Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej” są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.
„Make America Great Again!”, krzyczał Donald Trump 20 stycznia ubiegłego roku w Kongresie w chwili zaprzysiężenia na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych, jakby to już nie był dostatecznie potężny kraj. Minął rok, miesiąc i tydzień i w tymże Kongresie, wygłaszając orędzie o stanie państwa, deklaruje on „amerykański przełom wieku”, oświadczając, że „Nasz kraj wrócił – większy, lepszy, bogatszy i silniejszy niż kiedykolwiek”. Zdaniem Trumpa 2.0 „Demokraci niszczą ten kraj, ale zatrzymaliśmy ich w ostatniej chwili”. Czyżby?
Czytaj więcej
Decyzja Sądu Najwyższego USA podważyła część ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa. Ale nawet je...
Retoryka debat politycznych toczących się w rozmaitych demokratycznych państwach bywa zawzięta, ktoś przeto może powiedzieć: nic nowego pod słońcem. Przecież w naszej Polsce też jedni kraj zrujnowali, a drudzy uczynili z niego 20. potęgę gospodarczą świata, jedni wysługują się Niemcom, inni Rosji… Jednakże nad wystąpieniem amerykańskiego prezydenta nie można przejść obojętnie. Mamy dosyć własnych zmartwień, więc nie naszą sprawą jest troska o losy już blisko 350-milionowej ludności USA, ale to, co mówi i czyni ich przywódca, ma daleko idące konsekwencje dla bez mała całego świata. Dla kultury i nauki, a zwłaszcza dla stosunków politycznych i ekonomicznych oraz dla środowiska naturalnego i sprawy wojny i pokoju.
Miłośnik pokoju z bombami
Prezydent Trump buńczucznie powtarza, że chociaż nie udało mu się przerwać wojny Rosji z Ukrainą, co zapowiadał uczynić w 24 godziny, to w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy swej drugiej kadencji zakończył aż osiem wojen. O tym, że w tym czasie na jego rozkaz amerykańskie rakiety i bomby spadały na siedem krajów – Iran, Irak, Jemen, Nigerię, Syrię, Somalię i Wenezuelę – nie wspomina. Deklarując swoje zamiłowanie do pokoju, zarazem dumny jest z eksportu broni Made in USA, który szybko rośnie w związku z podkręcanymi napięciami międzynarodowymi. Nie miał też zahamowań w zaatakowaniu Iranu, co przecież jest ewidentnie sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych.