Leon Podkaminer: Na dłuższą metę… wszyscy będziemy martwi

Tytuł tej notatki zawdzięczamy J. M. Keynesowi. Oryginalnie ten bon mot odnosił się do neoklasycznego teoretyzowania ekonomicznego. Ja dedykowałbym go też prof. Stanisławowi Gomułce, który prorokuje o „problemach makroekonomicznych Polski na dłuższą metę”.

Publikacja: 12.04.2022 13:52

Warszawa

Warszawa

Foto: Bloomberg

Nie wiem, czy „za 10-20 lat będziemy rośli w tempie Zachodu” (jak uważa Stanisław Gomułka - "Rzeczpospolita", 31.03.2022). Wiem jednak, że dość poważnie myli się on co do warunków koniecznych dla realizacji tego scenariusza (czy aby optymistycznego?).

Dla prof. Gomułki problemem nr. 1 są niskie inwestycje krajowego sektora prywatnego, „co wiąże się w dużej mierze z bardzo niskimi oszczędnościami gospodarstw domowych…”. Otóż z nauk Keynesa (oraz naszego Michała Kaleckiego) wiadomo (być powinno), że inwestycje prywatne wcale nie wymagają mozolnego gromadzenia prywatnych oszczędności. Na poziomie „makro” jest wręcz przeciwnie. Inwestycje (finansowane np. kredytem tworzonym „z niczego” przez prywatne banki) są warunkiem powstawania prywatnych oszczędności – nie na odwrót.

Rozmiary oszczędności są wynikowo określone przez rozmiary inwestycji (tudzież rozmiary salda handlu zagranicznego oraz deficytu finansów publicznych). Wiem, że zrozumienie tego faktu nastręczać musi pewne trudności – nawet członkowi PAN. Możemy jednak odwołać się do doświadczenia historycznego. Wkrótce po II Wojnie Światowej w Polsce rozpoczął się istny boom inwestycyjny (w pierwszym rzędzie odbudowa ze zniszczeń) – także w sektorze wciąż prywatnym. Ale dokonywał się on bez żadnych uprzednio zgromadzonych prywatnych oszczędności – tych po prostu nie było! Możemy ewentualnie ubolewać nad rozmiarami inwestycji (liczyć się wszakże powinna ich efektywność, nie same rozmiary), ale nie nad rozmiarami oszczędności.

Drugim problemem są dla prof. Gomułki, „bardzo wysokie rentowności polskich papierów skarbowych”. Uważa on, że „oznacza to wzrost kosztu obsługi długu publicznego z ok. 1 proc. PKB teraz do ok. 3 proc. PKB za trzy-cztery lata”. Z uwagi na to, że dług publiczny (w relacji do PKB) maleje raczej niż rośnie (wg. AMECO), oraz, że udział w nim długu krótkookresowego jest dość minimalny, kalkuluję, że koszt obsługi długu będzie się dalej zmniejszał w relacji do PKB – nawet, gdyby rentowność nowoemitowanych obligacji utrzymywała się na dość wysokim poziomie (co wcale nie jest jeszcze pewne).

Jest inną sprawą, że w kilkunastu minionych latach koszt obsługi długu był znacząco wyższy niż owe 3 proc., co w niczym Polsce (i innym krajom, zwłaszcza posiadającym własną walutę) nie przeszkadzało. Warto tu dodać, że tylko ok. 1/3 długu publicznego jest w posiadaniu „zagranicy”. Obsługa tej porcji długu może być uznana za koszt dla gospodarki polskiej. Ale obsługa pozostałych 2/3 tego długu oznacza transfer pieniędzy do podmiotów krajowych – w tym do podmiotów de facto publicznych. Pieniądze te raczej trudno zaliczyć do kosztów obciążających gospodarkę krajową. Zaliczyłbym je raczej do krajowych korzyści z publicznego długu.

Trzecią sprawą warunkującą „zmianę na lepsze” jest, zdaniem Stanisława Gomułki, wejście do strefy euro. I tu nie mogę się z nim zgodzić. Strefa euro jest strefą sekularnej stagnacji – bez euro Polska rozwija się szybciej i lepiej niż np. Słowacja i Słowenia – kraje, które już dawno zrezygnowały z własnych walut.

Na koniec krótka ocena perspektywy wzrostu „za 10-20 lat, w tempie Zachodu”. Otóż, od roku 2011 do 2021 polski PKB na mieszańca (wg. parytetu siły nabywczej) wzrósł z poziomu 60 proc. średniego poziomu dla Europy Zachodniej (15 krajów) do 71 proc. w 2021 r. Optymistycznie ekstrapolując, za 10 lat polski PKB na mieszkańca sięgałby ok. 80 proc. poziomu „Zachodu”. Według scenariusza prof. Gomułki dalszy wzrost gospodarek (tak Polski jak i „Zachodu”) miałby już to samo tempo (ok. 1,5 proc. rocznie). W tym scenariuszu Polska już po wsze czasy będzie „młodszym bratem” Zachodu (a zwłaszcza Niemiec i innych krajów ponadprzeciętnie zamożnych). Nie wykluczam, że jest to trafna prognoza skutków przyjęcia euro i wdrożenia innych sugestii odnośnie do polityki gospodarczej proponowanych przez prof. Gomułkę. Mam nadzieję, że rzeczywisty scenariusz będzie inny.

Autor jest doradcą prezesa NBP. Tekst wyraża opinie autora.

Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej” są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.

Nie wiem, czy „za 10-20 lat będziemy rośli w tempie Zachodu” (jak uważa Stanisław Gomułka - "Rzeczpospolita", 31.03.2022). Wiem jednak, że dość poważnie myli się on co do warunków koniecznych dla realizacji tego scenariusza (czy aby optymistycznego?).

Dla prof. Gomułki problemem nr. 1 są niskie inwestycje krajowego sektora prywatnego, „co wiąże się w dużej mierze z bardzo niskimi oszczędnościami gospodarstw domowych…”. Otóż z nauk Keynesa (oraz naszego Michała Kaleckiego) wiadomo (być powinno), że inwestycje prywatne wcale nie wymagają mozolnego gromadzenia prywatnych oszczędności. Na poziomie „makro” jest wręcz przeciwnie. Inwestycje (finansowane np. kredytem tworzonym „z niczego” przez prywatne banki) są warunkiem powstawania prywatnych oszczędności – nie na odwrót.

Pozostało 82% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację