Reklama

Bartłomiej Babuśka, prezes ARP: Negocjujemy z JSW odkup niektórych jej aktywów

Być może trzeba stworzyć nowy podmiot z udziałem JSW, który będzie koordynatorem narodowego programu polskiego hutnictwa – mówi "Rzeczpospolitej" Bartłomiej Babuśka, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.
Bartłomiej Babuśka, prezes ARP

Bartłomiej Babuśka, prezes ARP

Foto: materiały prasowe

Czy zgadza się pan z określeniem ARP jako skarbonki bez dna?

Przez ostatnie lata ARP zajmowała się tylko w niewielkim stopniu aktywnym zarządzaniem. Często tylko administrowała spółkami, a więc powielała realizację zadań będących w kompetencjach Ministerstwa Aktywów Państwowych. To był najważniejszy grzech ARP, ale teraz jest już inaczej. Zerwaliśmy z tym nieefektywnym podejściem.

A jeśli już zarządzano, to jak?

W tym problem, że nie zarządzano, a administrowano. ARP bazowała na prostym transferze pieniędzy bez specjalnego planu czy rozliczenia. Celem był głównie spokój społeczny, a nie generowanie trwałej wartości spółek. Pompowano pieniądze do worka bez dna, a po miesiącach takich działań wracaliśmy do punktu wyjścia. Mój poprzednik, a obecnie minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zmienił to podejście z biernego rozdawania publicznych pieniędzy na aktywne inwestowanie w rozwój. Nasi poprzednicy byli innowacyjni, ale tylko przez innowacyjne formy transferu pieniędzy do spółek im podległych.

Dyplomatyczne określenie marnotrawstwa pieniędzy?

To może zbyt mocne stwierdzenie, ale nie budowali wartości, nie myśleli o przyszłości. Za pieniądze utrzymywano miejsca pracy i właśnie ten element społeczny był głównym celem. Natomiast uważam, że trzeba szukać rozwiązań, które rozwiążą trwale problem spółek, które popadły w tarapaty. Rozwiązaniem może być określenie sposobu rozwoju tych spółek, włączenie ich w konkretne łańcuchy dostaw, znalezienie nowego pomysłu na biznes. Przykładem jest Grupa Przemysłowa Baltic. Mamy naszą kolebkę Solidarności, Stocznię Gdańską, której raz na jakiś czas udzielano wsparcia finansowego i spółka sobie trwała za publiczne pieniądze bez żadnej wizji rozwoju. W najbliższej przyszłości po raz pierwszy w historii Polski po 1989 r., Stocznia Gdańska zacznie przynosić zyski.

I Stocznia Gdańska wstanie z kolan, finansowych?

W 2026 albo w 2027 r. kolebka Solidarności przyniesie zysk. Po raz pierwszy będzie to dochodowe przedsiębiorstwo, które nie potrzebuje ciągłej opieki – będzie samodzielnym podmiotem na mapie krajowego łańcucha dostaw dla polskiej energetyki i gospodarki morskiej. Na przełomie roku spółka ma realną szansę osiągnąć zysk, natomiast w 2027 r. jestem przekonany, że Baltic Towers, działająca w ramach GPB i z powodzeniem produkująca wieże dla sektora energetyki wiatrowej, będzie już stabilnie generować dodatni wynik finansowy.

Czytaj więcej

Bartłomiej Babuśka został nowym prezesem ARP. Zastapił Wojciecha Balczuna
Reklama
Reklama

Co będzie takim papierkiem lakmusowym waszej nowej „aktywnej” wizji działalności?

Poza wspominaną Grupą Przemysłową Baltic jest to Rafako, a więc obecne RFK. To nie było łatwe zadanie, ale udało nam się de facto wskrzesić zakład, który już praktycznie nie istniał.

A teraz istnieje?

Oczywiście. Na bazie majątku po Rafako stworzyliśmy nową spółkę RFK, w której stworzyliśmy portfel zamówień dla produkcji zbrojeniowej. Produkowane są już tam ramy do Jelcza, czyli wpletliśmy dawne Rafako w łańcuch dostaw dla polskiej zbrojeniówki. Obecnie wartość zamówień RFK dla PGZ wynosi 6,5 mln zł a zarząd pozyskuje też z rynku dodatkowe zamówienia. 70 pracowników jest już na etatach i to zatrudnienie rośnie z miesiąca na miesiąc. Są to mieszkańcy Raciborza, a o to chodziło, żeby stworzyć zakład, który w najbliższych kilku latach będzie zatrudniał kilkaset osób. W regionie to nie tylko Rafako…

Jest jeszcze Rafamet.

Tak, równolegle odbywa się sanacja Rafametu, gdzie w ramach działań restrukturyzacyjnych i postępowania układowego zarząd jest bliski podpisania umowy o wartości 46 mln zł. Tych przykładów jest zresztą więcej...

Ale głównie w energetyce.

Nie koncentrujemy się wyłącznie na tym. Ważna jest dla nas branża transportowa. H. Cegielski FPS podpisał największy w historii Polski kontrakt na budowę taboru kolejowego dla PKP Intercity. To kontrakt na 5 mld zł.

To są przykłady spółek, które nie dałyby sobie dalej rady bez waszej pomocy. Docelowo one cały czas będą pod waszą opieką?

Jeżeli spółki są zaangażowane w łańcuchy dostaw dla obronności, to moim zdaniem powinny pozostać pod nadzorem Skarbu Państwa. Wszystko, co jest związane ze strategicznym bezpieczeństwem Polski powinno zostać pod kuratelą państwa. Natomiast to rząd będzie tu podejmował ostateczne decyzje.

Czy rozwój spółek podwójnego zastosowania jak GPB, dawne Rafako to nisza dla ARP?

Bez wątpienia tak. Produkcja dla Jelcza to najlepszy tego przykład. Tak samo chcemy się zaangażować w produkcję dronów, które w tej chwili obsługują pole walki na Ukrainie. Mamy zamiar taką produkcję ulokować w naszym kolejnym zakładzie.

Reklama
Reklama

O jakiej spółce mowa?

Inofama. To jest fabryka, która ma bardzo duży potencjał rozwoju. Spółka dysponuje nowym parkiem maszynowym, ale brakowało tam zdecydowanie spójnej koncepcji i uzasadnienia dla niektórych decyzji. Drony są podstawowym narzędziem pola walki i widzimy to po doświadczeniach naszego sąsiada. Obserwujemy kompletną redefinicję funkcjonowania, aprowizacji pola walki. Szukaliśmy i znaleźliśmy partnerów, którzy produkują na terenie Ukrainy wspomniane drony i chcemy ukraińską technologię przenieść do Polski. To jest nasz sposób myślenia, aby sprawdzone na froncie technologie przyciągnąć do Polski, jednocześnie ratując nasze przedsiębiorstwa z grupy ARP.

Czytaj więcej

Wojciech Balczun, MAP: Prezesi spółek Skarbu Państwa powinni być liderami, a nie królami

Czyli technologie wykorzystane na realnym polu walki będą produkowane w Polsce?

Koncentrujemy się na tym, aby tych technologii sprowadzić do Polski jak najwięcej.

Ukraina podzieli się nimi z Polską?

Mamy na to plan i dobre karty w ręku. Ukraińcy potrzebują od nas wsparcia i to pole do uczciwego biznesu, na którym mogą skorzystać wszyscy. Ukraińska armia korzysta z naszych zasobów. Jest tu wiele opcji do współpracy i wymiany.

Czyli twarda gra interesów z Kijowem?

Przez ostatnie lata byliśmy zbyt mało wymagający wobec naszego partnera – mówię to jako wieloletni konsul Ukrainy. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że gdyby nie wsparcie Polski wojna w Ukrainie mogłaby się potoczyć inaczej. Nie nawołuję do cynicznego wykorzystania sytuacji, bo Ukraina bezwzględnie powstrzymuje rosyjską inwazję na całą Europę, ale nadszedł czas, abyśmy prowadzili wymagający i bardziej zdecydowany dialog.

Musimy mieć wpływ na inwestycje w odbudowę Ukrainy i tego powinniśmy się partnersko domagać. I tutaj ARP ma swoje zadanie. Od ponad roku narzuciliśmy nową filozofię współpracy z Ukrainą, niełatwą, twardą, ale odpowiedzialną. To my doprowadziliśmy do podpisania memorandum w Rzymie z Państwową Agencją Odbudowy i Rozwoju Infrastruktury Ukrainy, które było pierwszym krokiem na drodze do uczestniczenia Polski w tym projekcie odbudowy. Więcej zdarzy się podczas czerwcowej konferencji Ukraine Recovery Conference (URC) w Gdańsku, gdzie powinniśmy podpisać umowę międzyrządową, która ustali warunki dla polskich firm.

Reklama
Reklama

ARP ma być integratorem i akceleratorem zaangażowania polskich firm w odbudowę Ukrainy?

Już tak jest. My uczestniczymy w ciałach doradczych premiera i rządu. To my, jak już wspomniałem, doprowadziliśmy do podpisania memorandum rzymskiego. Stworzony przez nas departament, pierwszy taki w historii ARP, Departament Projektów Międzynarodowych, z mocnymi kompetencjami ukraińskimi, opracowuje założenia umowy, która ma być przedstawiona i podpisana na URC. Moją ambicją jest, aby ARP była integratorem, który czuwa nad dynamiką tego procesu. Dlatego uznaliśmy, że powinniśmy aktywnie angażować się w konkretne projekty infrastrukturalne, takie jak budowa autostrady do Lwowa, stanowiącej przedłużenie autostrady A4. To jest inwestycja już wstępnie zaakceptowana przez stronę ukraińską, która jest dla nas bardzo ważna.

Polskie firmy są w stanie wygrać z Niemcami przy odbudowie Ukrainy?

Jeżeli nasza umowa międzyrządowa umożliwi postępowanie przetargowe na terenie Polski w oparciu o polskie prawo, odnoszę wrażenie, że polskie firmy lub konsorcja będą faworytami i jestem przekonany, że wygramy.

Wracając do polskiego łańcucha dostaw. Polskie firmy będą brać udział w budowie morskich farm wiatrowych w ramach pierwszej fazy jedynie w 10-15 proc. Przy rozwoju drugiej fazy ten poziom zaangażowania wrośnie?

To się zmieni po wdrożeniu projektu local content, który pilotuje Ministerstwo Aktywów Państwowych. Z jednej strony mamy oczekiwania polskiego przemysłu, który po 35 latach transformacji jest nowoczesny i innowacyjny oraz dostarcza zaawansowane produkty i usługi. Jeszcze do niedawna zagraniczne firmy miały nad nami przewagę, teraz technologicznie ją zredukowaliśmy. Z drugiej strony musimy efektywnie stosować polskie prawo...

...czyli?

Podam przykład. Przetargi dla dostaw tzw. dużej elektrowni jądrowej są przygotowywane po angielsku, nie po polsku. Wartość tłumaczenia obejmuje czasem kilka–kilkanaście milionów złotych. My jako Polska powinniśmy w tych obszarach, w których możemy, wymagać, aby dokumentacja przetargowa była po polsku.

Jak duży będzie udział polskich firm w budowie drugiej fazy rozwoju branży? Mowa była o 50 proc.

Zrobimy wszystko, żeby tak było. Natomiast mamy dobrą średnią, bo w kontrakcie taborowym Cegielskiego z PKP Intercity, o którym wspomniałem, mamy ponad 90 proc. krajowych poddostawców.

Reklama
Reklama

Wagony umiemy robić, wiatraki jeszcze nie do końca.

Dlatego sądzę, że stopniowo będziemy zbliżać się do poziomu 50 proc. To nasza ambicja i cel, który konsekwentnie zamierzamy zrealizować.

Wróćmy do teraźniejszości polskiej energetyki, a tą nadal jest węgiel. ARP pomoże Jastrzębskiej Spółce Węglowej?

ARP włączyło się w proces ratowania spółki w grudniu 2025 r. i chciałbym, żeby nasz udział miał ostatecznie charakter trwałego rozwiązania problemu, a nie zasypywania kłopotu pieniędzmi. Decyzje poprzednich zarządów, wzrost kosztów działalności po wybuchu wojny w Ukrainie i dekoniunktura cenowa na węgiel koksujący i koks spowodowały, że mamy tragiczną sytuację finansową JSW. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie nie tylko, czy to ARP ma pomóc, ale jak – jako państwo polskie – chcemy rozwiązać ten problem. Przypomnę, że około 30 tys. osób jest zatrudnionych w całej GK JSW.

Czytaj więcej

ARP tworzy fundusz zielonych inwestycji. Ma przyspieszyć inwestycje w OZE

Jak będziecie zatem pomagać JSW?

Otrzymaliśmy pierwszą transzę pieniędzy na restrukturyzację i na pomoc JSW. Negocjujemy ze spółką odkup niektórych jej aktywów.

Zapowiedziane przez ministra Balczuna 2,9 mld zł pomocy dla JSW będzie dostarczone przez ARP?

Jesteśmy zaangażowani w pomoc JSW, ale nie będę mówić teraz o konkretnych kwotach.

Reklama
Reklama

To może zostać uznane za pomoc publiczną, a na taką musi zgodzić się KE.

Jeżeli nasze decyzje będą wymagać notyfikacji, to rząd o to wystąpi. Ale mamy w zanadrzu też inne scenariusze, które zastosowaliśmy w zeszłym roku. Chcę jednak podkreślić: zasypanie finansowej dziury w JSW tylko na chwilę, to powtarzanie błędów, o których rozmawialiśmy na początku naszej rozmowy. Należy określić, w jaki sposób wykorzystać węgiel koksujący, włączyć go w łańcuch dostaw dla szybko rozwijającego się polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Tylko na drodze takim planom stoi fakt, że JSW to spółka giełdowa...

Przy takim problemie na stole leży każde rozwiązanie, z sanacją i postępowaniem układowym włącznie.

Porozumienie zarządu ze związkami zawodowymi jest wiarygodną rękojmią, że do marnotrawstwa miliardów nie dojdzie?

Moim zdaniem związki zawodowe ugrały bardzo wiele, a jednocześnie pracownicy wykazali się odpowiedzialnością w referendum. ARP zrobi co może, aby w zakresie, którego od nas oczekuje rząd, pomóc JSW w sposób niepozorowany, skuteczny i perspektywiczny.

Z szansą na odzyskanie pieniędzy, odwrotnie niż w Rafako?

Na tym polega problem, żebyśmy nie pomagali spółkom poprzez rozdawnictwo. W tej chwili zainwestowaliśmy w RFK i ta firma buduje się od nowa. Być może trzeba stworzyć nowy podmiot z udziałem JSW, który będzie koordynatorem narodowego programu polskiego hutnictwa.

A czy ten pomysł konglomeratu hutniczo-zbrojeniowego uwzględnia także PGG?

Nie zajmujemy się Polską Grupą Górniczą. Oczywiście ARP jest firmą do zadań specjalnych i jeżeli polski rząd nas o to poprosi, to będziemy analizować możliwość swojego zaangażowania. Ale na razie jesteśmy zaangażowani przy JSW także w kontekście hutnictwa.

Reklama
Reklama

JSW potrzebuje pieniędzy na wczoraj. Kiedy będzie decyzja?

Pracujemy nad tym od świtu do nocy. Nie możemy sobie pozwolić na stratę ani jednej godziny.

Jak wynika z danych ARP, branża górnicza notuje rok do roku miliardowe straty. To się zmieni?

My tylko zbieramy dane o polskim górnictwie. Natomiast powiedzmy sobie szczerze, że w Polsce zostały wyeksploatowane wszystkie najłatwiejsze złoża, praca jest droga, a dostęp do trudnych złóż jest niezwykle kosztowny. Jeżeli zestawimy to z odkrywkową kopalnią w Indiach, gdzie ludzie zarabiają 100 dol. miesięcznie, to widać, że nie możemy być konkurencyjni. Górnictwo węgla kamiennego może uzasadniać tylko ewentualne strategiczne bezpieczeństwo energetyczne kraju. Biznesowo się to nie broni.

W konsekwencji problemów polskich kopalń trudna sytuacja obejmuje również branże okołogórnicze, które mogą łącznie zatrudniać od 100 do 200 tys. osób.

Tym tematem zajmowałem się w poprzednim miejscu pracy i w mojej ocenie remedium dla tych firm z otoczenia przemysłu wydobywczego z Polski może być zaangażowanie na terenie innych krajów, gdzie o dekarbonizacji mowy nie ma i nie będzie przez dziesięciolecia. Praca jest tania, a złoża łatwo dostępne. Rozmawiamy z indyjskimi prowincjami, aby wykorzystały nasz potencjał i wiedzę. Mamy kolejne lokalizacje, jak na przykład Bośnia i Hercegowina, gdzie eksport tylko z województwa śląskiego produktów i usług do tak małego kraju wyniósł 20 mln euro w ciągu ostatnich 2-3 lat.

Czego szukacie na Półwyspie Arabskim?

Do Arabii Saudyjskiej poleciało trzy tygodnie temu trzech przedstawicieli naszej grupy kapitałowej, m.in. GPB. Tydzień po objęciu funkcji prezesa ARP, spotkałem się z ministrem inwestycji Arabii Saudyjskiej, który wcześniej był 15 lat szefem Saudi Aramco. W wyniku tego spotkania pan minister wysłał na drugi dzień swoich przedstawicieli do naszych stref ekonomicznych, którym w zeszłym roku udzieliliśmy wsparcie rzędu miliarda złotych do strefy tarnobrzeskiej i miliarda do mieleckiej. Przedstawiciele ARP polecieli do Arabii Saudyjskiej z ministrem finansów Andrzejem Domańskim. To efekt pracy nowego departamentu międzynarodowego – ARP ma w nadzorze ponad 100 spółek, a nie było wcześniej departamentu, który by się zajmował ekspansją za granicę.

Czy ARP chce budować narodowych czempionów, czy bardziej wspierać prywatny biznes?

Polska jest dwudziestą gospodarczą potęgą świata i swoją pozycję zawdzięcza tysiącom małych i średnich prywatnych przedsiębiorstw. To jest sól ziemi tego kraju, jeżeli chodzi o gospodarkę. ARP ma – jako jedna z nielicznych struktur państwowych – kompetencje do współpracy publiczno-prywatnej. Będziemy konsekwentnie podążać w tym kierunku, nie obawiając się współpracy w ramach partnerstw publiczno-prywatnych. Mamy zamiar rozwijać te kompetencje. Po 35 latach alergii na relacje z prywatnym biznesem ministrowie latają po świecie z przedstawicielami prywatnego biznesu. Tak jak dzieje się to np. w Niemczech i Francji, nie mówiąc o Turcji. Chcemy także postawić na synergię wewnątrz ARP.

Przykład poproszę.

Kiedy przyszedł do ARP Wojciech Balczun, to większość firm nie kupowała energii w naszych spółkach, a przecież mamy spółki, które dostarczają energię elektryczną, jak Energia Euro Park z Mielca. Było to zaniedbane, a teraz konsolidujemy dostawy energii – to są proste rozwiązania, które przynoszą duże korzyści.

Prezes ARP

Bartłomiej Babuśka

Ekonomista, przedsiębiorca, menedżer, działacz społeczny i samorządowy. Od sierpnia 2025 r. prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. W latach 2024 – 2025 roku był członkiem rady nadzorczej ARP. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie, ukończył państwowy egzamin dla kandydatów rad nadzorczych. Pracę na stanowiskach menedżerskich rozpoczął w 2001 r. obejmując funkcję prezesa zarządu Tarnowskiej Fabryki Okien Oknotar, następnie w latach 2003 – 2005 kierował firmą hotelarską OHW w Tarnowie. W latach 2009 – 2010 pełnił funkcję prezesa zarządu Fabios z siedzibą w Białce współpracując z Ministerstwem Skarbu przy prywatyzacji spółki. 
W 2015 r. objął funkcję Konsula Honorowego Ukrainy w Tarnowie i równocześnie prezesa zarządu Polsko-Ukraińskiego Instytutu Pomocy i Rozwoju.

Finanse
Polski SAFE 0 proc. Prezydent i prezes NBP mają alternatywę dla unijnego SAFE
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Finanse
mObywatel rusza w Europę i to jeszcze w tym roku
Finanse
Znika biała lista. Audytorzy mogą odetchnąć z ulgą
Finanse
Pieniądze, w tym długi, nie mogą być już w Polsce tematem tabu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama