Demografia. Gospodarka Pokoleń” to projekt „Rzeczpospolitej”, w którym przyglądamy się, jak demografia zmienia polską gospodarkę. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym i starzenie się społeczeństwa będą miały wpływ na rynek pracy, kondycję firm, finanse publiczne, system emerytalny i ochronę zdrowia. „Rzeczpospolita” pyta ekspertów, przedsiębiorców i polityków, co zrobić, by Polska mogła nadal się rozwijać i skutecznie konkurować.

Reklama
Reklama

Jak dziś wygląda sytuacja finansowa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych?

Będę przeraźliwie nudny i konsekwentny, bo już od wielu lat mówimy, że ta sytuacja jest dobra - i nie inaczej jest w tym roku. Mamy po raz kolejny bardzo dobry rok. Dobry nie tylko dla FUS, ale i dla całej Polski. Więc informacja o kondycji FUS pewnie ucieszy trochę ministra finansów. Wskaźnik pokrycia wydatków wpływami ze składek i ich pochodnych utrzymuje się powyżej 80%.

Czytaj więcej

Demografia przestała być problemem przyszłości. Uderza w firmy już dzisiaj

Z czego wynika ta dobra kondycja funduszu? Z liczby pracujących, którzy płacą składki, czy też np. z zatrudnienia obywateli Ukrainy i innych cudzoziemców pracujących w Polsce?

Jeśli chodzi o wpływy - a to główny element decydujący o kondycji FUS - oczywiście liczy się liczba ubezpieczonych, czyli nie tylko osób zatrudnionych na umowę o pracę, ale też zleceniobiorców i prowadzących działalność gospodarczą. Mamy ich całkiem sporo – 16,3 mln osób, a liczba cudzoziemców płacących składki z roku na rok rośnie (obecnie jest ich 1,4 mln). Wynagrodzenia, czyli podstawa naliczania składek, są na bardzo dobrym poziomie, a druga połowa roku jest zdecydowanie lepsza pod względem zatrudnienia i płac. To naprawdę widać w naszych danych.

Czy podobnie rysują się prognozy na przyszły rok?

Tak, jesteśmy spokojni. Jesteśmy na etapie składania budżetu, który uzgodniliśmy już w trybie roboczym z Ministerstwem Finansów i trafił on na Radę Dialogu Społecznego. Jesteśmy naprawdę pewni, że mamy zapewnioną płynność i pieniędzy na emerytury czy zasiłki wystarczy. Pomimo rosnących wydatków na emerytury, m.in. z tytułu corocznej waloryzacji świadczeń oraz zwiększenia renty wdowiej z 15% na 25% drugiego świadczenia, wydolność FUS utrzyma się w okolicach 80%.

Jak w takim razie te dobre wyniki mają się do długoterminowych prognoz demograficznych dla Polski? Jak one mogą się przełożyć kondycję FUS za 10 czy 20 lat?

Prognozy demograficzne są niezmiernie ważne - demografia silnie wpływa na pozycję i siłę gospodarczą kraju, a tu niestety nie jest najlepiej. Rodzi się mniej dzieci niż 10-20 lat temu i, jak mawiał klasyk, jest nas Polaków coraz mniej. ZUS jest ustawowo zobowiązany, by na podstawie tych prognoz przygotowywać projekcje funduszu emerytalnego. Ostatnią opublikowaliśmy w grudniu ubiegłego roku i pokazuje ona dobrą wydolność funduszu w długim okresie. Ale zbliżamy się teraz do najtrudniejszego momentu w najbliższych kilkudziesięciu latach - najbliższe 3-4 lata to będzie "dołek", bo mamy jeszcze dużo osób z powojennego wyżu demograficznego pobierających świadczenia ze starego, bardzo hojnego systemu sprzed 1999 roku. A dziś każdy z nas odkłada środki na własne konto i subkonto w ZUS i wysokość naszej przyszłej emerytury zależy od zgromadzonego kapitału oraz decyzji, kiedy zaczniemy z niego korzystać. W najbardziej optymistycznym scenariuszu fundusz emerytalny - dziś deficytowy - przestaje być deficytowy. Jednak nawet nasz scenariusz bazowy pokazuje, po przejściowym „dołku” dużo lepszą kondycję FUS i funduszu emerytalnego niż obecna.

Czytaj więcej

Aleksandra Gajewska: Będzie nowa kampania demograficzna rządu, która poprawi PR rodzicielstwa

Mimo fatalnych prognoz demograficznych?

Tak, choć każdy medal ma dwie strony. To od naszych decyzji - jak wysokie składki płacimy i kiedy przechodzimy na emeryturę - zależy wysokość przyszłego świadczenia. Emerytury będą adekwatne do tego, ile składek wpłaciliśmy. Więc każdy z nas może sobie zadać pytanie, jakie pokusy rządzą nim co miesiąc przy płaceniu składek do ZUS.

Ten problem dotyczy choćby jednoosobowych działalności gospodarczych, które zwykle płacą składkę na minimalnym poziomie. Czy świadomość Polaków co do konieczności indywidualnego oszczędzania na emeryturę jest dziś wystarczająca?

Jeszcze trochę nam brakuje, ale świadomość rośnie - to widać. Coraz więcej osób odracza moment przejścia na emeryturę albo kontynuuje zatrudnienie mimo osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego. Rośnie też uczestnictwo w zinstytucjonalizowanych formach oszczędzania, jak PPK, IKE czy IKZE. Możliwości jest sporo, ale wiedza wciąż jest niewystarczająca. Kiedy spotykam się ze studentami, proszę ich, żeby wyobrazili sobie, jak wysoką emeryturę chcieliby otrzymywać. Padają różne kwoty - a warto uświadomić sobie, że na emeryturze będziemy żyć przez 200, czasem więcej miesięcy. Wystarczy pomnożyć tę liczbę przez oczekiwaną kwotę, żeby zobaczyć, z jakim majątkiem powinniśmy wchodzić w wiek emerytalny. To naprawdę potężne kwoty.

