I w Lufthansie i w CSA związkowcy zgodzili się na warunki zarządu, choć są one dalekie od początkowych roszczeń pracowniczych.
Czesi zgodzili się na zamrożenie płac na 2 lata, mimo że proces restrukturyzacji właśnie się kończy. Prezes przewoźnika, Peter Moreels nie ukrywa, że negocjacje nabrały przyspieszenia po uzyskaniu pomocy państwowej w wysokości 100 mln euro przy jednoczesnym zobowiązaniu się do zmniejszeniu operacji, zwiększeniu przychodów i pozbycia się części aktywów. Pomoc ma zostać udzielona przez państwową firmę Osinek SA. Pilotom udało się jednak wynegocjować, że nie będzie pośród nich zwolnień.
Związkowcy Lufthansy, też zgodzili się na warunki zarządu, bo w sytuacji, kiedy bilety sprzedają się coraz drożej, a konkurencja robi wszystko, by przejąć każdego pasażera, nie ma co się łudzić, że samoloty polecą tak wysoko, jak „latały" jeszcze do niedawna.
W te realia uwierzyli już także pracownicy skandynawskiego SAS, gdzie pracę straci 40 proc. zatrudnionych, ale i to nie daje gwarancji przetrwania linii, bo coraz większy jest opór ze strony organizacji lotniczych, by ten przewoźnik otrzymał pomoc państwową.
W ubiegłym tygodniu Polska przeżyła szaleństwo Dreamlinera, a euforia doszła do tego stopnia, że strach było otwierać lodówkę. Po części jest to zrozumiałe, bo Polacy chcą usłyszeć pozytywne wiadomości, a przylot Dreamlinera taką był. Pozytywne było i to, że Lotowi udało się osiągnąć taki efekt medialny bardzo skromnymi środkami, bo cała kampania markietingowa była warta o połowę mniej, niż wprowadzenie na rynek, któregoś z farmaceutycznych spesyfików. I 12 razy mniej, niż wydał OLT Express na swoją trzymiesięczną promocję.
Niemniej jednak, mimo wszystkich pochwał nie ma co liczyć na to, że sam Dreamliner, jakby nie był piękny i komfortowy, to jednak Lotu nie jest w stanie uratować. Widać po wszystkich trzech przewoźnikach, że i w w tym przypadku konieczne są kolejne trudne decyzje pozwalające na zmniejszenie kosztów. Zresztą tną wszystkie linie - także Air France/KLM, British Airways, czy Iberia.
Mimo wszystko jednak, chociaż przed Lotem bardzo trudne chwile - zwłaszcza zimowy dołek - kiedy wszyscy europejscy przewoźnicy mają kłopoty, a już zwłaszcza ci, którzy nie mają rozwiniętej siatki połączeń na drugą „letnią" półkulę.
To, co musi zrobić w Locie dzisiejszy prezes, Marcin Piróg mimo wszystko jest niczym, wobec tego, co zrobiłby szef Ryanaira Michael O'Leary, gdyby wbrew oporom Komisji Europejskiej jednak udało mu się przejąć Aer Lingusa. Komisji Europejskiej może się to nie podobać, ale to O'Leary stworzył jednego z najefektywniejszych przewoźników na świecie. Niestety takie zarządzanie w Locie, choćby tylko na ten najtrudniejszy okres, jaki dzisiaj przeżywa lotnictwo, byłoby nie do przyjęcia. Mimo że tak na początek low cost marketingowy, przy maksi efektach propagandowych jednak się udał.