Sprzedaż detaliczna w Polsce zmalała w lutym o 5 proc. – poinformował we wtorek GUS. Przyciśnięci rekordowym wzrostem cen Polacy mocno oszczędzają na zakupach, np. produktów trwałego użytku jak meble, ale też i żywności, która drożeje bez litości kolejny już miesiąc.
Czytaj więcej
Sprzedaż detaliczna towarów w Polsce zmalała w lutym realnie o 5 proc. rok do roku, najbardziej od listopada 2020 r., gdy możliwość dokonywania zak...
Niższa konsumpcja to zła wiadomość dla polskiego wzrostu gospodarczego. Oznacza, że zadławił się jeden z jego istotnych silników. Polska gospodarka leci już właściwie tylko na silniku eksportu, bo trzeci silnik PKB – inwestycje – wprawdzie się kręci, ale głównie dzięki projektom publicznym, a nie przedsiębiorstw.
W tej sytuacji trzymajmy kciuki za gospodarki będące największymi odbiorcami naszego eksportu. One jednak mogą zostać pchnięte w stronę recesji, jeśli kluczowe banki centralne ostrzej ruszą do walki z inflacją. I przyzwyczajajmy się do słowa „stagflacja”, które w naszym słowniku zagości na dłużej. To groźny melanż wysokiej inflacji (właśnie z wynikiem 18,4 proc. pobiliśmy rekord XXI wieku) i bliskiego zera wzrostu PKB. Groźny, bo trudno z niego wyjść: mocniejsza kampania antyinflacyjna popchnie gospodarkę w stronę recesji. Z kolei walka z recesją napędzi jeszcze większą inflacją.
Wzrost gospodarczy już wyhamował. Po wtorkowych danych ekonomiści spodziewają się nawet spadku PKB w I kwartale 2023 r. (np. analitycy mBanku prognozują go na wysokości -0,5 proc.).
I choć inflacja ma maleć w perspektywie następnych miesięcy (głównie dzięki wysokiemu punktowi odniesienia - rok temu ceny przyspieszały), to i tak stagflacja w Polsce stała się faktem. Google Trends tego nie odnotowują. Ostatnio częściej o niej mówiliśmy wiosną i u progu lata 2022 r. w związku ze wzrostem inflacji. Jednak wówczas była jeszcze tylko groźną możliwością. Teraz niestety zostanie pewnie z nami na dłużej. I będzie słowem najbliższego kwartału, jeśli nie roku.