– Od sprawności podstawowej opieki zdrowotnej zależy zdrowie społeczeństwa. To lekarz pierwszego kontaktu ma największy wpływ na to, jakie decyzje dotyczące swojego zdrowia podejmie pacjent – mówił do dziennikarzy dr Tony Mathie, prezes Konferencji Lekarzy w Europie, podczas Światowego Kongresu Lekarzy Rodzinnych w Warszawie.
– Lekarz rodzinny ma też wpływ na ograniczenie kosztów leczenia – dodał dr Mathie. Dlaczego? Bo zajmuje się wszystkimi nieskomplikowanymi przypadkami popularnych chorób. Lekarze tej specjalności tłumaczą, że w najlepiej zorganizowanych systemach nawet 90 proc. wszystkich porad jest udzielanych przez lekarza rodzinnego.
Polska średniakiem
Badania oceniające podstawową opiekę zdrowotną prezentowali na warszawskim kongresie eksperci z Netherlands Institute for Health Services Research (Instytut Badań nad Ochroną Zdrowia w Holandii). „Rz" objęła kongres patronatem medialnym.
Okazało się, że Polska znalazła się w grupie państw ocenionych jako „średnie". Dr Wienke Boerma z Netherlands Institute podkreślał, że ocena „średnia" dla Polski to – biorąc pod uwagę uwarunkowania historyczne – bardzo dobry wynik.
– Nie chcieliśmy tworzyć rankingu i oceniać, który kraj jest lepszy, a który gorszy – tłumaczył dr Boerma. – Nawet w krajach, które mają dobrze zorganizowany system, są rzeczy, które trzeba poprawić.
Wśród nich znalazły się systemy podstawowej opieki zdrowotnej Wielkiej Brytanii, Holandii i Danii.
Na korzyść Polski przemawiało m.in. to, że są u nas zdefiniowane i określone w ustawie prawa pacjenta oraz że środki na podstawową opiekę zdrowotną są wyodrębnione w budżecie NFZ. I najważniejsze: jest określony standard leczenia w podstawowej opiece zdrowotnej. – To ogranicza liczbę błędów i ułatwia podejmowanie racjonalnych decyzji dotyczących pacjentów – mówił dr Boerma.
Nie zadzwonisz do doktora
Jakie są minusy polskiego systemu? To m.in. bardzo słaba współpraca między specjalistami a lekarzami rodzinnymi.
– Nie dostajemy żadnych informacji o tym, czy nasz pacjent leczy się u specjalisty, jakie badania tam wykonuje i jakie leki ma przepisane – tłumaczył dr Maciej Godycki-Ćwirko, szef Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Efekt? Lekarze narzekają, że pacjenci chodzą do wielu specjalistów, biorą po kilkanaście leków, których działanie wzajemnie się znosi albo przeciwnie – brane razem są kilkakrotnie silniejsze.
Holenderscy naukowcy uważają też, że lekarze w Polsce za mało wykorzystują telefon i Internet do kontaktów z pacjentem. Tymczasem chorym często jest potrzebna szybka, krótka konsultacja, by wyjaśnić wątpliwości. – Nie mamy na to czasu. Dzielimy swój czas między pacjentów a coraz bardziej skomplikowaną sprawozdawczość – twierdzi Godycki-Ćwirko. – O tym, by jak w Holandii przeznaczyć godzinę dziennie na odbieranie telefonów od chorych, nie ma mowy.
Złe wynagradzanie
I ostatni zarzut: – Polski system wynagradzania lekarzy rodzinnych nie motywuje ich do efektywnej opieki nad pacjentami – podnosił Boerme.
Polscy lekarze dostają pieniądze za każdego pacjenta, który wypełni deklarację i zapisze się do nich. Im więcej pacjentów, tym większe środki.
– Tymczasem w niektórych systemach ochrony zdrowia lekarze są dodatkowo wynagradzani np. za to, że populacja, którą się opiekują, ma właściwe wskaźniki zdrowotne, np. odpowiednie ciśnienie tętnicze – tłumaczy dr hab. Adam Windak z Kolegium Lekarzy Rodzinnych.
Na kongresie nie było przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia.