Główna stopa NBP znalazła się na najniższym we współczesnej historii Polski poziomie 1,5 proc.
Rada postanowiła działać wedle zasady „raz a dobrze", więc najpewniej to ostatnia obniżka. Przeważyły prognozy pokazujące, że ceny w najbliższym czasie będą spadały (deflację mamy już od lipca), a jeśli nawet odbiją się od dna, to i tak nieprędko wrócą do celu, jaki sobie stawia polski bank centralny. Cel to 2,5 proc., z dopuszczalną odchyłką plus minus jeden punkt procentowy. RPP nie udało się wstrzelić weń już od dwóch lat. Ostatnio utrudniały jej to spadające ceny ropy i putinowskie embargo, którym zawdzięczamy tańsze paliwa i żywność. Na oba te zjawiska RPP ma taki sam wpływ, jak na opady śniegu.
Obniżka stóp może jednak uruchomić proces, który w dłuższej perspektywie wzmocni koniunkturę gospodarczą w Polsce. Banki już w najbliższych dniach zaczną obniżać i tak już bardzo niskie nominalne oprocentowanie lokat. Część posiadaczy oszczędności zacznie pewnie szukać lepszych inwestycji, inni po prostu zaczną wydawać pieniądze, nakręcając konsumpcję, jeden z silników naszej gospodarki.
Środowa decyzja RPP spodoba się kredytobiorcom. Ci, którzy – jak przedsiębiorcy czy posiadacze złotowych kredytów hipotecznych – płacą oprocentowanie oparte na stawce rynkowej WIBOR, korzystają z obniżki już od końca stycznia. Cena pieniądza na rynku zaczęła spadać już przed poprzednim posiedzeniem RPP.
Z opóźnieniem zmaleją odsetki od kredytów konsumpcyjnych. Ale z wyjątkiem tych najdroższych, bo określona przez ustawę antylichwiarską maksymalna stawka spada już dzisiaj wraz ze stopą lombardową NBP.