Reklama

Niemiecki ekspert: Bomby i rakiety to za mało na zmianę reżimu w Iranie

W ostatecznym rachunku administracja USA nie będzie miała nic przeciwko powstaniu w Teheranie nowych władz z udziałem liderów z obecnych irańskich elit – mówi „Rzeczpospolitej” Volker Perthes, szef berlińskiej Fundacji Wissenschaft und Politik
Volker Perthes, szef berlińskiej Fundacji Wissenschaft und Politik

Volker Perthes, szef berlińskiej Fundacji Wissenschaft und Politik

Foto: Materiały prasowe

W jaki sposób śmierć ajatollaha Alego Chameneiego zmienia sytuację w Iranie? 

Obserwujemy zarówno objawy radości, jak i głębokiego autentycznego żalu i rozpaczy. Prezenter telewizyjny szlochał przed kamerami, ale zanotowano też przejawy radości na ulicach. Z kolejnych fal protestów społecznych można wyciągnąć wniosek, że większość społeczeństwa jest w opozycji do reżimu i pragnie jego upadku lub co najmniej liberalizacji i demokratyzacji. Nie znaczy to jednak, że przy pomocy bomb można automatycznie doprowadzić do zmiany reżimu, co jest celem zadeklarowanym przez Donalda Trumpa. 

Ma pan jakieś scenariusze rozwoju sytuacji? 

Nie wykluczam powstania nowego przywództwa kraju, które może składać się z pragmatycznych przedstawicieli obecnej elity, jak np. obecnego prezydenta Masuda Pezeszkiana czy byłego prezydenta Hasana Rouhaniego z udziałem liderów Korpusu Strażników Rewolucji. Mogliby być gotowi do zakończenia wojny w drodze negocjacji, oferując pewne ustępstwa. Możliwe jest także, że władzę przejmie grupa młodych radykalnych liderów Korpusu, która starać się będzie kontynuować linię dotychczasowego represyjnego reżimu. Nie jest też wykluczone, że w sytuacji osłabienia władzy może dojść do nowej fali protestów, która – podobnie jak poprzednie –zostanie krwawo stłumiona. To najgorszy scenariusz, jednak tak samo prawdopodobny, jak pozostałe. 

Wyklucza pan coś w rodzaju wojny domowej?

Jest to bardzo mało prawdopodobne. Nie sprzyja temu irańska kultura, tradycja oraz historia. 

Jak ocenia pan szanse objęcia władzy przez liderów zagranicznej opozycji lub przez Cyrusa Rezę Pahlawiego, syna obalonego szacha? 

Zapewne są zwolennicy takiego rozwiązania, podobnie jak to miało miejsce z ajatollahem Ruhollahem Chomeinim, pierwszym najwyższym przywódcą, który przybył z emigracji do kraju w 1979 r. Powtórka z historii jest w tym wypadku jednak czystą fantazją. W końcu Cyrus Reza Pahlawi jest synem krwawego dyktatora i próba rewitalizacji takiego systemu napotkałaby na wielki opór społeczny. To mogłoby rzeczywiście doprowadzić do starć jego zwolenników i przeciwników.

Czytaj więcej

Brytyjski dyplomata: Są cztery scenariusze dla Iranu
Reklama
Reklama

Czy zabity podczas ostatnich ataków najwyższy przywódca Republiki Islamskiej może po śmierci odegrać rolę polityczną w charakterze męczennika?

Męczeństwo jest filarem wiary szyickiego islamu. Radykalni szyici uznają zapewne teraz ajatollaha Chameneiego za „Husajna naszych czasów”, nawiązując do upamiętnianej śmierci Husajna bin Alego (syna Alego, zięcia Mahometa) w 680 r., co ugruntowało tożsamość szyicką. Dla wielu szyitów na dalszy plan odejdą z czasem czyny Chameneiego jako brutalnego dyktatora, a wspominana będzie przede wszystkim jego śmierć z rąk znienawidzonych cudzoziemców.

