Reklama

Witold M. Orłowski: Nic nie jest jeszcze pewne…

Powszechnie zakładamy, że kryzys pandemiczny właśnie się kończy. Ale możemy się mylić, a zbyt wczesna radość może okazać się bardzo kosztowna.
Witold M. Orłowski: Nic nie jest jeszcze pewne…

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Żyjemy w szczęśliwym kraju, w którym ludzie żadnego wirusa się nie boją. I nic dziwnego. „Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i radziecki" – śpiewali w ponurych czasach komunizmu polscy patrioci (i mieli rację). Pobiliśmy pod Grunwaldem Krzyżaków, pod Wiedniem Turków, pod Warszawą Tuchaczewskiego, a ostatnio heroicznie obroniliśmy remis w meczu o wszystko z Hiszpanią. Więc żaden wirus nam nie da rady, PKB będzie już teraz szybko wzrastać, nie martwmy się wzrostem długu publicznego, cieszmy się z wakacji!

Problem w tym, że wcale nie możemy być pewni, że kryzys pandemiczny się już kończy, a na jesieni z pewnością nie czeka nas kolejny lockdown. Po pierwsze dlatego, że wcale nie wiemy, czy szczepionka okaże się trwale skuteczna. Wirusy są złośliwe i stale mutują, czyli zmieniają swój kod genetyczny. A szczepionka działa w ten sposób, że „uczy" nasz organizm rozpoznawać i zwalczać konkretny kod genetyczny agresora. Jeśli kolejne mutacje wirusa będą się znacznie różnić kodem genetycznym od dotychczasowych, poszukiwanie skutecznej szczepionki być może trzeba będzie zacząć od nowa... a to trwa miesiącami.

Po drugie dlatego, że choć w Europie i USA aktywność wirusa sezonowo spada, w wielu krajach uboższych w najlepsze się teraz rozwija (u nas przyszło wreszcie lato, ale w Brazylii zaczyna się zima). A to poligon do powstawania nowych mutacji wirusa.

No i po trzecie, nawet jeśli założymy, że szczepionka okaże się w pełni skuteczna, to dla zakończenia kryzysu pandemicznego trzeba zaszczepić w pełni co najmniej 60–70 proc. ludności Polski. Na razie mamy w pełni zaszczepione 25 proc. (kolejne 10–15 proc. przyjęło pierwszą dawkę, więc pewnie przyjmie i drugą). Ale gołym okiem widać, że skłonność Polaków do szczepienia się spada. Ci, którym na tym zależało, stali w kolejkach do punktów kłucia. Ci, którzy wierzą, że szczepionki są wymysłem Billa Gatesa służącym tajnemu wszczepieniu chipów (pewnie po to, żeby wiedzieć, od kogo ściągać pieniądze za treści pobrane z internetu); wynalazkiem szatana zrobionym z ludzkich płodów (po to, by skazać biorących na piekło); tworem szalonych naukowców, którzy chcą wszczepić ludziom śmiertelną truciznę (po to, by zmniejszyć populację Ziemi); wymysłem firm farmaceutycznych, które wywołały sztuczną panikę (po to, by z zyskiem sprzedawać nikomu niepotrzebne preparaty) – nie tylko nie pójdą do żadnej kolejki, ale ukryją się starannie przed jakąkolwiek igłą. Szczepienia w Polsce będą więc szły coraz trudniej i wcale nie wiadomo, czy uda się osiągnąć niezbędny poziom.

Co w takiej sytuacji robić? Można oczywiście zakładać, że prawdopodobnie na jesieni pandemia będzie już pod kontrolą i nowych lockdownów nie będzie. Ale z tyłu głowy trzeba też mieć scenariusz inny, taki że jesienią przyjdzie czwarta fala, a wiosną może i piąta.

Reklama
Reklama

Mimo ostrego lockdownu straty gospodarcze w obecnym kwartale wydają się znacznie mniejsze niż przed rokiem. Innymi słowy, wiele się nauczyliśmy. Jeśli pandemia nie zniknie, trzeba będzie nauczyć się z nią po prostu względnie normalnie żyć i funkcjonować.

Opinie Ekonomiczne
Gorynia, Fiedor, Polowczyk: 250 lat „Bogactwa narodów”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Opinie Ekonomiczne
Dzisiaj mija 250 lat od pierwszego wydania biblii kapitalizmu
Opinie Ekonomiczne
Trójkąt Weimarski na czele elektryfikacji i reindustrializacji Europy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Drogie paliwo na stacjach? Winnych szukajcie poza Polską
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama