniu dotychczasowego procesu reprywatyzacji wydaje się absurdalne tak długo, jak długo Sejm nie uchwali ustawy, która zakończy ten skandal i zabroni oddawania budynków z lokatorami komunalnymi. PiS ma możliwość załatwienia tej sprawy, ale tego nie robi, bo całe jego oburzenie na przekręty nie jest połączone z jakąkolwiek empatią w stosunku do obecnych i przyszłych ofiar dzikiej reprywatyzacji. Ten brak społecznej wrażliwości widać na przykładzie tego jak potraktowano społecznych członków Komisji.

Gdy jeszcze zasiadałem w parlamencie, przedstawiłem  projekt ustawy o wygaśnięciu roszczeń reprywatyzacyjnych. Gdyby Sejm go wówczas uchwalił, nie byłoby potrzeby powoływania tej komisji, Jola Brzeska zapewne wciąż byłaby wśród żywych i dziesiątki tysięcy polskich rodzin spokojnie by sobie mieszkało w mieszkaniach komunalnych. Nie trzeba jednak sięgać po rozwiązania tak radykalne, jak to, które proponowałem. Wystarczy wziąć przykład z Czechów, którzy reprywatyzację rozwiązali przy pomocy skromnych odszkodowań pieniężnych i nigdy nie zdecydowali się zwracać byłym właścicielom niczego w naturze.

Wydaje się niestety, że lobby reprywatyzacyjne wciąż działa i ma się dobrze, nie dopuszczając do uchwalenia przez Sejm ustawy, która cywilizowałaby tę kwestię. Bo na dzikiej reprywatyzacji wielu jeszcze cwaniaków zarabia i zarobi dość, by korumpować każdą kolejną ekipę rządzącą. Taka to i sprawiedliwość panuje w państwie, którym rządzi Prawo i Sprawiedliwość.

W Komisji Weryfikacyjnej zajmującej się reprywatyzacją warszawską zasiadają posłowie i działacze społeczni. Jest to ciężka, praktycznie pełnoetatowa praca polegająca na czytaniu i analizowaniu niezliczonych tomów akt, dokumentów, przesłuchiwaniu świadków. Parlamentarzyści za tę dodatkową pracę otrzymują równowartość drugiej pensji poselskiej. Działacze społeczni nie dostają ani grosza. Poświęcając swój czas kosztem pracy zarobkowej, chcąc uczciwie wykonać swą misję, stają przed alternatywą: popaść w jeszcze większe ubóstwo czy uchylić się od tej ważnej dla nich pracy społecznej.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Decyzja sądu nie uniewinnia Romanowskiego. Dowody są twarde
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: PSL-u miłe miejsce, po prawej od wejścia do Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Patriotyzm po polsku. Czym jest polskość w XXI wieku?
Opinie polityczno - społeczne
Sławomir Sowiński: Ukryte polityczne marzenia
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Mizeria kancelarii Andrzeja Dudy