Czy w wyniku obecnej wojny mogą zostać zrealizowane dwa jej najważniejsze cele dla USA, jak i Izraela, a więc całkowita likwidacja irańskiego programu atomowego oraz uniemożliwienie rozwoju programu rakietowego, będącego zagrożeniem głównie dla państwa żydowskiego? 

Ustalenia dotyczące ograniczenia programu nuklearnego mogły zostać wypracowane w drodze rokowań. Słyszeliśmy od przedstawicieli Omanu, którzy mediowali w rozmowach pomiędzy Iranem a USA, że w tej sprawie porozumienie było w zasięgu ręki. Teheran był gotów do ugody dotyczącej limitów wzbogacania uranu, a także zdolności produkcyjnych. Do uzgodnienia pozostały szczegóły. Inaczej wygląda sprawa rakiet balistycznych. W ostatniej rundzie negocjacji w ubiegłym tygodniu Iran nie wykazał żadnej gotowości do rozmów na ten temat. Tymczasem była to sprawa dla Izraela najważniejsza. 

Administracja USA zignorowała opinie niektórych państw Zatoki Perskiej, ulegając argumentom Izraela

Izrael pragnie definitywnej eliminacji zagrożenia rakietowego ze strony Iranu. 

To trudna sprawa. Wszyscy zdają sobie sprawę, że każdy irański rząd będzie chciał dysponować bronią rakietową. Mam wrażenie, że dla izraelskich strategów ważne jest, aby potencjał rakietowy został mocno ograniczony. Zmniejsza to stopień zagrożenia na jakiś czas, a potem się zobaczy. W każdym razie premier Beniamin Netanjahu będzie mógł argumentować, że wojna była sukcesem i Izrael stał się bezpieczniejszy. Wznowienie irańskiego programu nuklearnego będzie znacznie utrudnione, ale nie niemożliwe. 

Tocząca się od soboty wojna dotyka w bezpośredni sposób wiele krajów arabskich, które stały się celami irańskich dronów i rakiet. Jakie ma to konsekwencje dla regionu?

To, przed czym ostrzegały takie kraje jak Katar, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, stało się faktem. Wbrew swojej woli znalazły się w centrum konfrontacji. Administracja amerykańska zignorowała ich opinie, ulegając argumentom Izraela. Równocześnie rząd Netanjahu dąży do dominacji militarnej w całym regionie. Państwa Zatoki Perskiej są zasadniczo gotowe do współpracy z Izraelem, ale pragną również pokojowego rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Z pewnością nie chcą Izraela w roli regionalnego hegemona. Prawdopodobnie będą więc grać raz przeciwko Iranowi, innym razem przeciwko Izraelowi. Paradoksalnie nie oznacza to wszakże, że zamrożeniu ulegnie tempo „normalizacji” relacji z państwem żydowskim. 

Oznacza to, że bez względu na obecne wydarzenia Arabia Saudyjska przystąpi do porozumień Abrahamowych, zakładających normalizację relacji państw arabskich z państwem żydowskim? 

Nie sądzę, aby w najbliższej przyszłości Rijad był do tego gotowy. Porozumienia te nie dotyczą wyłącznie relacji politycznych, lecz zakładają realizację wielu projektów gospodarczych oraz handlowych. To wszystko zostanie zapewne jedynie przesunięte w czasie.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu

Czy można przewidzieć reakcję prezydenta Trumpa po zakończeniu działań wojennych? 

Będzie niewątpliwie udowadniał, że zredukował zagrożenie dla Izraela, a nawet Stanów Zjednoczonych. W ostatecznym rachunku amerykańska administracja nie będzie miała nic przeciwko realizacji dwóch pierwszych scenariuszy przedstawionych wyżej. A więc powstania nowych władz z udziałem liderów z obecnych irańskich elit władzy. 

Polityka
Orban stracił cudowną broń. Opozycja na Węgrzech ma coraz lepsze notowania
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Polityka
Francuski parasol jądrowy także dla Polski. Prezydent Macron ogłosił nową doktrynę strategiczną
Polityka
Clintonowie zeznawali w sprawie Epsteina. To może uderzyć w Trumpa
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Polityka
Ali Chamenei nie żyje. 36 lat twardych rządów i otwartej wrogości wobec USA i Izraela
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama