Reklama

Cezary Szymanek: Trump przegrywa cła w sądzie. Ale ten wyrok niczego nie cofa

Decyzja Sądu Najwyższego USA podważyła część ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa. Ale nawet jeśli stawki się zmienią, państwa nie wrócą już do bezwarunkowej wiary w globalny rynek. Coraz częściej liczyć się będzie nie cena, lecz bezpieczeństwo i regionalne sojusze.
Cezary Szymanek: Trump przegrywa cła w sądzie. Ale ten wyrok niczego nie cofa

Foto: PAP/EPA/JIM LO SCALZO

Amerykański Sąd Najwyższy właśnie przypomniał światu rzecz, o której w ostatnich latach wielu zdążyło zapomnieć: nawet prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest wszechwładny. Ba, nawet we własnym kraju. Unieważnienie ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa wygląda więc jak zwycięstwo instytucji nad polityką. Tyle że ten wyrok nie kończy historii, a tylko ją porządkuje. Problemem światowego handlu nie są dziś bowiem stawki celne. Stał się nim brak wiary w ich stabilność.

Cła Donalda Trumpa. Sąd zatrzymał decyzję, ale nie zatrzymał trendu

Trump natychmiast znalazł inne podstawy prawne, by wprowadzić nowe cła, firmy na całym świecie zastanawiają się nad pozwami o zwrot miliardów dolarów, a inwestorzy… zachowują spokój. Rynki przywykły bowiem do chaosu w polityce – szczególnie handlowej – prowadzonej przez amerykańskiego prezydenta.

Czytaj więcej

USA zaprzestają od wtorku pobierania ceł uznanych przez Sąd Najwyższy za nielegalne

Przez lata globalizacja opierała się na jednym założeniu: granice w biznesie mają znaczenie drugorzędne, a polityka ostatecznie podporządkuje się ekonomii. Produkowano tam, gdzie było taniej, sprzedawano tam, gdzie był popyt, a państwo miało przede wszystkim nie przeszkadzać. Pandemia, wojna w Ukrainie i amerykańska polityka celna pokazały jednak, że łańcuchy dostaw są tak globalne, jak długo świat jest stabilny. Wystarczy jeden wstrząs — brak półprzewodników, blokada portu, sankcje lub decyzja polityczna — aby całe gałęzie przemysłu stanęły. I nagle okazuje się, że efektywność kosztowa jest mniej ważna niż bezpieczeństwo dostaw.

Amerykański chaos handlowy, czyli nowa normalność

Dlatego cła Trumpa są w istocie drugorzędne. Nawet jeśli sąd je ograniczy, Kongres je zmieni, a kolejny prezydent złagodzi, proces zmian już się rozpoczął. Same zapowiedzi opłat celnych potrafią dziś zamrozić inwestycje bardziej niż ich realna wysokość. Firmy dziś nie wiedzą, gdzie za dwa lata będzie opłacało się produkować, więc będą poważnie rozważać skrócenie łańcuchów dostaw i lokowanie produkcji bliżej rynków zbytu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Zamieszanie wokół ceł Donalda Trumpa. Dlaczego obowiązuje tylko 10 proc.?

To zaś może oznaczać początek końca epoki, w której żyliśmy przez ostatnich kilkadziesiąt lat – jednego, globalnego rynku. W jego miejsce pojawia się kilka równoległych światów. Ameryka buduje własny obszar gospodarczy wokół sojuszników, Europa mówi o „Made in Europe”, Azja rozwija handel regionalny. Państwa coraz rzadziej pytają, gdzie produkt powstaje najtaniej. Coraz częściej, czy powstaje u sojusznika.

Dlatego wyrok Sądu Najwyższego w Waszyngtonie nie cofnie świata do globalizacji z lat 90. Nawet jeśli cła znikną, pozostanie przekonanie rządów, że bezpieczeństwo gospodarcze jest częścią bezpieczeństwa państwa. I tym samym na salony wraca protekcjonizm. Tylnymi drzwiami, ubrany w procedury, standardy, normy bezpieczeństwa i „odporność łańcuchów dostaw”. I w białych rękawiczkach wyciąga rękę do gospodarczych partnerów.

Opinie Ekonomiczne
Prof. Grzegorz W. Kołodko: Nędza trumpizmu
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy polscy kierowcy zapłacą za atak Trumpa na Iran?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Pora na dojrzałą, ponadpartyjną rozmowę o systemie zakupów obronnych
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Mount Rushmore póki co czeka
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama