Jednym z popularnych mitów, do którego chętnie odwołują się ideowi przeciwnicy kapitalizmu, jest to że rzekomo wojna przynosi krajom gospodarcze korzyści. Owszem, zawsze są tacy, którzy na wojnie zarabiają. Ale większość krajów, firm i ludzi na wojnie traci. A im dłużej wojna trwa, tym straty są większe, nawet dla jej ostatecznych zwycięzców.
Kto więc gospodarczo zyskuje na obecnej wojnie na Bliskim Wschodzie?
Raczej nie Stany Zjednoczone, i to niezależnie od tego, jak bardzo będzie o tym zapewniał prezydent Donald Trump. Dla Amerykanów wojna z Iranem wiąże się przede wszystkim z ogromnymi bezpośrednimi kosztami, ale także z konsekwencjami długookresowymi. Pół biedy, gdyby udało się ją zakończyć szybkim sukcesem militarnym, albo porozumieniem z pokonanym przeciwnikiem. Byłoby to wyobrażalne w przypadku obalenia reżimu ajatollahów – ale nic nie wskazuje na to, że rozpoczynając atak Amerykanie zastanowili się nad tym, w jaki sposób do tego doprowadzić (a doświadczenia mają, bo już raz skutecznie obalili irański rząd w roku 1953). Gorzej, jeśli w ten czy inny sposób na lata ugrzęzną na Bliskim Wschodzie, zmuszeni do wzmocnionej ochrony Izraela i arabskich sojuszników.
No właśnie, Izrael. Dla Izraela zniszczenie irańskich zdolności bojowych to pewnie rzeczywiście sprawa życia i śmierci, ale z finansowego punktu widzenia to oczywiście niesłychany wysiłek. Ewentualny sukces militarny (który pewnie będzie osiągnięty) ani o krok nie przybliży Tel Awiwu do akceptowalnego, trwałego pokoju z sąsiadami, który jest warunkiem dalszego rozwoju gospodarczego otoczonego przez wrogów kraju.
Chiny zapewne patrzą na wojnę z mieszanymi uczuciami: z jednej strony, być może tracą irańskiego sojusznika, z drugiej mogą liczyć na radykalny wzrost swoich notowań w niemal wszystkich krajach globalnego Południa, dla których amerykańsko-izraelski atak na Iran to niemal czysty symbol zachodniego imperializmu. Ale dla chińskiej gospodarki sytuacja jest niezwykle groźna, bo Zatoka Perska jest jej głównym źródłem zaopatrzenia w ropę i gaz (tak jak dla całego Dalekiego Wschodu; Japonia i Korea są jeszcze bardziej uzależnione od tego importu niż Chiny). Dłuższe przerwy w dostawach mogą doprowadzić do pierwszej od wielu dekad recesji w całej Azji – a w ślad za tym do globalnej recesji.