„Porządek, bezpieczeństwo, przyszłość” – w takiej właśnie kolejności premier Donald Tusk wymienił priorytety przedstawionego w środę nowego składu swojego rządu. I faktycznie, jako pierwszych przedstawił: nowego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego oraz ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka.
Dlaczego Ministerstwo Energii a nie transformacji energetycznej?
Bezpieczeństwo w wymiarze energetycznym ma zapewnić Ministerstwo Energii pod batutą Miłosza Motyki, zdolnego młodego polityka z PSL. Ma ono zebrać kompetencje dotychczasowego Ministerstwa Przemysłu i część uprawnień resortu klimatu. Wolałbym, by nazywało się ministerstwem transformacji energetycznej, co jednoznacznie wskazywałoby cel jego powołania.
To ważne, bo PSL jest partią konserwatywną i jest ryzyko, że nowy resort może stać się przedmurzem energetyki opartej na węglu, jak niegdyś Ministerstwo Energii powołane w czasach PiS.
Czytaj więcej
Szacuję, że nowa wersja rządu Donalda Tuska to dwanaście miesięcy prób odbudowy wizerunku koalicji 15 października. Jeśli ten projekt się nie powie...
Do czego służą spółki skarbu państwa?
Ze słów premiera wynika, że nadzór właścicielski nad spółkami energetycznymi pozostanie przy ministrze aktywów państwowych, którym zostanie Wojciech Balczun, który jako szef PKP Cargo przygotował je do częściowej prywatyzacji. Nowy minister nie będzie miał lekko, skoro premier podkreśla, że w spółkach skarbu państwa „nie chodzi o maksymalizację zysku”, ale o „maksymalizację dobrostanu” Polaków m.in. poprzez niskie ceny energii. O bardzo potrzebnym wyjściu – z zyskiem – państwa z większości zarządzanych przez nie spółek premier niestety nie wspomniał.
Pozostaje więc aktualne stare pytanie, po jaką cholerę państwu hotele czy chłodnie? A przecież przychody ze stopniowej, maksymalizującej dochód prywatyzacji mogłyby zmniejszyć ciężar błyskawicznie narastającego długu publicznego. Sprawa jest poważna, bo w 2026 r. dług może przekroczyć konstytucyjną barierę 60 proc. PKB.
Jakie wyzwania czekają ministra finansów i gospodarki?
Spieniężenie tego majątku, który nie jest dla państwa strategiczny, ułatwiłoby zadanie ministrowi finansów, który właśnie staje się ministrem finansów i gospodarki. To potężna władza. I potężne zadanie dla min. Andrzeja Domańskiego. Nie dość, że musi zapanować nad finansami publicznymi, rozparcelowanymi m.in. między budżet państwa i pozabudżetowe – i zdaniem wielu pozakonstytucyjne – fundusze, które są spadkiem po PiS, to czeka go konsolidacja kompetencji gospodarczych rozsmarowanych dotychczas po trzech czy czterech resortach gospodarczych.
Środowiska biznesowe, wspierane przez ekonomistów, zgodnym głosem wołały o uporządkowanie tego bałaganu. I rząd Tuska w nowym rozdaniu ten postulat spełnia, inwestując w przyszłość. Mam nadzieję, że ministrowi Domańskiemu się uda i uniesie ten nowy, podwójny ciężar. Bo wszyscy przecież dobrze życzymy polskiej gospodarce, no nie?