Demografia. Gospodarka Pokoleń” to projekt „Rzeczpospolitej”, w którym przyglądamy się, jak demografia zmienia polską gospodarkę. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym i starzenie się społeczeństwa będą miały wpływ na rynek pracy, kondycję firm, finanse publiczne, system emerytalny i ochronę zdrowia. „Rzeczpospolita” pyta ekspertów, przedsiębiorców i polityków, co zrobić, by Polska mogła nadal się rozwijać i skutecznie konkurować.

Reklama
Reklama

„Rzeczpospolita” rozpoczęła akcję pokazującą, jakie konsekwencje dla Polski będą miały zmiany demograficzne, bo to jedno z największych wyzwań dla polskiej gospodarki i społeczeństwa. Co wynika z projekcji przygotowywanych przez Główny Urząd Statystyczny?

Nie chcę zabrzmieć banalnie, ale wszyscy wiemy, że jest źle. Z demografią jest źle, przecież spadła nam bardzo mocno dzietność. Szorujemy po dnie. Jeśli chodzi o kraje OECD, jesteśmy pod tym względem na drugim miejscu od końca, po Korei Południowej. Koreańczycy mają współczynnik dzietności na poziomie 0,75; my – 1,068. Wydaje mi się, że ten wskaźnik praktycznie zamyka dyskusję. Nie chcę oczywiście zamykać wywiadu z panem redaktorem, ale zamyka dyskusję o tym, dokąd zmierzamy. Jeśli od lat rodzi się mniej ludzi, a współczynnik dzietności nie zapewnia zastępowalności pokoleń – musiałby przecież wynosić co najmniej 2,1, żeby o zastępowalności można było mówić – konsekwencje muszą być poważne.

Czytaj więcej

Demografia przestała być problemem przyszłości. Uderza w firmy już dzisiaj

Ten wskaźnik już bardzo dawno temu zaczął kształtować się na niekorzystnym poziomie. Stąd zapaść związana z niedoborem ludzi jest już widoczna gołym okiem. Powtarzam, że wszyscy zaczynają interesować się tym tematem dopiero wtedy, kiedy problem staje się namacalny: gdy pracodawcy narzekają, że brakuje im rąk do pracy, a uczelnie – że brakuje studentów. A my jako statystycy oraz Rządowa Rada Ludnościowa mówimy o tym od lat, od dekad nawet. Tylko że nikt nas, niestety, nie słucha.

Chcę też powiedzieć trochę z wyprzedzeniem: naprawdę warto śledzić różnego rodzaju opracowania i prognozy. Można z nich wyczytać właściwie wszystko. Kiedyś przyszedł do mnie jeden z parlamentarzystów i pytał o te kwestie. Powiedziałem: niech pan zajrzy do naszych prognoz, popatrzy na piramidę wieku. Będzie pan miał odpowiedź, co się stanie w edukacji, co wydarzy się w przedsiębiorczości, jeśli chodzi o profile produkcji, i co stanie się na rynku pracy. Tam jest wszystko napisane. Nie trzeba być wybitnym ekonomistą ani specjalistą od każdej z tych dziedzin. Wystarczy popatrzeć na piramidę wieku i prognozy, żeby odpowiedzieć sobie na wiele interesujących pytań.

Te prognozy mówią na przykład, że w 2060 r. może być nas niewiele ponad 28 mln. To znaczący ubytek wobec dzisiejszego stanu.

Patrzymy na to z przerażeniem, bo przecież bogactwo kraju to ludzie. Oczywiście patrzymy na ten problem również przez pryzmat rynku pracy, ale to przecież nie tylko kwestia rynku pracy. Jeśli w 2060 r. mediana wieku będzie wynosiła ponad 50 lat, to jest to bardzo poważne wyzwanie. Mam nadzieję, że etap zmian ilościowych przejdzie w działania jakościowe. Nie możemy tylko o tym mówić, przygotowywać prezentacji i organizować debat. Musimy to wszystko operacjonalizować. Najpierw trzeba uspójnić system polityki dotyczącej przeciwdziałania zapaści demograficznej – zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Tu potrzebna jest szeroka koalicja, potrzebna jest krótko- i długookresowa strategia, a przede wszystkim jej stałe monitorowanie. Musimy co roku sprawdzać, czy nasze działania rzeczywiście przynoszą efekty. Jeśli nie, trzeba je korygować. Nie ma innej rady. Jeżeli ludność w wieku produkcyjnym będzie gwałtownie spadać, konsekwencje będą bardzo poważne. Jeszcze 15 lat temu mieliśmy ponad 24 mln osób w wieku produkcyjnym. Teraz mamy o ok. 3 mln mniej. W ciągu niespełna 15 lat spodziewamy się kolejnego ubytku – o prawie 2 mln. Kiedy patrzymy na nasze prognozy, to oczywiście mam nadzieję, że się nie sprawdzą. W tym przypadku chciałbym, żeby się nie sprawdziły.

Ale prognozy mogą i powinny ostrzegać.

I ostrzegają. Do 2050 r. ludności w wieku produkcyjnym ma być w sumie o 5 mln mniej. Popatrzmy: w ostatnich 15 latach ubyło prawie 3 mln, a w długookresowej perspektywie mówimy o kolejnych 5 mln. To jest gigantyczne wyzwanie. Nie ma cudów i nie ma jednej genialnej recepty na ten problem. Dlatego ostatnio, w trakcie panelu organizowanego przez „Rzeczpospolitą” na Forum Ekonomicznym w Karpaczu, mówiłem o jego wielowymiarowości. Potrzebne są mieszkania, potrzebne są zachęty, ale przede wszystkim potrzebne są działania miękkie. I cały czas trzeba sprawdzać, czy przynoszą efekty, a następnie je korygować. I jeszcze istotne jest, by – wiedząc, jakie są wyzwania – jak najlepiej, zarówno w gospodarce, jak i w życiu społecznym – przygotowywać się do zmian. Zgłosiłem gotowość do tego, żeby statystyka w tym uczestniczyła. Polecam państwu książkę „Gdy świat stał się liczbą” – to taki ostatni bestseller. Dzisiaj na wszystko patrzymy, dokonując kwantyfikacji, lubimy mieć wszystko uporządkowane...

Czytaj więcej

Aleksandra Gajewska: Będzie nowa kampania demograficzna rządu, która poprawi PR rodzicielstwa

Liczby rządzą w naszym świecie…

Tak. W Karpaczu rozmawialiśmy także w tym kontekście o zdrowiu, o chorobach serca, a podczas panelu dotyczącego demografii praktycznie wszyscy posługiwali się liczbami. Dzisiaj nie ma medycyny bez diagnostyki, bez liczb, bez dużych baz danych. Musimy się przyzwyczaić do tego, że również politykę demograficzną trzeba porządnie monitorować.

Ale czy w tym kontekście nie jest już za późno na takie działania? Czy nie pędzimy po prostu na zderzenie ze ścianą?

Nigdy nie jest za późno. Jak pan redaktor dobrze wie, nawet pod koniec, jeśli się zreflektujemy, możemy wpłynąć na trendy, a w dłuższej perspektywie nawet je odwrócić. To jest możliwe. Mówiłem o tym wielokrotnie, także w kontekście zachowań prokreacyjnych, które są głęboko zakorzenione w naszych rodzinach i w naszej kulturze. Nie można bezrefleksyjnie zakładać, że dzieci ma być mało tylko dlatego, że zmienił się styl życia, pojawił się internet czy nadchodzi nowa cywilizacja. Oczywiście są to zauważalne zjawiska i dotyczą także nas. Pojawia się świat cyfrowy, zmienia się styl życia, itd. i – w pewnej mierze paradoksalnie – coraz trudniej nawiązywać różnego rodzaju relacje. Ale w naszej kulturze mamy potrzebę posiadania dzieci. Trzeba ją wzmacniać. I druga ważna kwestia – niezależnie od tego, jak wyglądają trendy, nie można ich tylko biernie obserwować. Trzeba na nie reagować, trzeba starać się kompleksowo im przeciwdziałać, ale też – o czym już wspomniałem – przygotowywać się do zmian, które z nich wynikają. Brać pod uwagę różne scenariusze i na różne być gotowym.

Takie programy jak 500+ czy 800+ nie przełożyły się na efekty, których wielu się spodziewało.

To potwierdza, że nie da się tego zrobić jednym działaniem czy jedną akcją. To musi być kompleksowe podejście. Same mieszkania też nie rozwiążą problemu, ale mogą być jednym z elementów planu. Jednym ze sposobów reagowania na sytuację na rynku pracy jest np. zwiększanie aktywności zawodowej. Po pierwsze, potrzebujemy większej liczby aktywnych zawodowo osób w wieku produkcyjnym. Po drugie, chodzi też o to, żeby ludzie chcieli pracować także po osiągnięciu wieku emerytalnego. Ważne są również zdrowie i profilaktyka, a także budowanie wśród młodych ludzi nawyku dbania o zdrowie i aktywność. Odpowiednie zdrowie jest przecież też kluczowym warunkiem aktywności zawodowej i jej wydłużania.

W Karpaczu związek pracodawców proponował, żeby przyznawać jeden dodatkowy dzień urlopu osobie, która udowodni, że rzeczywiście korzysta z profilaktyki i prowadzi aktywny tryb życia. Byłby to konkretny, motywujący bodziec. Pomysłów więc nie brakuje. Potrzeba trochę mądrych ludzi i trochę kreatywności.

Walka o długowieczność jest dziś modna.

I bardzo dobrze. Walczmy o długowieczność – i jeszcze niech jak najdłużej towarzyszy jej dobre zdrowie. Jednocześnie walczmy o lepszy wskaźnik zastępowalności pokoleń.

Jakie zatem w krótkim terminie mogłyby zostać podjęte działania, żeby rozpocząć proces poprawy sytuacji demograficznej?

Podam jeden przykład, jeśli chodzi o niewykorzystany potencjał. Wspólnie z Ministerstwem Spraw Zagranicznych prowadzimy obecnie pogłębione badania. Zaczynamy od Norwegii, a później będziemy je prowadzić w krajach, w których mieszka największa polska diaspora. Robimy to po to, żeby zachęcić młodych ludzi, ale również osoby już dojrzałe, do powrotu do Polski. Skoro ta generacja miała stosunkowo wysoką dzietność, to – mam nadzieję – jej dzieci również będą się tak zachowywać po powrocie do Polski. A więc mamy potencjał w postaci naszych ludzi za granicą. W pierwszej kolejności trzeba zachęcić ich do powrotu i połączyć to z działaniami, o których już mówiłem. Także z modą na dzieci. To musi być element całej strategii. I tutaj nie do przecenienia jest także rola „Rzeczpospolitej”, żeby taką modę spróbować wykreować.