Aleksiej Nawalnyj
adwokat i mniejszościowy akcjonariusz licznych koncernów od lat walczy o prawa do dokumentów i informacji o kondycji spółek. W końcu 2008 r pozwał do sądu spółkę Gazpromu; wcześniej Transnieft i Rosnieft. Dowodził, że koncerny zbyt wiele pieniędzy tracą na luksusowy byt swoich szefów; bez uzasadnionej interesem właścicieli potrzeby wydają miliony na zbędne zakupy nie służące rozwojowi przedsiębiorstwa; marnotrawią zyski na drogie auta służbowe i budowę wielkich siedzib. A wszystko kosztem mniejszościowych akcjonariuszy, którzy nic nie mają do powiedzenia. Te sprawy wciąż się toczą.
W tym roku odniósł spektakularne zwycięstwo. Nawalnyj domagał się wglądu do protokołów z zebrań rady dyrektorów Rosnieft - największego koncernu paliwowego Rosji. I sąd arbitrażowy w Moskwie nakazał Rosniefti udostępnienie dokumentów.
Wcześniej adwokat i rosyjski Forbes założyli Centrum Obrony Akcjonariuszy. Centrum ma bronić drobnych udziałowców przed finansjerą naruszającą ich interesy. A ponieważ takie sytuacje najczęściej dzieją się w ciszy gabinetów, bez upubliczniania, biznesmen proponuje pisanie listów do władz, powiadamianie mediów oraz innych akcjonariuszy.
Siergiej Galickij
jest współwłaścicielem i dyrektorem generalnym sieci Magnit - największej w Rosji (5000 sklepów). W przyszłym roku przybędzie kolejne 1000. A wszystko to, jak podkreślają Wiedomosti - sklepy nowe, nie przejmowane po innych.
- Budowanie od podstaw jest zawsze tańsze i radośniejsze, aniżeli odkupowanie czegoś gotowego - mówi Galickij.
- Gdyby mógł,to pozostawałby w cieniu - piszą Wiedomosti - A on nie tylko wprowadził Magnit na giełdę, ale i pozostał bez pakietu kontrolnego. Druga emisja akcji była w grudniu, gdy pieniądze inwestorzy powierzają tylko najlepszym. A Galickij pod względem poziomu zaufania inwestorów może dawać fory dowolnemu rosyjskiemu koledze.
Wreszcie 27-letni Paweł Durow - założyciel i szef społecznościowego portalu „W kontakcie" (vkontakte.ru), który zyskał w Rosji popularność większą od Fabebook'a.
Największą sympatię Rosjan Durowowi dała jednak ostatnia decyzja. Gdy FSB (rosyjska bezpieka) zwróciła się do niego o zablokowanie sześciu opozycyjnych stowarzyszeń z jego portalu; Durow odmówił i poinformował o tym opinię publiczną. Dostał wezwanie do prokuratury - nie przyszedł.
- Nie chodzi tu o politykę ale o biznes: konkurencja w internecie jest globalna. Ani Fecebook ani Twitter, czytane przez prezydenta Rosji, także nie wykonałyby próśb FSB. Gdyby więc Durow poszedł na współpracę z władzą, to ludzie przeszliby do konkurencji. A dochody firm internetowych zależą od rozmiaru audytorium - zauważają Wiedomosti.