. W przypadku innych wartości płynących z Głównego Urzędu Statystycznego takiej „potocznej" pewności już nie mamy.

Z danych GUS wynika, że co miesiąc rośnie wartość realna płac, choć w wielu firmach czy instytucjach nie są one podnoszone od roku czy dwóch. Gospodarka się rozwija, jesteśmy drugi rok zieloną wyspą, za co słusznie chwalono nas w Europie. Jednak bez wielkiej dumy przyznawaliśmy, że ten nasz kolor przynajmniej dwa lata temu zawdzięczamy temu, że eksport spadał wolniej niż import...

Teraz centra handlowe policzyły, że choć wartość sprzedaży rosła w 2010 roku, i w tym dzieje się podobnie, to w ich murach wartość handlu się zmniejszyła.

Najprawdopodobniej wynika to stąd, że przeciętny klient broni swojego „koszyka zakupów", czyli jak najdłużej, nawet gdy jego sytuacja materialna się pogarsza, stara się nie zmieniać struktury zakupów. Jeśli musi, zmienia producentów i sklep, gdzie robi zakupy. Ta zmiana widoczna jest w danych – szybciej rośnie sprzedaż w supermarketach, dyskontach niż w małych sklepach. Tam jest taniej, co pokazują nie tylko ceny, ale i politycy. Jeśli więc część z nas przestała kupować na bazarach czy w butikach, a zaczęła w supermarketach czy hurtowniach, to wydajemy tyle samo, a sprzedaż rośnie.

Być może następny ruch powinien należeć do właścicieli sklepów. Jeśli przyzwyczajeni są do swoich klientów, to może powinni zmniejszyć marże. To samo mogliby zrobić właściciele lokali. I przeciętnie wszystko byłoby OK.