Reklama

Jarosław Dąbrowski: Banki rozwoju w erze innowacji

Mają wspierać gospodarki w najważniejszych momentach: wtedy, gdy rynek prywatny nie chce lub nie potrafi.

Publikacja: 23.10.2025 04:48

Jarosław Dąbrowski: Banki rozwoju w erze innowacji

Foto: Adobe Stock

Banki rozwoju to dziś instytucje, które pełnią funkcję łączników między sektorem prywatnym i publicznym, między rynkami krajowymi i międzynarodowymi. Ich zadaniem jest nie tylko dostarczanie kapitału, ale też stymulowanie innowacyjności i wzmacnianie odporności gospodarek.

Pytanie brzmi: jak robić to skutecznie, zachowując to, co w kapitalizmie najcenniejsze – rynkową weryfikację najlepszych pomysłów?

Francuski jednorożec, niemiecki deep tech – inspiracje z zagranicy

Historia europejskich banków rozwoju to źródło informacji i doświadczeń, z których warto czerpać inspirację i cenne lekcje. We Francji Bpifrance (Grupa CDC) stał się filarem wzrostu technologicznego, odgrywając kluczową rolę w mobilizacji miliardów euro kapitału od inwestorów instytucjonalnych, głównie z branży ubezpieczeniowej, poprzez Inicjatywę Tibiego. Efekt? W ciągu trzech lat trwania programu wyselekcjonowane fundusze otrzymały finansowanie i zainwestowały w kilkanaście „jednorożców” i kilkadziesiąt startupów z list Next40 i FT120.

W Niemczech KfW Capital czy Coparion wspierają innowacyjne firmy technologiczne poprzez inwestycje w wyspecjalizowane fundusze i fundusze funduszy oraz mobilizację kapitału prywatnego – tam priorytetem są technologie klimatyczne i cyfrowe, których ryzyko zniechęca wielu inwestorów prywatnych.

Z kolei hiszpański bank rozwoju ICO stawia na cyfryzację, sztuczną inteligencję i zrównoważony rozwój, traktując inwestycje kapitałowe jako narzędzie budowania konkurencyjności całego kraju.

Reklama
Reklama

Każdy z tych przykładów pokazuje, że rola banków rozwoju nie polega na zastępowaniu prywatnych inwestorów, ale na ich przyciąganiu. Bez udziału państwa nie byłoby ani francuskich jednorożców, ani niemieckich funduszy specjalizujących się w deep techu. Wspólnym mianownikiem jest jedno: banki rozwoju działają tam, gdzie prywatny kapitał jest zbyt ostrożny z obawy przed ryzykiem. Dzięki temu gospodarki narodowe mogą zyskać przewagę w strategicznych branżach.

Foto: materiały autora

Inwestycje, ale nie kosztem wolnego rynku

Nie można jednak pomijać wyzwań związanych z działalnością banków rozwoju. Krytycy zwracają uwagę na ryzyko „wypierania” inwestorów prywatnych. Gdy publiczne fundusze oferują kapitał na preferencyjnych warunkach, mogą tym samym ograniczać aktywność prywatnych graczy. Pojawia się także problem mniejszej dyscypliny rynkowej czy długich procesów decyzyjnych, które utrudniają szybkie reagowanie na potrzeby rynku.

Doświadczenie uczy, że efektywność państwowych funduszy venture capital bywa zróżnicowana. Fundusze tworzone i zarządzane wyłącznie przez państwo osiągają często słabsze wyniki niż prywatne VC. Natomiast modele mieszane – łączące kapitał publiczny i prywatny, a także fundusze funduszy (fund-of-funds) wypadają znacznie lepiej, poprawiając dynamikę rozwoju spółek i zwiększając ich szanse na sukces rynkowy.

Dlatego kluczowe staje się projektowanie rozwiązań, które wzmacniają, a nie zastępują prywatny rynek kapitałowy. Banki rozwoju powinny działać w roli katalizatorów, akceleratorów i stabilizatorów, a nie dominujących graczy.

Inwestycje pośrednie jeszcze lepsze niż bezpośrednie

Coraz częściej optymalnym rozwiązaniem okazują się inwestycje pośrednie. W tym modelu bank rozwoju nie konkuruje z funduszami VC o atrakcyjne transakcje, lecz angażuje kapitał w fundusze zarządzane przez prywatnych profesjonalistów. Kapitał publiczny działa w tym modelu jako kotwica, przyciągając prywatnych graczy, którzy w innym przypadku nie weszliby na rynek venture capital.

