Wstrzymanie przyłączeń gazowych to w kraju duszonym przez smog i kopciuchy skandal, jakich mało. Najpierw przyszła wiadomość, że Polska Spółka Gazownictwa (PSG) – należąca do państwowego PGNiG, de facto monopolisty w dostawach gazu w kraju (ponad 85 proc. udziału w rynku detalicznym) – nie będzie przyłączać kolejnych domostw do sieci, bo pieniądze na inwestycje już rozdysponowała i na więcej jej nie stać. Teraz okazuje się, że nowych przyłączy nie będzie przez następne dwa lata.

Czytaj więcej

Skończyły się pieniądze na nowe przyłączenia do sieci gazowniczej

Tymczasem w wielu województwach już obowiązują uchwały antysmogowe wymuszające zamianę zasmradzających okolice kopciuchów (np. na marny miał i muły węglowe) na ogrzewanie mniej emisyjne. A choćby Warszawa chce już od października 2023 r. w ogóle wyeliminować spalanie węgla (dla niepoznaki zwanego ekogroszkiem), a nawet biomasy.

W świecie idealnym najlepiej byłoby od razu przesiąść się na ekologiczne ogrzewanie, jak np. pompa ciepła podłączona do własnej instalacji fotowoltaicznej z akumulatorem energii elektrycznej. Jednak pomijając nawet fakt, że niebawem państwo zmieni na mniej korzystne zasady rozliczeń prosumentów z firmami energetycznymi, to takie ekologiczne kombo jest po prostu potwornie drogie. To wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. I nawet jeśli znaczna część tych pieniędzy wróciłaby w postaci dostępnych dotacji, a bieżące koszty ogrzewania będą potem bardzo niskie, najmniej zamożnych Polaków po prostu nie stać na taki wydatek. A to oni oszczędzają, ogrzewając się kopciuchami.

Pozostaje emisyjny, ale tolerowany w Europie gaz, który mimo gigantycznej podwyżki cen jest nadal konkurencyjny wobec alternatywy w postaci również drożejącego prądu. Tyle że do gazu nie można się będzie w najbliższych latach przyłączyć, nawet jeśli obok jest sieć. Skoro właściciela – PGNiG – nie stać na przełamanie impasu, bo – odkładając na bok teorie spiskowe – sam w czasach europejskiego kryzysu gazowego zmaga się z wysoką ceną paliwa i nie w głowie mu inwestycje, to inicjatywę powinien przejąć właściciel właściciela, czyli Skarb Państwa. Choćby objąć nową emisję udziałów w PSG albo – jeszcze lepiej – przeznaczyć dotację celową na każde dodatkowe przyłącze gazowe (może zaoszczędzić choćby na dotacji do TVP).

Ktoś powie, że to rozwiązanie nierynkowe. Ale w gazie nie mamy rynku, tylko monopol. To zasługa nie tylko obecnie rządzących, ale także wielu poprzednich rządów. Wszyscy na różne sposoby chronili PGNiG przed konkurencją, zawsze pod szczytnym hasłem bezpieczeństwa energetycznego. Teraz nadszedł dzień próby. Bo czymże jak nie bezpieczeństwem energetycznym tysięcy Polaków jest możliwość przyłączenia domu do sieci gazowej?

Słowa te adresuję do rządu, a szczególnie ministra aktywów państwowych. Skoro niedawno potrafił jednym tweetem obniżyć cenę gazu dla małych firm, to może w kolejnym znajdzie pieniądze na przyłącza? Chcieliście monopolu, to teraz płaćcie.