Niskie składki, które chciałaby płacić większość Polaków, oznaczają jednak, że w przyszłości spora grupa osób będzie pobierać emeryturę minimalną, bo nie zbierze odpowiedniego kapitału…

Nasze badania to potwierdzają. Warto wyjaśnić, czym jest emerytura minimalna - to zabezpieczenie w systemie powszechnym, obecnie na poziomie 1978 zł brutto, czyli niecałe 2 tysiące złotych - w tym przypadku brutto praktycznie równa się netto, poza niewielką składką zdrowotną. System działa tak: wpłacone składki są co roku waloryzowane - w ostatnich latach nawet o kilkanaście procent, bo była to pośrednio pochodna wysokiej inflacji, choć podobnie działo się z lokatami czy obligacjami.

Zgromadzony i zwaloryzowany kapitał dzieli się przez dalszą długość trwania życia według tablic GUS - i tak wylicza się świadczenie. Jeśli przy odpowiednim stażu składkowym (20 lat dla kobiet, 25 dla mężczyzn) wychodzi kwota niższa niż emerytura minimalna, państwo dopłaca różnicę. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą, które opłacają najniższe składki i korzystają z ulg - jak "pasa startowego" czy preferencyjnych składek - udział tych dopłat będzie rósł.

Wspomniał pan o IKE i IKZE, a wcześniej podkreślał pan, że te produkty oferują raczej jednorazową wypłatę, a nie rozłożenie wypłaty środków na wiele lat.

Z perspektywy każdego z nas, kto prędzej czy później będzie emerytem - a statystyki są w tej sprawie nieubłagane - problemem jest to, że mając dostęp do własnych zasobów, nie wszyscy podejmą racjonalne decyzje. Pytanie czy to będzie wypłata jednorazowa, czy okresowa przez np. 10 lat, i tak spożytkujemy te oszczędności, gdy będziemy jeszcze w dobrym zdrowiu i zdolni dorobić. Prawdziwym wyzwaniem jest to, co dzieje się z nami po 70-80. roku życia, gdy zdrowie już nie pozwala intensywnie dorabiać, a to właśnie wtedy przydałyby się nam dodatkowe środki.

To realna luka w naszym systemie. Mamy sporo produktów sprzyjających długoterminowemu oszczędzaniu, z ulgami podatkowymi czy dopłatami pracodawców, ale nie mamy gotowego mechanizmu, który pozwoliłby efektywnie zamienić prywatne oszczędności w dożywotni strumień wypłat. To byłby drogi produkt, ale najwyższy czas, by rozpocząć dyskusję o takim produkcie. Bo w praktyce dziś ZUS jest właściwie jedynym podmiotem, który wypłaca świadczenia dożywotnio. A czy będziemy żyć dłużej niż statystyczne 200 miesięcy? W większości tak - pokazuje to choćby liczba stulatków w Polsce, już ponad 4 tysiące osób. Jeśli decydujemy się na emeryturę w wieku 60-65 lat i dbamy o zdrowie, może się okazać, że potrzebujemy wypłat na 300 miesięcy, a nawet dłużej.

W Polsce działa Fundusz Rezerwy Demograficznej – czy to realny bufor na czas, gdy demografia zacznie mocniej obciążać finanse Polski?

Ten fundusz istnieje już ponad 20 lat. Na początku był to swego rodzaju eksperyment, dziś to całkiem potężny wehikuł i dobry bufor dla funduszu emerytalnego. Zgodnie z ustawą może być wykorzystywany na cele związane z niedoborami demograficznymi, ale od wielu lat więcej do niego wpływa, niż ktokolwiek ma pokusę z niego wypłacać. Przyszły rok zapowiada się pod tym względem bardzo interesująco.

Jak zachęcić osoby zbliżające się do wieku emerytalnego, by rozważyły dłuższą pracę? Czy faktycznie warto odłożyć decyzję o przejściu na emeryturę?

To zawsze decyzja indywidualna. Inaczej wygląda sytuacja osoby pracującej przy komputerze, dbającej o zdrowie, dla której praca nie jest tak eksploatująca, a inaczej - kogoś pracującego w ciężkich warunkach fizycznych. Trudno komuś naprawdę wyeksploatowanemu mówić: popracuj jeszcze rok, będziesz miał kilkanaście procent wyższe świadczenie - argument ekonomiczny wtedy nie zadziała. Zawsze trzeba zrobić swoisty rachunek zysków i strat, bo praca to nie tylko pieniądze.

Jeśli praca daje satysfakcję, godziwy dochód i jednocześnie zwiększa przyszłą emeryturę, decyzja jest prosta. Ale jest jeszcze jeden ważny aspekt - psychologiczny i socjologiczny. To, z czym zaczynamy się mierzyć w skali całego kraju, nazywam epidemią samotności. Warto zadać sobie pytanie, czy w pracy czujemy się dobrze, czy mamy tam kogoś, z kim można porozmawiać przy kawie - bo po powrocie do czterech ścian nierzadko czujemy się samotni. Praca ma więc nie tylko wymiar ekonomiczny, ale i społeczny. To wszystko decyduje o takim wyborze. Ale ekonomicznie – zdecydowanie warto.