Reklama
Reklama

Decyzje inwestycyjne pozostają w rękach profesjonalnych zarządzających, których motywuje reputacja i własny udział w funduszu, więc ryzyko politycznej czy biurokratycznej ingerencji zostaje ograniczone. Z perspektywy państwowego inwestora, jakim jest bank rozwoju, liczy się również, że ryzyko nie jest skoncentrowane na pojedynczych projektach, tylko rozłożone na cały portfel.

Foto: materiały autora

Tu i teraz – czas to pieniądz

Inwestycje w technologie krytyczne, takie jak sztuczna inteligencja, cyfryzacja, technologie kwantowe, kosmiczne, zaawansowane półprzewodniki, biotechnologia czy też technologie podwójnego zastosowania stają się fundamentem konkurencyjności i bezpieczeństwa krajów. Wsparcie kapitałowe ze strony instytucji publicznych może przesądzić o tym, czy kraje będą odporne na zagrożenia zewnętrzne, a lokalne przedsiębiorstwa będą w stanie konkurować na rynku europejskim i globalnym.

W świecie innowacji technologicznych czas bywa jednak cenniejszy niż pieniądze. Prywatne rundy venture capital potrafią zamknąć się w ciągu kilku miesięcy, tymczasem procesy decyzyjne w instytucjach publicznych, szczególnie tych międzynarodowych, zwykle trwają dłużej. To pokazuje, że skuteczność banków rozwoju mierzy się nie tylko kwotą zaangażowanego kapitału, ale też zdolnością do działania w tempie rynku. Tu pole do poprawy mamy wciąż duże. Instytucje publiczne muszą łączyć wymogi transparentności z szybkością i elastycznością, aby być atrakcyjnym partnerem dla innowacyjnych firm i funduszy.

Banki rozwoju dysponują jednocześnie unikalnym mandatem – nie muszą koncentrować się na maksymalizacji krótkoterminowego zysku. Mogą inwestować w projekty, które mają strategiczne znaczenie dla gospodarki, budują długofalową wartość i przyczyniają się do rozwoju społecznego. To dzięki temu możliwe jest finansowanie projektów o wyższym ryzyku, które jednak w perspektywie długoterminowej mogą przynieść przełomowe zmiany.

Przyspieszyć wzrost bez hamowania konkurencji

Banki rozwoju stoją dziś w centrum debaty o tym, jak finansować innowacje, szczególnie w krajach takich jak Polska, które dopiero budują ekosystem funduszy inwestycyjnych. Ich rola jest niepodważalna – to one mogą sprawić, że kapitał prywatny wejdzie tam, gdzie dotąd go brakowało i że wzrostowe firmy dostaną szansę na skalowanie się do rozmiarów globalnych graczy. Należy jednak pamiętać, że misją banków rozwoju nie jest zastępowanie rynku, lecz jego wzmocnienie. Najskuteczniejsze modele to te, które angażują prywatnych partnerów, unikają nadmiernej koncentracji kapitału publicznego i budują zaufanie na rynku kapitałowym.

Reklama
Reklama

Rola banków rozwoju nie sprowadza się już do finansowania infrastruktury czy stabilizacji rynku w trudnych czasach. Dziś stają się one aktywnymi uczestnikami globalnego wyścigu technologicznego, wspierając przedsiębiorstwa w strategicznych branżach. W epoce, w której innowacje decydują o pozycji przedsiębiorstw i całych państw, rola banków rozwoju jest nie do przecenienia. To dzięki nim ambitne wizje – od sztucznej inteligencji po technologie kosmiczne – mają szansę przełożyć się na realne projekty, miejsca pracy i długofalową konkurencyjność gospodarek.

O autorze

Jarosław Dąbrowski

Członek zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego


Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: „Chiński” manewr z podatkiem cyfrowym w Polsce
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Rekordowo długi odpoczynek
Opinie Ekonomiczne
Anita Błaszczak: Czy uda się wykorzystać 25-miliardowy prezent od losu?
Opinie Ekonomiczne
Drogi pieniądz w epoce starzenia się gospodarek: nowa normalność czy epizod?
Opinie Ekonomiczne
Adam Roguski: Prognozy mieszkaniowe tylko dla odważnych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama