Prezydent rozpoczyna konsultacje w sprawie ustawy wdrażającej ten program, który ma być realizowany za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego. Ma jeszcze dwa tygodnie na podjęcie decyzji.
Ekonomiczny rdzeń politycznego sporu o SAFE sprowadza się do trzech pytań: ile kosztuje brak bezpieczeństwa, gdzie trafiają pieniądze z wydatków obronnych i jak można finansować je najtaniej.
Pierwsza kwestia dotyczy kosztu bezpieczeństwa. Scenariusz wojny ma swoją cenę – i jest ona ogromna. Badania pokazują, że państwa dotknięte konfliktami potrzebują często dekad, by wrócić do wcześniejszego trendu wzrostu gospodarczego. Analizy Międzynarodowego Funduszu Walutowego autorstwa Valerie Cerry i Swety Chaman Saxeny wskazują, że powrót do przedkryzysowej ścieżki wzrostu może zająć około 25 lat. Oznacza to utratę dochodu narodowego przez całe pokolenie. Jeśli uznamy, że ryzyko wojny jest większe niż ryzyko fiskalne – choć nikt nie potrafi tego dokładnie policzyć – zadłużenie na wzmocnienie zdolności odstraszania może być racjonalną ceną uniknięcia katastrofy.
Czytaj więcej
W sprawie imitacji w postaci „polskiego SAFE 0 proc.” nadal jest więcej pytań niż odpowiedzi. Co wzmacnia przekonanie, że ta wrzutka Adama Glapińsk...
Drugi problem dotyczy udziału polskiego przemysłu w zakupach dla polskiej armii. Wydatki zbrojeniowe mają relatywnie niski mnożnik fiskalny (w uproszeniu przełożenie wydatków na wzrost PKB – red.) – w literaturze szacowany najczęściej na 0,6–0,9, znacznie mniej niż w przypadku inwestycji infrastrukturalnych, gdzie wynosi on 1,3–1,8; zob. także raport Liberté! przygotowany wspólnie z Wojciechem Decewiczem. Oznacza to, że każdy złoty wydany na obronność zwiększa PKB o mniej niż jednego złotego.