Po półwieczu? A może po wieku? Nieco ponad sto lat temu Thomas Mann wydał dziejącą się w Davos książkę „Czarodziejska góra”. Powieść (której pomysł przyszedł mu do głowy jeszcze w roku 1912, ale pracę nad nią przerwała wojna) pokazywała świat zagubiony i usiłujący odnaleźć się w odciętym od bieżących problemów szwajcarskim kurorcie. Gdyby powstała w roku 1912, stałaby się pewnie obrazem europejskich społeczeństw, skłóconych i z trudem radzących sobie z wielkimi zmianami. Po straszliwych doświadczeniach lat 1914-1918 podryfowała jednak w stronę poważniejszych pytań na temat życia i śmierci.
W ekonomicznym felietonie należy jednak skupić się na ostatnim półwieczu zmian, zachodzących w Davos. Choć pierwsze zorganizowane przez Klausa Schwaba sympozjum dla europejskich menedżerów odbyło się w roku 1971, dopiero od połowy lat 70. XX w. zaczęło się ono przekształcać w to, czym jest dziś. W śledzone przez media, owiane atmosferą niedostępności i poufności ekskluzywne spotkanie tysięcy liderów biznesu i polityki. Na kilka dni Davos zmienia się w miejsce, gdzie następuje największa koncentracja potęgi na świecie. I tej wynikającej z władzy, i wynikającej z zarządzania pieniędzmi. Specyfika forum (i źródło jego sukcesu) polega jednak na tym, że owa koncentracja potęgi następuje w specyficznych warunkach. Nie przy wielkich stołach konferencyjnych, ale w luźnej atmosferze naukowej konferencji. Nie na salach wykładowych, ale w zacisznych salonikach i przytulnych restauracjach.
Kiedy formuła forum dopiero się kształtowała, świat był podzielony i pełen niepokoju. Trwała globalna rywalizacja między nienawidzącymi się superpotęgami, toczyły się konflikty zbrojne, gospodarka Zachodu znajdowała się w ogromnych kłopotach wywołanych szokami naftowymi, władzę w wielu państwach paraliżowały strajki i przejawy buntu społecznego. Z czasem jednak sytuacja uległa zmianie. Zakończyła się zimna wojna, upadł komunizm, gospodarka rozkwitła, rozpoczął się wieszczony przez Fukuyamę koniec historii. Zmieniło się też Davos. W świecie, w którym wszyscy wiedzieli że nie warto ze sobą walczyć, a należy współpracować, należało przede wszystkim o tym właśnie rozmawiać. Udawało się też rozwiązać odziedziczone z przeszłości problemy polityczne (najsłynniejszym przykładem było wstępne porozumienie zawarte między Peresem i Arafatem w sprawie przyszłości Palestyny). Ale generalnie Davos zaczęło być forum, na którym szukano przede wszystkim korzystnych dla wszystkich rozwiązań promujących współpracę gospodarczą.
I nagle wszystko wróciło do tego, co było kiedyś. Świat jest znów podzielony, supermocarstwa toczą walkę, gospodarka ma problemy, polityka jest niestabilna, a przekonanie że zyskuje się na współpracy jest zastępowane brutalnym wykorzystywaniem własnej siły dla uzyskania przewagi nad partnerami. I znowu w Davos trzeba zaczynać wszystko od początku.