Reklama

Tak nabierają na ochronę danych

Wielka firma zachowuje się jak byle naciągacz.
Jeremi Jędrzejkowski

Jeremi Jędrzejkowski

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek

Zadzwonił przedstawiciel „mojej" kablówki. – Jakie programy ogląda pan najchętniej: filmy, seriale, sport czy dokumentalne? – spytał naduprzejmie. Wyczuwając, że uprzejmość bynajmniej bezinteresowna nie jest, odparłem oględnie: – W moim pakiecie mam wszystko, czego potrzebuję. Po zmianie tonu wywnioskowałem, że nie była to odpowiedź, której oczekiwał.

Wykorzystał więc okazję do aktualizacji danych. Jak rasowy akwizytor wypytał o wszelkie namiary. Przy mailu zaznaczyłem, że nie wyrażam zgody na przysyłanie informacji z promocjami czy konkursami. Bo – jak dodałem – mój wcześniejszy brak zgody na to kablówkę nie bardzo obszedł. I dostawałem takie maile średnio raz na miesiąc.

Pan niezbyt zadowolonym głosem odparł, że zaznacza taką opcję. Jednak, jak się pewnie państwo domyślają – na tym się nie skończyło.

Otóż od tej rozmowy codziennie (sic!) dostaję mail zatytułowany: „[Firma X] prosi o zgodę". A w nim: „[Firma X] planuje rozpocząć wysyłkę wiadomości e-mail, zawierających specjalne oferty przeznaczone dla naszych lojalnych klientów". I wystarczy kliknąć na przycisk, by to wszystko mieć. I dalej: „Niekliknięcie ww. przycisku oznacza, iż nadal nie będziemy mogli informować Pana o: - specjalnie dopasowanych propozycjach - nowościach w [FIRMA X] NA ŻĄDANIE - konkursach z atrakcyjnymi nagrodami".

I cóż ja mogę zrobić z tym moim brakiem zgody? Dalej jestem bombardowany niechcianymi mailami. Pod pretekstem, że nie zdaję sobie sprawy, z czego rezygnuję.

Reklama
Reklama

Jestem zniesmaczony. Bo wielka – zdawałoby się poważna – firma zachowuje się jak naganiacz, któremu za nic w świecie nie da się wytłumaczyć, że jego oferta nas nie interesuje.

Po wcześniejszych doświadczeniach z tą firmą nawet nie próbuję interweniować w biurze obsługi klienta. Kończy się to wymianą maili, w których firma – bez pokrycia – zapewnia, że sytuacja się nie powtórzy.

Rozumiem, że to taka desperacja, by z klienta wycisnąć jak najwięcej. Jednak tym sposobem dobrego wizerunku budować się nie da. Czy komuś w DUŻEJ FIRMIE przyjdzie to wreszcie do głowy?

PS: Jak chcą państwo uniknąć podobnych sytuacji proponuję mówić, że dotychczasowy mail jest nieaktualny, a nowego państwo nie mają.

Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Drogie paliwo na stacjach? Winnych szukajcie poza Polską
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Zagadka drogich paliw w Polsce
Opinie Ekonomiczne
Aleksandra Ptak-Iglewska: kryzys przyspiesza reformy, mówią Ukraińcy. UE powinna spróbować
Opinie Ekonomiczne
Prof. Paweł Wojciechowski: Suwerenność nie zaczyna się od czołgów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama