Mamy już prawie skompletowaną nową Radę Polityki Pieniężnej. Nowego prezesa jeszcze nie znamy, ale sugestie na temat możliwej nowej pracy dla Marka Belki przypominają, że również tu w ciągu najbliższych miesięcy nastąpi zmiana. Najwyższy czas zastanowić się nad tym, jak może wyglądać funkcjonowanie banku centralnego, jakie ryzyka mogą się tu pojawić, co to oznacza dla polskiego pieniądza i polskiej gospodarki.

O NBP, jak dotąd, jest dość cicho. Gdzie tam zresztą porównywać atrakcyjność informacji o banku centralnym ze sporami o Trybunał Konstytucyjny, nie mówiąc już o teczkach z archiwum generała Kiszczaka. Zwłaszcza że przez ostatnią dekadę przyzwyczailiśmy się do tego, że polityka pieniężna nie budzi specjalnych emocji, a strategia dbałości o stabilność pieniądza nie wiąże się ze specjalnymi kontrowersjami. Dowodem na to mogły być choćby życzliwe uwagi, które dotarły z kręgów rządowych w sprawie poparcia kandydatury Marka Belki na stanowisko szefa EBOR. Pobieżny obserwator mógłby więc uznać, że w dziedzinie polityki pieniężnej nic nas nie powinno zaskoczyć. O, święta naiwności!

Są przynajmniej trzy powody, dla których należy bardzo uważnie przypatrywać się temu, co będzie się działo w NBP. Zwłaszcza dlatego, że stabilność pieniądza nie jest dana raz na zawsze, a potencjalne niebezpieczeństwa, które czyhają na złotego, są niemałe.

Po pierwsze, NBP znajduje się pod uważną obserwacją rynków finansowych. Głównym powodem, który podał Standard & Poor's, tłumacząc obniżenie ratingu Polski, były obawy o możliwe ograniczenie przez większość sejmową samodzielności banku centralnego. Wprawdzie inne agencje ratingowe nie poparły takiej opinii, ale nie ma wątpliwości, że NBP jest czujnie obserwowany, a agencje gotowe do działania w razie kontrowersyjnych zmian.

Po drugie, NBP znajduje się pod uważną obserwacją analityków. Nowa RPP składa się w większości z osób o bardzo małym doświadczeniu w zakresie polityki pieniężnej, powszechne są też podejrzenia o ich nadmierną podatność na nacisk polityczny. To oczywiście wzmaga podejrzliwość.

Po trzecie, NBP może się szybko znaleźć pod silnym naciskiem ze strony rządu. Już z realizacją obecnego budżetu mogą być problemy, a problemy z budżetem przyszłorocznym są pewne na 100 proc. W takiej sytuacji zawsze może kusić, by skłonić NBP do większej pomocy w łataniu dziury finansowej – choćby poprzez sięgnięcie do jego rezerw dewizowych.

Wszystko to może mieć spore konsekwencje, zwłaszcza w niebezpiecznym świecie, w którym dziś żyjemy. Dlatego w interesie nas wszystkich – także rządu – powinno leżeć to, by o NBP mówiono jak najmniej, a z jego polityką nie wiązały się żadne kontrowersje.

Witold M. Orłowski profesor Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce