Lepsza płaca to nie wszystko. Młodzi Polacy głosują nogami w nieustającym plebiscycie nad normalnością państwa polskiego i jego aparatu. A etatyzm jest w tym plebiscycie poważnym push factor, czynnikiem wypychającym emigrantów z kraju(...).
Młodzież opuszcza Polskę, coraz częściej na stałe, między innymi po to, żeby mieć raz na zawsze spokój od neurotycznego państwa, które bez przerwy obsesyjnie dłubie przy wszystkich aspektach życia publicznego, w wolnych chwilach majstruje misterne potrzaski na podatnika, cieszy się, kiedy ktoś się w nie złapie".
Nie wiem czy faktycznie emigracja z Polski jest za chlebem , czy za wolnością, czy za jednym drugim, ale ponieważ emigrują osoby aktywne i samodzielne, niewykluczone, że w obserwacji Starego Wiarusa z Sydney jest sporo racji. Oczywiście pozostaje pytanie o poglądy tych, co zostali. Czy faktycznie etatyzm im nie przeszkadza? Cenią sobie pół miliona urzędników i drobiazgowe regulacje , które utrudniają bieg życia gospodarczego i społecznego? Albo cieszą się na kolejne wydatki z budżetu na ratowanie, jak nie firm, to obrotnych grup obywateli, oczywiście na koszt podatników?
Obserwuję, jak rozkręcił kampanię medialną i polityczną pewien tłumacz z Krakowa, który parę lat temu wziął kredyt na 600 tysięcy złotych we frankach szwajcarskich, a teraz występuje hałaśliwie w imieniu stosunkowo nielicznych, którzy mają kłopoty ze spłatą. Teraz kolejni senatorowie z PiS szykują ustawy ratunkowe i równie hałaśliwie dopominają się o pomoc finansową dla frankowców, na koszt klientów banków i/lub budżetu.
Otóż od tych pomysłów ciekawsze są komentarze czytelników. Pod tekstem senatora PiS, pana profesora Ciocha, znalazły się takie wpisy: „Bezczelność tego pomysłu jest niesamowita. Najpierw cwaniactwo, kalkulując jak mieć najtańszy kredyt, postanowiło olać złotówkę i wziąć kredyty we frankach. Teraz, gdy pomysł nie wypalił, kalkulacje zawiodły, pan senator i inni wpadli na pomysł aby tym ludziom zwrócili pieniądze także ci, którzy kredytów nie brali".
Albo taki: „ Dlaczego ja mam wspomagać banki albo barany, które z pazerności, nie licząc się z ryzykiem brały kredyty w walutach? Nie wziąłem takiego kredytu ze względu na ryzyko, a teraz mam płacić za tych, którzy takie ryzyko podjęli?".
Albo: „Panie Cioch! To co pan bredzisz, to CZYSTA BOLSZEWIA!!!! Ci "biedni" ludzie, którym tak pan współczujesz za MOJE pieniądze, jakoś nie narzekali, kiedy płacili ZNACZNIE niższe odsetki od kredytów, i zarobili na tym procederze po kilkadziesiąt tysięcy złotych. (...) Ja swoje kredyty w złotówkach spłaciłem, i teraz BOLSZEWIK Cioch próbuje mnie ZMUSIĆ, żebym zapłacił drugi raz, tym razem za NIE SWOJE DŁUGI!!! I to pod przymusem USTAWY!!!!".
Oczywiście przykłady dobroci polityków na cudzy koszt można mnożyć i nie dotyczą tylko jednej partii. Ale też zawsze znajduję pod tymi informacjami podobne komentarze, bardzo krytycznie oceniających polityków gmerających w naszych portfelach i kieszeniach. Tak jak by istniała coraz większa grupa ludzi, którzy mają dość tandetnego populizmu na koszt podatników. Może kiedyś się skrzykną i dadzą głos w wyborach. O ile nie pojadą do Australii.
Piotr Aleksandrowicz