Wpierw był sierpień i decyzja Fitch. Agencja utrzymała rating Polski na poziomie A-, ale zostawiła jego negatywną perspektywę. Mamy wrzesień, a Moody’s po raz pierwszy w historii obniżył ocenę Polski, z A2 do A3, zmieniając perspektywę na stabilną. Można się oczywiście pocieszać, że gospodarka wciąż szybko rośnie, ale nie o tym jest ta opowieść.

Obie agencje wskazały ten sam problem: finanse publiczne są coraz mniej wiarygodne nie dlatego, że Polska przestała się rozwijać, lecz dlatego, że przy dobrym wzroście nie potrafi ograniczyć deficytu. Moody’s pisał o trwałym pogorszeniu kondycji fiskalnej, wysokich deficytach i rosnącym długu. Fitch zwracał uwagę na trajektorię długu i brak strategii konsolidacji. W wolnym tłumaczeniu: Polska ma dziś problem nie tylko z pieniędzmi. Ma problem z decyzjami.

Czytaj więcej

Agencja Moody's straciła cierpliwość. Pierwszy raz w historii obniżyła rating Polski

Moody’s i Fitch wskazują na konflikt rządu z prezydentem

W obu raportach agencji ratingowych znalazł się fragment dotyczący polityki. Fitch wskazał na konfrontacyjne relacje między rządem a prezydentem oraz rekordową liczbę wet Karola Nawrockiego, które ograniczają zdolność prowadzenia przez rząd polityki gospodarczej i reform. Moody’s również zauważył konflikt między rządem a prezydentem oraz zbliżające się wybory, które zmniejszą zapewne przestrzeń dla konsolidacji fiskalnej.

Naprawa finansów publicznych zawsze boli. Wymaga wyższych dochodów albo niższych wydatków. Każdy ruch można łatwo przedstawić jako zamach na obywatela, uderzenie w firmy, zdradę obietnic albo polityczną sztuczkę. Ale jako że żyjemy w czasach permanentnej kampanii wyborczej, zawsze znajdzie się powód, by nie ciąć. Zawsze będzie argument, by nie podnosić podatków. Bo zawsze będą wybory, przed którymi lepiej nie mówić prawdy.

Czytaj więcej

Polacy nie chcą, by państwo żyło na kredyt. Wyniki sondażu dla „Rz”

Dlaczego finanse publiczne trzeba wyjąć ze sporu politycznego

Tyle że rynki i agencje ratingowe, jeśli widzą silną gospodarkę, ale też trwałe deficyty, rosnący dług i konflikt blokujący decyzje, zaczynają wyceniać ryzyko. A wyższe ryzyko oznacza wyższy koszt długu. To mniej pieniędzy na inwestycje, zdrowie, edukację, obronność i bezpieczeństwo.

Dotarliśmy do momentu, w którym budżet nie może być już elementem codziennej politycznej połajanki. Można spierać się o podatki, wydatki i tempo konsolidacji finansów publicznych. Nie powinno być jednak sporu o to, czy państwo ma mieć wiarygodną ścieżkę naprawy finansów. Bo jeśli polska polityka sama nie wyjmie budżetu z bieżącego konfliktu, zrobią to za nią rynki. Tylko znacznie drożej.